Japonia znalazła sposób na słabego jena. Jest jeden problem
Japoński rząd chce skłonić krajowe fundusze emerytalne, w tym wart 1,8 bln USD GPIF, do większych inwestycji w lokalne aktywa. Rynek zareagował natychmiast, ale największy fundusz emerytalny Japonii nie musi ulec politycznej presji.
Jedna wypowiedź japońskiej minister finansów wystarczyła, aby umocnić jena, wesprzeć obligacje skarbowe i poprawić nastroje na giełdzie w Tokio. Satsuki Katayama poinformowała, że rząd chce zachęcać krajowe fundusze emerytalne oraz gospodarstwa domowe do zwiększenia inwestycji w japońskie aktywa. Wprost wymieniła Government Pension Investment Fund (GPIF), jeden z największych publicznych funduszy emerytalnych na świecie.
Reklama
Na koniec grudnia 2025 r. GPIF zarządzał aktywami o wartości 293,4 bln jenów, czyli około 1,8 bln USD. Nawet stosunkowo niewielka zmiana jego strategii mogłaby więc wpłynąć nie tylko na japońskie rynki, lecz także na ceny aktywów za granicą.
Jak zauważa "Financial Times", inwestorzy potraktowali słowa minister jako rodzaj ukrytej lub werbalnej interwencji na rynku walutowym i obligacyjnym. Jen umocnił się o 0,6 proc. do 161,4 za dolara, a rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła o 10 pkt bazowych, do niespełna 2,8 proc. Nikkei 225 zyskał natomiast blisko 2 proc., choć japońskim akcjom pomagały również wzrosty spółek technologicznych.
Około połowy portfela GPIF stanowią aktywa zagraniczne. Gdyby fundusz zaczął je sprzedawać i przenosić pieniądze do kraju, musiałby wymieniać dolary oraz inne waluty na jeny, a następnie kupować japońskie akcje i obligacje. Takie operacje mogłyby jednocześnie zwiększyć popyt na jena, podnieść ceny japońskich obligacji i obniżyć ich rentowności oraz wesprzeć giełdę w Tokio. Byłoby to potencjalnie bardziej trwałe wsparcie dla waluty niż interwencja, podczas której ministerstwo finansów sprzedaje rezerwy walutowe, aby kupować jeny. Reuters wskazuje, że oczekiwanie na większy napływ kapitału do krajowych aktywów stało za piątkowym umocnieniem japońskiej waluty.
Problem polega na tym, że GPIF nie może dowolnie zmienić portfela po wypowiedzi przedstawiciela rządu. Strategiczna alokacja funduszu została zatwierdzona w 2025 r. na kolejny pięcioletni okres. Zakłada podział portfela na cztery równe części: 25 proc. w japońskich obligacjach, 25 proc. w zagranicznych obligacjach, 25 proc. w japońskich akcjach i 25 proc. w zagranicznych akcjach. Strategię przyjęto po wieloetapowych pracach organów funduszu i ekspertów, z uwzględnieniem prognozowanych stóp zwrotu, ryzyka oraz korelacji między klasami aktywów. Jej celem jest osiągnięcie wymaganej realnej stopy zwrotu przy możliwie najniższym ryzyku. Regularna rewizja alokacji przewidziana jest dopiero w 2030 r. Bloomberg ocenia więc, że przynajmniej w krótkim terminie GPIF prawdopodobnie nie odpowie na polityczny apel gwałtownym zwiększeniem inwestycji w Japonii.
Fundusz ma zarabiać dla emerytów
Najważniejszą przeszkodą nie jest jednak sam kalendarz przeglądu strategii, lecz mandat funduszu. GPIF ma dbać o stabilność japońskiego systemu emerytalnego, osiągając wymagane długoterminowe stopy zwrotu przy ograniczaniu ryzyka. Zgodnie z przyjętymi przez niego zasadami inwestycyjnymi pieniądze mają być zarządzane wyłącznie na rzecz osób objętych systemem emerytalnym. Podstawą strategii pozostaje dywersyfikacja według klas aktywów, regionów i horyzontu inwestycji.
Zwiększenie udziału japońskich aktywów powinno być zatem uzasadnione interesem przyszłych emerytów, a nie potrzebą doraźnego umocnienia waluty lub obniżenia kosztów obsługi długu państwa. Bloomberg zwraca uwagę, że w ostatniej dekadzie aktywa zagraniczne osiągały lepsze wyniki od japońskich odpowiedników zarówno w części akcyjnej, jak i obligacyjnej. To dodatkowo utrudniałoby obronę decyzji o przeniesieniu większej części portfela do kraju wyłącznie z powodów politycznych.
Koji Takeuchi z Itochu Research Institute ocenił, że bariera dla zmiany strategicznej alokacji jest bardzo wysoka. Decyzja wymagałaby przejścia formalnego procesu, udziału zewnętrznych ekspertów i wykazania, że nowe proporcje są racjonalne z punktu widzenia zarządzania aktywami.
Niemniej pewne pole manewru istnieje. Strategiczny udział każdej klasy aktywów wynosi 25 proc., ale GPIF może poruszać się w ustalonych przedziałach. W obecnym okresie dopuszczalne odchylenia wynoszą:
- do 6 pkt proc. dla japońskich obligacji,
- do 5 pkt proc. dla obligacji zagranicznych,
- do 6 pkt proc. dla japońskich akcji,
- do 6 pkt proc. dla akcji zagranicznych.
Teoretycznie fundusz mógłby więc zwiększyć zaangażowanie w Japonii bez formalnej przebudowy całej strategii. W praktyce od lat utrzymuje jednak udziały poszczególnych klas blisko poziomów docelowych. Nagła zmiana dokonana bez wyraźnego uzasadnienia inwestycyjnego mogłaby zostać odebrana jako podporządkowanie funduszu bieżącej polityce gospodarczej. Bloomberg przytacza opinię Diego Lopeza z firmy doradczej Global SWF, według którego bezpośrednia presja ministerstwa finansów stwarzałaby ryzyko konfliktu interesów i osłabienia standardów zarządzania.
Historia pokazuje jednak, że polityczny impuls może z czasem wpłynąć na portfel funduszu. W 2014 r., za rządów premiera Shinzo Abego, GPIF znacząco ograniczył udział japońskich obligacji i zwiększył inwestycje w akcje oraz aktywa zagraniczne. Był to element polityki mającej wyrwać gospodarkę z deflacji i poprawić długoterminowe wyniki funduszu. Według Bloomberga proces wywierania wpływu na strategię GPIF trwał niemal dwa lata.
Obecna administracja również mogłaby doprowadzić do rewizji alokacji, ale wymagałoby to czasu, odpowiednich procedur i argumentów wykraczających poza obronę kursu jena. Co więcej, proponowany obecnie kierunek byłby w pewnym sensie odwróceniem reform z czasów Abego. Wypowiedź minister Katayamy osiągnęła jednak krótkoterminowy cel.
10.07.2026
Źródło: surassawadee / Shutterstock.com



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania