Na tym rynku padł historyczny rekord. Jest jeden powód
Takiego wyniku nie było nigdy w historii. W 2020 roku Polacy wydali na obligacje oszczędnościowe skarbu państwa łącznie ponad 28 mld zł. Powód jest jeden i dobrze świadczy o krajowych inwestorach.
Jedynie w grudniu na obligacje skarbowe detaliczne Polacy wydali prawie 2,5 mld zł. Hitem w ostatnim miesiącu ubiegłego roku były papiery 3-miesięczne, które pozyskały ponad połowę tej kwoty. W całym 2020 r. Skarb Państwa sprzedał obligacje oszczędnościowe warte rekordowe 28,4 mld zł - aż o 64 proc. więcej niż w 2019 r. Co ciekawe, Polacy wykazali się wyjątkową zapobiegliwością. Najchętniej w 2020 r. kupowali bowiem obligacje 4-letnie, których oprocentowanie jest indeksowane inflacją. A ta, mimo pandemicznej recesji, wystawiła pazur. Z danych GUS wynika, że w 2020 r. wyniosła średniorocznie 3,4 proc.
Reklama
📢W 2020 roku Skarb Państwa sprzedał obligacje oszczędnościowe o łącznej wartości 28,4 mld zł.
— Ministerstwo Finansów (@MF_GOV_PL) January 15, 2021
To rekordowy wynik zainteresowania detaliczną ofertą #obligacjeskarbowe.
Więcej informacji ➡️ https://t.co/HMGiH9LGgV pic.twitter.com/luO6ZKu1GI
Inflacja napędza wzrost czterolatek
Polacy nie znoszą ryzyka i unikają go za wszelką cenę. Właśnie dlatego ponad 70 proc. oszczędności polskich gospodarstw domowych zalegało dotychczas na lokatach bankowych. To niemal dwa razy więcej niż średnia europejska. Pandemia wymusiła jednak zmianę tych upodobań. W obliczu rujnującego gospodarkę koronawirusa, Rada Polityki Pieniężnej trzykrotnie obniżyła w 2020 roku stopy procentowe i sprowadziła je do rekordowo niskiego poziomu 0,1 proc. W rezultacie, przechowywanie pieniędzy na lokatach przestało się Polakom opłacać. Tym bardziej, że mizerne zyski z depozytów zaczęła też podgryzać wyższa inflacja.
I to właśnie wzrost cen i usług w ubiegłym roku determinował popyt na czteroletnie obligacje detaliczne. Obligacje, które w środowisku inflacyjnym czują się jak ryba w wodzie i bronią pieniędzy inwestorów przed szkodliwym działaniem wzrostu cen. Jak? Ich oprocentowanie - podobnie jak 10-letnich - powiązane jest ze wskaźnikiem inflacji powiększonym o dodatkową marżę. Fakt, że na czerolatki Polacy wydali w 2020 r. ponad 11 mld zł, a zatem 40 proc. ubiegłorocznego bilansu sprzedaży, dobrze świadczy o krajowych inwestorach. Pokazuje bowiem, że potrafią być zapobiegliwi. Wynik sprzedaży papierów czteroletnich w 2020 r. był aż o 82 proc. wyższy względem 2019 r., kiedy większa inflacja wciąż była pieśnią przyszłości.
Kolejne pod względem popularności były obligacje 3-miesięczne. Są to obligacje o oprocentowaniu stałym, czyli zyskiem znanym z góry. Przeznaczone dla osób skłonnych angażować swój kapitał na bardzo krótki, 3-miesięczny okres. Na ich zakup Polacy przeznaczyli ponad 10,5 mld zł (37-proc. udział w strukturze sprzedaży). Na podium popularności stanęły też dwulatki (14 proc.udziału w sprzedaży), które również mają stałą, z góry określoną stopę zwrotu.
Skarbowe papiery oszczędnościowe można zakupić on-line. W ubiegłym roku co trzecia obligacja została zakupiona w ten sposób. - Bogata oferta obligacji oszczędnościowych pozwala w elastyczny sposób dopasować strukturę oszczędności do indywidualnych potrzeb każdego nabywcy – wskazuje Sebastian Skuza, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Polacy kochają też fundusze dłużne
Obligacje detaliczne to jedno, a fundusze dłużne, które w obligacje inwestują - to drugie. Po marcowym koronakrachu, kiedy z funduszy dłużnych Polacy wypłacili łacznie 17 mld zł, nastąpił masowy powrót. Dość powiedzieć, że z każdym kolejnym miesiącem napływy przekraczały 2,5 mld zł, a większość świeżego kapitału płynęła własnie do produktów obligacyjnych. Powód był ten sam: obniżki stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów. W rytm obniżek spadały z kolei rentowności obligacji, a zatem ich ceny rosły, powiększajac tym samym zyski funduszy - w 2020 r. ich zarobek wyniósł średnio 6 proc.
Ale rok 2020 raczej zakończył hossę na tym rynku. Stopy procentowe spadły praktycznie do zera i trudno sobie wyobrazić, że mogą być dalej obniżane. Choć ostatnio szef NBP przekonywał, że jest to możliwe jeszcze w pierwszym kwartale. Rynek jednak nie uwzględnia tego scenariusza. Szczególnie w otoczeniu, które coraz bardziej wskazuje na utrzymującą się lub nawet rosnącą presję inflacyjną, czy to w Polsce (CPI przejściowo ponad 3 proc. w 2021 r.), czy na światowym rynku surowców.
- Z tej perspektywy oczekiwanie na powtórzenie się ubiegłorocznych stóp zwrotu z funduszy dłużnych w 2021 roku jest mało realne – wskazuje Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
15.01.2021
Źródło: Gena Melendrez / Shuterstock.com




Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania