Grzegorz Zatryb: Wciąż jest dobry moment na inwestycję w akcje polskie. Teraz albo nigdy
05.10.2017 | Wojciech Kiermacz
Z Grzegorzem Zatrybem, zarządzającym i głównym strategiem Skarbiec TFI, rozmawialiśmy o jego wynikach w Lidze Ekspertów oraz świetnej koniunkturze na globalnych rynkach kapitałowych

Analizy Online (AOL): Przede wszystkim gratuluję wyniku. Od czerwca do końca września Pana portfel ofensywny w Lidze Ekspertów zarobił +6,65% - najwięcej wśród pozostałych uczestników. Jakie miał Pan założenia przy budowie wirtualnej inwestycji w Lidze?

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

Grzegorz Zatryb (GZ): Skonstruowałem portfel w oparciu o podejście makro. Starałem się wykorzystać bezprecedensowo dobrą koniunkturę gospodarczą na świecie. Wykorzystywałem do tego fundusze akcji, w których zarządzający stosują podejście fundamentalne, ale i absolutnej stopy zwrotu, gdzie analiza techniczna też może grać dużą rolę. Wynik jest oczywiście przede wszystkim zasługą zarządzających – wymienić należy tu przede wszystkim Bartosza Szymańskiego od Skarbiec Spółek Wzrostowych i Pawła Gierczaka od Skarbiec Market Opportunities.

AOL: Dlaczego zdecydował się Pan pod koniec sierpnia na sprzedaż funduszu akcyjnego i dłużnego na rzecz wspomnianego Market Opportunities?

GZ: W okresie wakacyjnym mieliśmy bardzo duże wzrosty na rynkach akcji. Szczerze mówiąc, nawet przy moim zaufaniu do trwałości obecnej koniunktury gospodarczej, liczyłem się z ryzykiem technicznej korekty. Uznałem, że najbardziej podatnym na takie zmiany byłby Skarbiec Akcja. A Market Opportunities z założenia powinien sobie poradzić w przypadku korekty, a nawet próbować ją wykorzystać. Fundusz ten może otwierać krótkie pozycje np. na kontraktach na indeksy giełdowe.
 
AOL: Co planuje Pan na następne miesiące – czy w związku z dobrymi perspektywami dla rynków wschodzących pojawi się fundusz z ekspozycją na nie?

GZ: Jako że inwestuję, co pewnie nikogo nie dziwi, wyłącznie w fundusze z mojego towarzystwa, to mam trochę utrudnione zadanie. Nie mamy w swojej ofercie funduszu rynków wschodzących, który podchodziłby selektywnie do rynków emerging markets. Jest jeden (Skarbiec Rynków Wschodzących, przyp.), przy czym to fundusz indeksowy, który trzyma się MSCI Emerging Markets jeżeli chodzi o strukturę. Nie wykluczam, że go wykorzystam, natomiast w tym indeksie jest parę rynków, do których nie mam zaufania albo mam jakąś podświadomą niechęć. Ciężko mi się będzie pogodzić z inwestowaniem w szeroki indeks.

AOL: Abstrahując od funduszu – czy Pana zdaniem to dobry moment na inwestycję w rynki wschodzące?

GZ: Absolutnie tak. Może poza Państwem Środka, choć to zupełnie odrębny przypadek, obserwujemy ożywienie gospodarcze na rynkach wschodzących. One mają po prostu wyższą „betę” na konsumpcję i inwestycje na rynkach rozwiniętych niż same rynki rozwinięte. To znaczy, że silniej reagują na świetne dane gospodarcze płynące praktycznie zewsząd. PKB tych krajów jest względnie nieduży i mocno uzależniony od eksportu surowców i inwestycji zagranicznych. W obecnych warunkach gra to na ich korzyść.

AOL: Kilku uczestników Ligi Ekspertów zdecydowało się dokupić funduszy akcji Europy Zachodniej. Uważa Pan, że to dobry kierunek inwestycyjny na najbliższy czas?

GZ: I tu również odpowiedź brzmi tak. W Europie Zachodniej, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, mamy w zasadzie początek cyklu koniunkturalnego. Te gospodarki dopiero ruszają i myślę, że zaczną się rozkręcać. To przełoży się na wzrost zysków spółek, coraz lepszy zwrot z kapitału własnego (ROE). Równolegle, akcje tych spółek są istotnie tańsze od ich konkurentów w USA.

AOL: Niektórzy uczestnicy podkreślają, że amerykańskim spółkom będzie przeszkadzać, a europejskim pomagać umocnienie się dolara względem euro. Jak dużą rolę, Pana zdaniem, gra tu kontekst walutowy?

GZ: To bardzo trudno oszacować. Oczywiście, umocnienie dolara dla amerykańskich firm, które eksportują nie jest dobre. Pytanie tylko, ile jest takich firm, a jeżeli eksportują, to co i dokąd. Bo jak weźmiemy międzynarodowe koncerny, to mnóstwo tych zakładów znajduje się na przykład tu w Europie, a odbiorcy w USA. Tu nie ma takich prostych zależności jak w przypadku Polski, gdzie wiadomo, że mocniejszy złoty w stosunku do euro utrudnia eksport. Z drugiej strony, jeszcze parę miesięcy temu mówiło się, że będzie parytet na kursie eurodolara i nagle dolar się osłabił o kilkanaście procent. Jeśli teraz umocni się o parę procent, to i tak będzie lepiej dla amerykańskich eksporterów niż na początku roku, a jakoś wtedy tak dużych obaw jak teraz nie słyszałem.

AOL: Z Pana słów wynika, że środowisko do inwestowania w globalne akcje jest dobre. Co Pan jednak odpowie tym, którzy boją się końca długiego cyklu w Stanach Zjednoczonych zwieńczonego dużą korektą?

GZ: Trudno generalizować, ale wszystko wskazuje na to, że mamy znakomitą globalną koniunkturę gospodarczą. Jej skutkiem są coraz wyższe zyski przedsiębiorstw, a przez to rośnie ich wartość na giełdach. Co więcej, dane wskazują na to, że jesteśmy daleko od momentu, w którym ta koniunktura zacznie się zmieniać na gorsze. Czas do następnej większej korekty liczyłbym w kwartałach, a nie w miesiącach. Również w przypadku Stanów Zjednoczonych, w których cykl koniunkturalny trwa już bardzo długo. Jak się popatrzy bowiem na strukturę wzrostu, to inwestycje nie robią wrażenia, a większość to zasługa zdrowej konsumpcji. Dopiero od niedawna Amerykanie znowu zaczęli się zadłużać. Jeżeli popatrzymy na ceny domów, to są one realnie niższe niż przed kryzysem. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych są na rekordowo niskich poziomach. Miesiąc w miesiąc w stabilnym tempie przybywa ok. 180 tys. miejsc pracy. Problem bezrobocia jest znikomy, a mimo to nie widać presji płacowej. Amerykańska gospodarka ma jeszcze duża miejsca, żeby urosnąć.

AOL: Gdzie w tej układance jest polski rynek akcji? Mamy dziwną sytuację, w której nie ma napływów do funduszy akcyjnych, a giełda dawała przez ostatnie miesiące naprawdę nieźle zarobić.

GZ: Klienci, ale i pracownicy firm dystrybucyjnych, nie potrafią uwierzyć w fundusze akcyjne. To jeszcze widmo tego kilkudziesięcioprocentowego spadku w czasach kryzysu z 2008 r. Tamte doświadczenia wprowadziły do słownika klienta pojęcie „nieuchronności korekty”. Od dwóch lat podczas spotkań z klientami dystrybutorów naszych funduszy uparcie przekonuję, że „jak akcje, to teraz albo nigdy”. Słyszę w odpowiedzi, że zgoda, ale dopiero w dołku. I poważnej korekty jak nie było, tak nie ma. Jeden ze znanych zarządzających powiedział kiedyś, że na oczekiwaniu na korekty inwestorzy stracili więcej niż na nich samych. To typowe również dla Polaków.

Od wielu lat wzmożonych napływów nie widać również ze strony inwestorów zagranicznych. W porównaniu z takimi Węgrami wypadamy znacznie słabiej pod tym względem i raczej nie możemy liczyć na to, że coś szybko się w tym temacie zmieni.  

AOL: Może ich zdanie zmieni się po zakwalifikowaniu Polski do koszyka państw rozwiniętych w indeksie FTSE Russell. Zaskoczyła Pana ta decyzja?

GZ: Nie, nasz rynek kapitałowy jest bardziej rozwinięty w porównaniu do większości rynków wschodzących. Potwierdzeniem tego jest polski rynek obligacji, który przez większość czasu wiernie podąża za niemieckim, podobnie jak portugalski, hiszpański czy włoski. W przypadku rynku akcji jest inaczej. Tu ten czynnik przynależności do takiego czy innego koszyka krajów ma znaczenie. Pytanie tylko, czy wyjdzie nam to na dobre. Powiedzieliśmy sobie, że rynki wschodzące mogą teraz zachowywać się lepiej niż rozwinięte, a my zostaliśmy przeniesieni z tego indeksu, choć stanie się to fizycznie dopiero za rok. Tak czy inaczej wygląda na to, że w modelach oceniających dojrzałość rynku Polska zaczyna świecić na zielono. Myślę, że dopiero jak MSCI zdecyduje się na taki sam ruch, to będzie wiadomość o znacznie większym kalibrze. 

AOL: GUS zaskoczył wyższym od oczekiwanego odczytem inflacji. Wstępne dane za wrzesień pokazują 2,2% r/r. Jakie Pana zdaniem jest prawdopodobieństwo, że stopy procentowe, a więc i raty kredytów wzrosną jeszcze przed końcem 2018 roku?

GZ: Moim zdaniem niewielkie. Jeden z ekonomistów bankowych stwierdził, że Rada Polityki Pieniężnej zacznie coś robić ze stopami procentowymi, gdy na pierwszej stronie „Faktu” czy „Super Expressu” zaczną pojawiać się nagłówki „Drożyzna!”. To będzie znaczyło, że przeciętny obywatel zacznie dostrzegać negatywne skutki inflacji. Dopóki tego nie będzie, to rządowi jest jak najbardziej na rękę, żeby stopy były niskie. Oznaczają one niższe koszty finansowania i niższe raty kredytów dla ludzi. Patrząc na to, ilu Polaków oszczędza, a ilu się zadłuża, chyba ma to większe znaczenie dla ogólnego nastroju elektoratu. Wszyscy są zadowoleni, może poza bankami, ale ich losem niespecjalnie ktoś się przejmuje. O ile nie będzie jakiegoś naprawdę gwałtownego wzrostu cen, nie sądzę, żeby raty kredytów zmieniły się przed końcem 2018 r.

AOL: Wracając do giełdy –w Barometrze Nastrojów uczestników Ligi Ekspertów dał Pan maksymalne +2 dla polskiego rynku akcji na najbliższy miesiąc. Czy również w dłuższym okresie spodziewa się Pan dobrej koniunktury?

GZ: Tak, pomimo wspomnianego wciąż niewielkiego zainteresowania inwestorów zagranicznych. Własnymi siłami krajowa giełdowa sobie poradzi. Co prawda mówi się, że zyski firm nie rosną tak szybko, jak się tego oczekuje. Zgoda, ale z drugiej strony to rozczarowanie dotyczy przede wszystkich mniejszych spółek, w które uderzają rosnące koszty pracy. Mówi się, że sukces gospodarczy Polski przez ostatnie ćwierć wieku opierał się na wyzysku pracowników. Oczywiście to przesada, ale prawdą jest, że tempo wzrostu płac zostało daleko w tyle za innymi wskaźnikami. Ono jednak zaczyna nadrabiać dystans. Płace będą rosnąć, ale firmy sobie z tym poradzą. Polska gospodarka jest bardzo elastyczna na poziomie mikro.

Reasumując, okienko do wejścia na rynek akcji jest nadal otwarte. Jeżeli ktoś się boi tej mitycznej wielkiej korekty, która od kilku lat nie nastąpiła, to niech zacznie inwestować stopniowo. Jeżeli ktoś ma dużą kwotę niech rozłoży ją na mniejsze i wpłaca regularnie co miesiąc. Pozostanie na depozycie oprocentowanym na 1% w skali roku przy inflacji 2%, to po prostu zła decyzja. Szkoda pieniędzy. Fundamentalnie już dawno nie było tak dobrze i jeszcze długo, moim zdaniem, będzie nieźle. A jeżeli ktoś się boi, że Kim Dzong Un rozpęta Trzecią Wojnę Światową, to mogę powiedzieć tak – w takiej sytuacji kursy akcji będą najmniejszym problemem. 

Wojciech Kiermacz
Analizy Online


TAGI:

Grzegorz ZatrybLiga EkspertówSkarbiec TFIwywiad

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę