Różnica pomiędzy robodoradztwem, roboinwestowaniem i robodystrybucją
13.10.2017 | Zespół Analiz Online
Od 2016 roku termin „robo-advisor” lub „robodoradca” stał się bardzo popularny. Najczęściej używa się go do opisania nowego rodzaju firm zarządzających aktywami, które wykorzystują algorytmy do decydowania o alokacji aktywów swoich klientów detalicznych. Podczas gdy niektórzy z wiodących robodoradców chętnie używają tej nazwy, inne firmy twierdzą, że bardziej precyzyjnym określeniem byłoby nazwanie ich dyskrecjonalnymi managerami aktywów.

Prefiks „robo-” służy do odróżnienia od tradycyjnych firm, gdzie zakłada się (często błędnie), że procesy wewnętrzne przeprowadzone są głównie przez ludzi.

Jakie to są procesy i w jaki sposób są one automatyzowane?

Robodoradztwo
Tradycyjnie głównym zadaniem doradcy finansowego jest rekomendowanie produktów inwestycyjnych odpowiadających celom ich klientów. Aby to robić, oceniają oni potrzeby swoich klientów, mierząc zarówno ich tolerancję, jak i zdolność do podejmowania ryzyka, oraz pomagają im w ustalaniu krótko- i długoterminowych celów inwestycyjnych.

Gdy w 2013 roku w Wielkiej Brytanii wprowadzono nowe regulacje (Retail Distribution Review), zakazując doradcom otrzymywania płatności od dostawców funduszy, doradcy musieli zacząć pobierać opłaty za wykonywane usługi bezpośrednio od klientów. Skutkowało to zwiększeniem poziomu przejrzystości na rynku, ponieważ koszty te były wcześniej ukryte przed klientem. Wyzwaniem dla doradców finansowych było przekonanie swoich klientów o wartości świadczonych usług. Łatwiej było to osiągnąć w przypadku, gdy doradcy mogli polecać tańsze produkty inwestycyjne, które jednocześnie były dobrze zdywersyfikowane i zoptymalizowane pod względem trzymania kosztów transakcyjnych na możliwie niskim poziomie.

W Wielkiej Brytanii obawiano się o to, że doradcy mogą chcieć skoncentrować się tylko na swoich zamożniejszych klientach, w efekcie pozostawiając środkowy segment rynku bez żadnego profesjonalnego wsparcia. Rozwiązaniem okazała się być automatyzacja wielu czasochłonnych procesów.

Modelowe portfele zbudowane przy użyciu ETF-ów, które można dostosować do indywidualnego poziomu ryzyka, stały się popularnym wyborem doradców. Nie tylko całkowite koszty ETF-ów są znacznie niższe niż opłaty za zarządzanie pobierane przez aktywnie zarządzane fundusze, ale również korzystanie z takich modeli portfeli stanowi znaczną oszczędność czasu dla doradców. Jeśli doradca dysponuje cyfrowymi narzędziami, które pozwalają mu szybko przypisać klientom stopień ryzyka oraz automatycznie przydzielić ich aktywa do odpowiedniego modelowego portfela, to może on obsługiwać znacznie większą liczbę klientów przy tej samej ilości zasobów.

Obszary, w których ludzki doradca może mieć największe znaczenie, to między innymi praca z klientami w celu ustalenia realistycznych oczekiwań oraz pomaganie klientom, aby nie rozpraszali się przez codzienny rynkowy hałas, opanowali emocje w okresie zwiększonej niestabilności rynku i trzymali się wcześniej ustalonych planów. Korzystając z dostępnych narzędzi robodoradztwa doradcy będą mieli więcej czasu, aby to robić.

Roboinwestowanie

Istnieje długa tradycja stosowania przez zarządzających funduszami metodologii opartej na określonych zasadach dotyczących inwestowania. Sabre Fund Management i AHL korzystają z własnych modeli komputerowych od lat 80. Kwantowe fundusze hedgingowe dążą do uzyskania bezwzględnych zwrotów - niezależnie od warunków rynkowych - i inwestują w szeroki wachlarz instrumentów finansowych, w tym kontrakty terminowe i opcje. Takie fundusze są zazwyczaj skierowane do inwestorów instytucjonalnych i osób zamożnych.

Większość robodoradców działających na rynkach detalicznych opiera swoją politykę alokacji aktywów na hipotezie efektywnego rynku opracowanej w 1965 r. przez Eugene’a Famę. Teoria ta głosi, że ​​wszystkie publicznie dostępne informacje są już odzwierciedlone w cenach aktywów i dlatego nie można konsekwentnie wypracować wyniku przewyższającego rynek. Zamiast wybierać poszczególne akcje, robodoradcy określają, jaki powinien być optymalny podział pomiędzy akcjami i obligacjami dla konkretnego inwestora i odpowiednio alokują jego portfel pomiędzy klasami aktywów przy wykorzystaniu ETF-ów.

Ważną częścią usługi robodoradców jest automatyczne okresowe równoważenie portfela w celu zapewnienia, aby skład​​ portfela pozostawał zgodny z pierwotną alokacją.

Żaden proces inwestycyjny nigdy nie jest w stu procentach wolny od ludzkiej interwencji. Trzeba zdecydować, które kategorie aktywów i regiony geograficzne należy brać pod uwagę. Należy też przyjąć pewne założenia w formułowaniu polityki zarządzania ryzykiem i  zdecydować o częstotliwości równoważenia portfela. Można się spodziewać, że w miarę jak robodoradcy budują historię wyników, ​​portfele o pozornie takiej samej ocenie ryzyka będą się niekiedy znacznie różniły stopami zwrotów.

W przeciwieństwie do systematycznych funduszy hedgingowych, celem robodoradców nie jest wypracowanie stopy zwrotu wyższej niż indeksy giełdowe. To odzwierciedla rozczarowanie wynikami aktywnych funduszy w ciągu ostatnich lat - historycznie niskie stopy procentowe i względnie niska zmienność na rynku kapitałowym utrudniły im osiągnięcie stóp zwrotu, które mogłyby uzasadniać pobierane przez nich wysokie opłaty za zarządzanie.

Giełdy rosły w miarę stabilnie od 2009 roku, co sprawiło, że pasywne inwestycje na światowych rynkach stały się atrakcyjniejsze. Czas pokaże, w jaki sposób inwestorzy zareagują, gdy rynek będzie pod kreską przez dłuższy okres - czy będą trzymać się pasywnych inwestycji, czy ponownie alokują co najmniej część swoich aktywów do aktywnych menedżerów, czy też będą się starali inwestować samodzielnie, co może skutkować suboptymalnymi i irracjonalnymi decyzjami dotyczącymi ich portfeli? Zmiana klimatu rynkowego może zmusić robodoradców do nieco bardziej aktywnego podejścia do alokacji aktywów.

Robodystrybucja

Firmy z mocną pozycją na rynku od dawna polegają na budowaniu wrażenia, że ​​zarządzanie aktywami jest procesem bardzo złożonym i dlatego sprzedaż produktów inwestycyjnych najlepiej jest przeprowadzać przez doradców. To spowodowało, że pozyskanie i obsługa klientów stanowią znaczący koszt dla menedżerów funduszy. Jednak nowe pokolenie inwestorów  jest nieco mniej chętne do korzystania z tradycyjnych kanałów dystrybucji. Millenialsi oczekują w pełni cyfrowych i bezproblemowych usług oraz cechują się niższą lojalnością wobec ustalonych marek finansowych niż poprzednie pokolenie. Segment rynku skierowany do tej grupy wymaga prostszych i tańszych produktów inwestycyjnych, które można dystrybuować za pośrednictwem kanałów cyfrowych.

Stwarza to firmom (zarówno start-upom, jak i firmom z dłuższym doświadczeniem) możliwość kreatywnego przeprojektowania procesu sprzedaży, w przeciwieństwie do korzystania z Internetu wyłącznie w celu reklamowania swoich produktów. Każda firma, chcąca podbić rynek, będzie musiała przekonać swoich klientów, że inwestowanie nie jest czymś skomplikowanym i dostępnym tylko dla bogatych. Dzięki atrakcyjnemu UX-owi, który odróżni ich usługi od konkurencji, firmy będą w stanie przyciągnąć takich klientów, którzy wcześniej nie korzystali z usług zarządzania aktywami i utrzymać ich zaangażowanie.

Cyfrowe kanały dystrybucji muszą być w stanie obsługiwać rynek masowy, a jednocześnie powinny umożliwić klientom dostosowanie w pewnym stopniu portfeli do swoich potrzeb, zamiast oferować rozwiązania uniwersalne i jednakowe dla wszystkich.

Widzimy już pierwsze kroki w kierunku utworzenia takich cyfrowych kanałów dystrybucji. Obecni robodoradcy przeprowadzają nowych klientów przez kwestionariusz online, oceniając ich nastawienie i zdolność do podejmowania ryzyka, a także przypisując im portfel o odpowiednim poziomie ryzyka. Niektórzy oferują także swoim użytkownikom możliwość definiowania własnych celów inwestycyjnych o różnych profilach ryzyka.

Na całym świecie na różnych konferencjach dotyczących zarządzania funduszami od kilku lat bardzo popularnym tematem dyskusji jest potencjalne zagrożenie stwarzane przez firmy technologiczne, takie jak: Google, Facebook czy Amazon. Głównym powodem, dla którego tradycyjne firmy inwestycyjne postrzegają tych gigantów z Doliny Krzemowej jako swoich potencjalnych, przyszłych konkurentów jest fakt, że mają one bardzo dużą bazę klientów, dysponują ogromną ilością danych na ich temat i są wysoko wykwalifikowane w wykorzystywaniu tych danych, dzięki czemu mogą zaoferować swoim użytkowników indywidualne rozwiązania. Są to umiejętności, które zarówno tradycyjne firmy zajmujące się zarządzaniem majątkiem, jak i nowo powstali rywale, muszą rozwinąć lub nabyć od zewnętrznych dostawców.

W ostatecznej analizie robousługi finansowe nie muszą być zagrożeniem dla istniejących dystrybutorów produktów inwestycyjnych: doradców finansowych, prywatnych banków i brokerów. Z uwagi na to, że dyrektywa MiFID 2 wymusza przejrzystość opłat pobieranych przez dystrybutorów, jednym ze sposobów radzenia sobie ze spadającymi marżami jest automatyzacja niektórych procesów, dzięki czemu firmy będą mogły obsługiwać więcej klientów przy zachowaniu niższych kosztów.

Marek Trepka, Twenty20 Investments

TAGI:

robo-advisorsrobo-doradcy

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę