Wycena w funduszach - gdzie tkwi diabeł?
19.09.2016 | Paweł Gruber
Wyceny jednostki funduszu inwestycyjnego to coś, co śledzi zapewne niemal każdy klient TFI. Nie każdy jednak ma świadomość niuansów procesu i metod wyceny, o których warto wiedzieć. Poniżej wyjaśniamy najważniejsze kwestie

Wycena jednostki to określenie wartości aktywów funduszu, przypadających na jednostkę uczestnictwa (jednostkę rozrachunkową w przypadku otwartych funduszy emerytalnych lub certyfikat inwestycyjny w funduszach inwestycyjnych zamkniętych) spośród istniejących w danym dniu wyceny (liczba jednostek uczestnictwa podlega ciągłym zmianom z uwagi na ich sprzedaż klientom i umarzanie przez towarzystwa). Co bardzo istotne, szacuje się ją w odniesieniu do aktywów netto, a więc pomniejszonych o wszelkie zobowiązania. Za wycenę odpowiedzialny jest bank depozytariusz – podmiot wybrany przez instytucję, w której ofercie jest dany fundusz. Prowadzi on rejestr wszelkich aktywów (i pasywów), jakie wchodzą w skład portfela (np. akcji, obligacji, instrumentów pochodnych, zaciągniętych kredytów, lokat bankowych czy gotówki).

Bądź na bieżąco

Dołącz do 14 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

O wartości jednostki/certyfikatu funduszu decydują zatem wyceny wszystkich składników jego portfela. Tu jednak pojawia się kluczowy problem – mianowicie w jaki sposób określić cenę każdego z tych składników. Najbardziej powszechna jest tzw. wycena rynkowa. Wartość konkretnego aktywa to po prostu jego cena transakcyjna z określonego rynku (np. konkretna giełda) z określonej godziny w danym dniu wyceny (najczęściej z końca sesji). Taki sposób ma niewątpliwą istotną zaletę, jaką jest odniesienie się do realnej (a nie tylko hipotetycznej) wartości aktywa, określonej przez cenę jaką nabywca faktycznie zapłacił sprzedającemu w ramach rynkowej transakcji. Oznacza to brak jakiegokolwiek subiektywizmu, nie dając możliwości wpływania na wycenę. Jako wadę (choć nie do końca, o czym dalej) można wskazać zmienność wyceny  w czasie, większą niż w przypadku kolejnej metody.

Metoda wyceny efektywną stopą procentową jest jedną z możliwości, gdy aktywo nie jest notowane na rynku (nie jest możliwe rzetelne określenie jego ceny na podstawie rzeczywistych transakcji pomiędzy uczestnikami rynku). Innym przypadkiem jest sytuacja gdy jest ono notowane, lecz obrót nim jest zbyt mały, przez co ceny mogą nie być reprezentatywne. Polega ona na oszacowaniu wartości aktywa w oparciu o zdyskontowane na określony dzień wyceny przyszłe korzyści, które wiążą się z jego posiadaniem. Aby to zobrazować można posłużyć się przykładem obligacji (choć w praktyce może to być także inny instrument). W uproszczeniu, jeśli np. za rok od dziś posiadacz obligacji ma otrzymać 5% odsetek oraz jej pełną wartość nominalną, to wycena na dziś będzie równa zdyskontowanej sumie pełnej wartości nominalnej i odsetek naliczonych do danego dnia wyceny. W tym kontekście ważne jest, że w każdym kolejnym dniu wyceniona w ten sposób wartość aktywa będzie zwiększała się w niemal takiej samej skali – przyrost wartości będzie bliski jednostajnego. Na wykresie jest to zobrazowane za pomocą linii o dodatnim nachyleniu, której kształt jest bliski prostej. Właśnie dlatego tę metodę wyceny określa się często mianem wyceny liniowej.

Wycena liniowa ma jednak swoje wady oraz zalety (w tym również te pozorne). Niewątpliwą wadą jest to, że nie uwzględnia ona wielu czynników wymiernie wpływających na faktyczną wartość aktywa, np. zmieniającej się w czasie kondycji i perspektyw jego emitenta do regulowania zobowiązań. Stąd właśnie powszechność gwałtownych spadków wartości jednostki funduszy, w portfelach których są instrumenty dłużne przedsiębiorstw mających problem z wypłacalnością. Wycena liniowa nie uwzględnia bowiem stopniowo pogarszającej się sytuacji firmy aż do momentu podjęcia decyzji o przeszacowaniu wartości nominalnej aktywów. W przypadku wyceny rynkowej, ceny transakcyjne – przynajmniej teoretycznie – powinny owe pogarszanie się odzwierciedlać w stopniowym spadku ceny. W przytoczonym przykładzie, końcowy efekt dla inwestora jest zatem w uproszczeniu ten sam. Jest on jednak osiągany przy zupełnie różnej, często niepełnej świadomości klienta co do stanu jego inwestycji.

Pozorną zaletą wyceny efektywną stopą procentową jest natomiast jej istotnie niższa (niż w przypadku wyceny rynkowej) zmienność. Przy wyborze funduszu znacznie lepsze wrażenie na inwestorach robi bardziej „stabilny” wykres wartości jednostki/stóp zwrotu, co często chętnie wykorzystują sprzedawcy. Jak jednak wspomnieliśmy w przytoczonym wyżej przykładzie, wspomniana liniowość i podświadomie komunikowane przez nią bezpieczeństwo oraz „spokój” mogą być złudne.

Jeśli więc wycena liniowa ma tak poważne wady, to można zadać pytanie, po co w takim razie w ogóle ją stosować? Odpowiedź jest taka, że w niektórych przypadkach nie ma innego lub lepszego rozwiązania, a jakąś metodę zastosować trzeba. Jej istota opiera się wyłącznie na matematyce finansowej, przez co można zaadaptować ją bardzo powszechnie, a to niewątpliwie stanowi jej zaletę. Z drugiej jednak strony należy przyznać, że może ona być odpowiednia np. do wyceny bieżącej wartości depozytów w bankach.

Jeszcze bardziej grząskim gruntem w temacie wyceny, jest określanie wartości takich aktywów jak np. nieruchomości czy aktywa niepubliczne. Jeśli chodzi o te pierwsze, to w praktyce bazuje się na operatach szacunkowych rzeczoznawców, co pomimo określenia ogólnych ram prawnych takiego procesu, oznacza dosyć sporą dozę subiektywizmu. Jaki może być efekt zderzenia takiej wyceny z rzeczywistością boleśnie przekonali się klienci niektórych funduszy nieruchomości. Sytuacja ma się podobnie w przypadku aktywów niepublicznych (np. niepodlegające obrotowi akcje/udziały zwykłych firm). Na szczęście większość funduszy dostępnych dla inwestorów detalicznych nie inwestuje w tego typu podmioty, przez co problem ten dotyczy ich w mniejszym stopniu.

Jak widać znajomość niuansów stosowanych metod wyceny to wiedza, która znacząco wzbogaca świadomość inwestycyjną klienta funduszy. O ile bynajmniej nie stanowi ona gwarancji ustrzeżenia się przed stratami, o tyle niewątpliwie może sprawić, że inwestor będzie mniej zaskoczony w sytuacji gdy już wystąpią (choć faktycznie może być to niewielką pociechą). Na pewno jednak przyczyni się ona do lepszego wyboru odpowiedniego funduszu.

Paweł Gruber
Analizy Online

TAGI:

przeszacowanie obligacjiratingi i analizy funduszyryzyko kredytowespadek wyceny

popularne porady

w co inwestować

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę