Korekty składu MSCI Emerging Markets nie pogrążyły GPW

28.11.2019 | Roman Przasnyski
Indeksy warszawskiego parkietu należą w tym roku do najsłabszych na świecie. Jako jeden z powodów wskazywane było ograniczenie udziału akcji polskich spółek w MSCI Emerging Markets, jednak realnego wpływu tego czynnika nie należy przeceniać

Wraz z sesją z 26 listopada zakończyła seria trzech przeprowadzonych w tym roku operacji korygowania składu indeksu MSCI Emerging Markets, sprowadzających się do ograniczenia w nim udziału akcji polskich spółek. Jest oczywiste, że zmiany struktury indeksu, będącego benchmarkiem dla licznych globalnych funduszy sektorowych, muszą pociągać za sobą adekwatną zmianę składu ich portfeli. W naszym przypadku oznaczało to konieczność zredukowania wielkości pozycji posiadanych dotąd w polskich akcjach, czyli ich sprzedaży. Warto przypomnieć, że korekty nie były wynikiem prostej degradacji roli naszego kraju w gronie rynków wschodzących, lecz „efektem ubocznym” awansu w tej grupie Arabii Saudyjskiej i Argentyny oraz zwiększenia udziału spółek chińskich.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Na płynące z tego tytułu zagrożenia dla naszego rynku wskazywali już na początku roku analitycy niektórych biur maklerskich, szacując odpływ kapitału z GPW na 2,4-4,3 mld zł. Należy też zdawać sobie sprawę ze zjawiska nakładania się realnego negatywnego wpływu wynikającego z konieczności sprzedaży akcji polskich spółek przez globalne fundusze działające na rynkach wschodzących z efektem psychologicznym, dotyczącym pozostałych grup inwestorów. Ci ostatni, mając świadomość „wiszącej” nad warszawskim parkietem potencjalnej podaży, podchodzili do niego ze wzmożoną ostrożnością i rezerwą. Efekty są widoczne w tegorocznym bilansie naszego rynku, ale były mniej odczuwalne w kluczowych momentach.

ETF na MSCI Emerging Markets, MSCI Poland


W tym roku główne indeksy warszawskiego parkietu (za wyjątkiem sWIG80) plasują się w nielicznej grupie światowych wskaźników tracących na wartości i znajdują się w towarzystwie między innymi giełd malezyjskiej, ukraińskiej, bułgarskiej i chilijskiej. Niekorzystnie wygląda także porównanie w ramach ogólnej kategorii rynkowej. MSCI Emerging Markets od początku roku zwyżkuje o ponad 11 proc., podczas gdy Emerging Markets Poland traci prawie 8 proc. i tyle samo w dół idzie WIG20 w ujęciu dolarowym. Dysproporcje między naszymi indeksami a wskaźnikami giełd krajów rozwiniętych są jeszcze większe, a biorąc pod uwagę niezwykle korzystne dla nas różnice tempa wzrostu gospodarczego, można uznać je za rażąco „niesprawiedliwe” i nieracjonalne, przynajmniej z fundamentalnego punktu widzenia.

Co ciekawe, przed pierwszym, majowym rebalancingiem składu indeksu rynków wschodzących MSCI Poland zniżkował w ciągu kilku tygodni o ponad 11 proc., a więc niemal tyle samo, co MSCI Emerging Markets. Przed przypadającą na koniec sierpnia korektą polski wskaźnik szedł w dół o ponad 14 proc., zaś światowy benchmark zniżkował o 11 proc. W listopadzie MSCI Poland spadał o nieco ponad 5 proc., a MSCI Emerging Markets o 2 proc., a więc różnica w ich zachowaniu również nie była zbyt wielka. Interesujące jest również to, że sesje po których następowała korekta składu MSCI EM, charakteryzowały się niewielką zmiennością indeksów naszego rynku, choć uwagę zwracał znaczący wzrost obrotów, mniej więcej odpowiadający pod względem wartości redukcji udziału polskich akcji w benchmarkowym portfelu.

Szczegółowe obserwacje dotyczące obrotów wskazują, że korekty składu MSCI Emerging Markets dokonują się w dużym stopniu jednorazowo, w trakcie konkretnych sesji (zwykle na końcowym fixingu, a więc bez wpływu na notowania), jednak niewielka zmienność notowań w ich trakcie sugeruje, że dostosowania te nie mają aż tak istotnego realnego wpływu na kursy akcji, jak się tego obawiano. Ogólny stan naszego rynku, zdecydowanie negatywnie odbiegający od swojego głównego punktu odniesienia, może wskazywać że rebalancing miał wpływ bardziej psychologiczny niż realny lub że na kondycję naszego rynku dominujący wpływ mają inne czynniki, niezwiązane z czysto formalnymi zmianami w międzynarodowej klasyfikacji.

TAGI:

GPWMSCI EMrynek akcji

zobacz także

↑ na górę