Konsolidacja branży TFI nie ucieszy inwestorów. Jest kilka powodów
Branża TFI ulega nieuchronnej konsolidacji, a to nie będzie służyć krajowej giełdzie, która już dziś cierpi na małe obroty i niską płynność. Do tego rządzi na niej kapitał zagraniczny. A ten nierzadko lubi spekulować, co nie pomaga w kształtowaniu długoterminowych trendów.
O tym, że konsolidacja w branży jest nieuchronna mówi się co najmniej od dekady, ale w ostatnich latach rzeczywiście tę konsolidację widać w liczbach. Łączą się fundusze w ramach tego samego TFI, ale też coraz częściej dochodzi do przejęć. Branża wskazuje, że jest to efekt przede wszystkim braku napływów, wzrostu kosztów działalności i wprowadzenia ustawowych limitów w opłatach za zarządzanie. Negatywne skutki widać już w wynikach finansowych krajowych powierników.
Reklama
- Problemem polskiego rynku kapitałowego, w tym funduszy inwestycyjnych, jest brak zaufania, co przekłada się na brak wzrostu aktywów pod zarządzaniem. Okres, gdy koszty działalności TFI znacznie rosną, jak każdej innej firmy, jest szczególnie dotkliwy, bo TFI nie są w stanie przenosić wzrostu kosztów działalności na klienta, ponieważ KNF ogranicza podwyżki opłat za zarządzanie. Skutkiem tego jest spadek zysków TFI, więc konsolidacja branży jest w tej sytuacji potrzebna - mówi Konrad Ogrodowicz, zarządzający funduszami Superfund TFI:
Z danych KNF wynika, że w całym 2022 r. polskie TFI zarobiły na czysto 466,4 mln zł. To najmniej od 9 lat. Przychody z tytułu zarządzania wyniosły w tym okresie 2,8 mld zł i w porównaniu do 2021 r. były niższe 18 proc. Na to wpływ miały nie tylko niższe opłaty, ale też 9-proc. spadek aktywów. Z drugiej strony znacznie wolniej spadały koszty. W 2022 roku wyniosły one 2,4 mld zł, a zatem o 8 proc. mniej niż rok wcześniej.
- Są trzy rzeczy: administracyjne obniżenie opłat za prowadzenie funduszy otwartych, zwiększanie kosztów regulacyjnych branży oraz trend zwiększania udziału ETF-ów w rynku, na który częściowo odporna może być tylko bardzo wydajna sieć dystrybucyjna albo zarządzanie aktywne, wyspecjalizowane. Biorąc te trzy rzeczy pod uwagę wydaje mi się, że rynek TFI powinien zmierzać do konsolidacji. I modelowo powinien podzielić się na dwie grupy: bardzo duże TFI i TFI niszowe, wyspecjalizowane w jakimś rodzaju usługi dla klienta - uważa Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI.
Konsolidacja branży to mniejsza rywalizacja o wynik
W ciągu zaledwie kilku tygodni tego roku o łączeniu funduszy poinformował już Skarbiec, Rockbridge, Allianz i NN TFI. W ubiegłym roku sporą konsolidację oferty przeprowadziły m.in. PKO i Pekao TFI. Tego typu zmiany w ofercie zapowia też Investors. Nierzadko w wyniku łączenia dwóch podobnych strategią produktów powstaje fundusz o wielkich aktywach, którym zarządza się zupełnie inaczej.
- Im fundusz większy, tym trudniej nim zarządzać, szczególnie jeśli gros aktywów jest ulokowana w polskie instrumenty. Konsolidacja funduszy ma też pewien negatywny wpływ na spadek obrotu - zauważa Sebastian Buczek prezes. Quercus TFI.
Konsolidacja branży i łączenie funduszy w ramach grupy rodzi negatywne konsekwencje. Nierzadko powstałe w wyniku łączenia fundusze są zbyt duże jak na polskie warunki, w efekcie uciekają za granicę lub stosują benchmarkowe podejście. To z kolei przekładać się może na gorsze stopy zwrotu samych funduszy, ale też wpływać na spadek obrotów na giełdzie i ograniczać płynność na lokalnym rynku. Mniejsza liczba podmiotów to też mniejsza rywalizacja o wynik. Ale o tym TFI mówią już niechętnie.
- Mniejsza liczba uczestników najczęściej oznacza zmniejszenie płynności rynku. Mniej jest odmiennych decyzji inwestycyjnych, czy specyficznych czynników dla danego podmiotu, generujących potrzebę transakcji. Jeżeli konsolidacja prowadzi do powstania bardzo dużych podmiotów w relacji do wielkości rynku i dodatkowo z podobną ofertą skierowaną do klienta masowego, to dodatkowo zwiększa się pasywność inwestycji obniżając aktywność inwestycyjną mierzoną jako procent obrotów aktywów w danym funduszu. W przypadku silnie skoncentrowanego rynku trudniej też plasować emisje małych i średnich spółek ze względu na często zbyt małą ich wartość w relacji do zarządzanych aktywów - wkazuje Michał Szymański, prezes VIG / C-Quadrat TFI - Skala wpływu konsolidacji bardzo zależy od aktywności na danym rynku i jego zróżnicowania: czy pojawiają się na nim nowe podmioty, czy występują zróżnicowane modele biznesowe, np. obok dużych funduszy detalicznych, także szereg bardzo aktywnych hedge-funds. W Polsce ta aktywność i zróżnicowanie podmiotów niestety w ostatnich latach obniża się - dodaje.
Podobną opinię ma również Jakub Liebhart, członek zarządu Eques TFI. - W wyniku łączenia strategii w ramach jednego TFI mogą powstawać fundusze o znaczących aktywach. To z kolei może prowadzić do ograniczenia liczby transakcji na rynku (łączenie dwóch odmiennych strategii w jedną to dwa razy mniej różnych decyzji inwestycyjnych) i wyboru wyłącznie największych spółek z WIG20. Fundusze po konsolidacji mogą być za duże, aby móc skutecznie inwestować w warunkach obniżonej płynności wśród średnich czy mniejszych spółek. Może to również oznaczać, że fundusze po konsolidacji będą się przenosić na rynki zagraniczne, co spotęguje problem obrotów na GPW - wylicza.
Jego zdaniem, szeroki dostęp inwestorów do różnych funduszy i strategii jest korzystny, bo prowadzi do zwiększonej konkurencji, wyższych wolumenów obrotu na średnich i małych spółkach oraz lepszych stóp zwrotu - Przyśpieszenie konsolidacji i w skrajnym scenariuszu pozostanie na rynku kilku dużych podmiotów doprowadzi do spadku konkurencji, strategie będą uwzględniały wyłącznie duże spółki, a stopy zwrotu dla inwestora ulegną „uśrednieniu”, tym samym wpływ może być negatywny. Naturalnie spadek opłat za zarządzanie przy rosnących kosztach stałych może powodować obniżenie rentowności wybranych podmiotów, przyspieszając konsolidację - dodaje Jakub Liebhart.
Z drugiej strony, połączenie dwóch firm może znacząco zoptymalizować koszty, zintegrować kompetencję, a przez to pozytywnie wpłynąć na jakość świadczonych usług. Na to uwagę zwraca Tomasz Miłkoś, dyrektor ds. rozwoju produktów inwestycyjnych Michael / Ström DM. Przyznaje jednak, że fundusze o dużych aktywach mogą mieć trudności z odpowiednią dywersyfikacją zwłaszcza sektorową czy branżową.
- Powszechnym zjawiskiem jest też poszukiwanie odpowiednio dużej płynności. W obu przypadkach kołem ratunkowym bywają zagraniczne giełdy, gdzie z punktu widzenia polskiego inwestora np. płynność jest praktycznie nieograniczona. To oczywiście polskiej giełdzie nie pomaga, ale tutaj problemów jest znacznie więcej. Dzisiaj indeks WIG jest na poziomie z roku 2007, słabość GPW w ostatnich kilkudziesięciu latach jest aż nadto widoczna i to pomimo tego, że to krajowe TFI odpowiadały za znaczący obrót jej walorami w tym okresie - zauważa Tomasz Miłkoś.
- Podmioty, które konsolidują zwiększają swój udział rynkowy i potencjalnie wzmacniają pozycje, a więc jest to dla nich korzystne. Natomiast dla inwestorów generalnie lepsze jest większe zróżnicowanie podmiotów i oferowanych przez nie funduszy, a więc konsolidacja jest dla nich mniej atrakcyjna, bo zmniejsza konkurencyjność oferty rynkowej i eliminuje mniejsze podmioty, które wcale nie muszą oferować np. gorszej jakości zarządzania - podsumowuje Mariusz Jagodziński, prezes Agio Funds TFI.
Zagranica rządzi na GPW. A to zła i dobra wiadomość
Z danych GPW wynika, że w całym 2022 r. udział inwestorów zagranicznych w obrotach na głównym rynku akcji wzrósł o 7 pp. i wyniósł aż 64 proc. To najwięcej w historii. W tym czasie krajowi inwestorzy indywidualni odpowiadali za 17 proc. obrotów, a krajowe instytucje - za 19 proc. (-2 pp. rdr). Wysoki udział kapitału zagranicznego to domena rynków rozwijających się, do których wciąż zaliczana jest Polska. A to ma dobre i złe strony.
- Wysoki udział zagranicznego kapitału jest korzystny z punktu widzenia aktywnego zarządzania, zwiększa płynność notowań i dostosowuje mnożniki wycen do poziomów globalnej konkurencji. Może wpływać również na samych emitentów: na przyspieszone dostosowywanie się kadry zarządzającej do nowych modeli zarządzania czy raportowania. Natomiast dalej pozostaje pytanie, czy kapitał zagraniczny jest skonsolidowany i czy zmiana decyzji inwestycyjnej jednej lub dwóch dużych instytucji nie spowoduje odpływu znaczących środków z GPW - wskazuje Jakub Liebhart z Equesa.
O pozytywnym wpływie zagranicznych inwestorów na krajowy rynek akcji mówi wielu ekspertów. Wielu z nich dostrzega jednak również drugą stronę medalu. - Wzrost udziału inwestorów zagranicznych nad inwestorami krajowymi w obrotach na polskim rynku nie jest korzystny, bo świadczy to o braku rozwoju naszego rynku. W konsekwencji nasz rynek jest bardzo zmienny i mało płynny. Polskie akcje często są dodawane do portfeli inwestorów zagranicznych na krótki okres, co wspiera krótkoterminowe rajdy spekulacyjne, natomiast nie pomaga w kształtowaniu trendów długoterminowych. Jest to ewidentny problem, co przede wszystkim widać na wykresie WIG20, który od lat jest w konsolidacji - wskazuje Konrad Ogrodowicz z Superfund TFI.
Inną sprawą jest też fakt, że polska giełda nie jest ulubionym miejscem pomnażania kapitału wśród Polaków, co widać chociażby po napływach do funduszy akcji polskich. - Zamożność społeczeństwa w ostatnich dekadach bardzo mocno wzrosła. Widzimy też wielką skalę środków na rachunkach bankowych, lokatach oraz w gotówce, a więc na brak kapitałów na rodzimym rynku nie możemy narzekać. Niestety relatywnie mała część trafia na szeroko rozumiany rynek kapitałowy i to zarówno poprzez inwestycje bezpośrednie jak i kupno jednostek uczestnictwa funduszy. Oczywiście w naszej ocenie jest to negatywne zjawisko i niestety nie widzimy sygnałów by w krótkim terminie uległo ono głębszej zmianie - wskazuje Mariusz Jagodziński z Agio Funds.
- Żeby lokalni inwestorzy dominowali nad zagranicznymi musiałoby pewno nastąpić sprzężenie dwóch faktów: większej akumulacji kapitału długoterminowego w naszym kraju i powstania mody na inwestowanie na giełdzie. Na razie się nie zapowiada, niestety - wtóruje mu Tomasz Tarczyński z Opoka TFI.
Zdamniem Sebastiana Buczka z Quercusa, wzrost znaczenia inwestorów krajowych instytucjonalnych powinien być związany z dalszym rozwojem PPK, z kolei inwestorzy indywidualni prawdopodobnie zwiększą swoją aktywność w czasie hossy. Ale na nią przyjdzie nam jeszcze poczekać.
- Gotowość inwestycyjna Polaków w związku z konfliktem na Ukrainie, a także szalejącą inflacją w ostatnim roku gwałtownie spadła. Wykorzystujemy oszczędności by przeżyć i nie obniżać znacząco poziomu swojego życia. Co gorsza, wielu klientów uważa, że kolejne 12 miesiące będą równie ciężkie, a więc ich podejście do inwestowania znacząco się nie zmieni. Dominacja inwestorów krajowych w obrotach na rodzimym rynku w najbliższych kwartałach to więc raczej sfera marzeń - kwituje Tomasz Miłkoś z Michael / Ström DM.
21.03.2023
Źródło: sirtravelalot / Shutterstock.com



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania