AgioFunds dopiero teraz staje się niezależnym TFI

14.11.2019 | Wojciech Kiermacz
Adam Dakowicz i Dariusz Wieloch, były i obecny prezes AgioFunds TFI, opowiadają o zmianie steru w TFI, akcji CBA i wpadce na obligacjach Kanii. I przekonują: Jesteśmy i będziemy. Chcemy budować niezależną sieć dystrybucji i oferować nowe produkty

-
Analizy.pl (AOL): Dlaczego zrezygnował Pan z funkcji prezesa AgioFunds TFI?

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Adam Dakowicz (AD): W październiku 1994 roku zostałem wpisany na listę maklerów, a 29 października 2009 roku wszedłem do zarządu Agio. To był dla mnie bardzo eksploatujący czas i tak jak w sporcie – chcę zakończyć karierę. Decyzję podjąłem już dawno – wiele miesięcy temu, ale z różnych przyczyn trzeba się było z nią wstrzymać do teraz. Trzymając się sportowej analogii – pociągnąłem pewien etap sztafety i przekazuję pałeczkę dalej Dariuszowi (Wielochowi, przyp.).

AOL: Będzie Pan związany jakkolwiek z AgioFunds?

AD: Oczywiście – jestem dużym akcjonariuszem. W przyszłości prawdopodobnie wrócę do Agio, ale w innej roli, np. nadzorczej.

AOL: Ta ostatnia prosta w sztafecie była trudna. Czy wydarzenia z 20 sierpnia, gdy CBA zatrzymało 7 osób, w tym 3 z towarzystwa, jakkolwiek wpłynęły na Pana decyzję?

AD: Opóźniły. W gronie akcjonariuszy uzgodniliśmy wcześniej, że rezygnację złożę właśnie w sierpniu i nawet miałem już plany wakacyjne. Wizyta służb spowodowała, że wstrzymałem się z decyzją. Gdybym wtedy zrezygnował, to tak jakbym przyznał, że coś jest na rzeczy.

AOL: A nie ma? Co dokładnie z Pana perspektywy się wtedy wydarzyło?

AD: Jestem przekonany, że cała sprawa zakończy się umorzeniem. W komunikacie CBA czytaliśmy o oszustwach podatkowych na dużą skalę. Po pierwsze, sprawa dotyczyła kwoty 700 tys. zł. Po drugie, dotyczyła podatku PIT naszego klienta, a nie podatku CIT funduszu. Chodziło o przeszacowanie wartości obligacji w funduszu o 10% na skutek zawiadomienia spółki portfelowej, że nie jest w stanie obsługiwać odsetek. To miało wpływ na przeszacowanie wartości certyfikatów o kolejne kilka procent, po czym klient w jakimś odstępie czasu umarza certyfikaty i okazuje się, że na skutek tego odpisu osiągnął korzyść podatkową. Klient wyszedł po przesłuchaniu następnego dnia, złożył korektę, wpłacił podatek i z punktu widzenia podatkowego sprawy już nie ma.

AOL: To dlaczego CBA podjęła aż takie środki?

AD: Chodziło o współdziałanie towarzystwa, doradcy klienta i klienta, którego skutkiem było to, że ten w momencie umorzenia certyfikatów osiągnął korzyść podatkową. Współdziałanie jak najbardziej, w naszym przekonaniu, zgodne z prawem.

AOL: Jakie są skutki tego wydarzenia?

AD: Nie stało się nic strasznego w sensie biznesowym. Bezpośredni skutek tego zdarzenia to odpływ ok. 20 mln zł aktywów z funduszy dystrybucyjnych, detalicznych, więc stosunkowo niewiele jak na biznes funduszowy. Oczywiście zaniepokoili się klienci innych podobnych funduszy aktywów niepublicznych, którymi zarządzamy. To wydarzenie odbiło się również na morale naszych pracowników. Do zatrzymania i postawienia zarzutów wystarczył fakt, że nasz pracownik dwa razy rozmawiał z klientem przez telefon i był załączany do wiadomości mailowych. Część pracowników obawia się wykonywać podstawowe czynności z zakresu obsługi funduszy. Doszło do sytuacji, w której wnioskują do zarządu o podjęcie decyzji w zupełnie rutynowej czynności, jak np. przewalutowanie. Ale myślę, że czas będzie lekarstwem i sytuacja się uspokoi.

Mamy ok. 50 funduszy dedykowanych. Podobnych do tego, którego dotyczy sprawa, jest kilkanaście. Trzeba się liczyć z tym, że część z nich może zniknąć. Ale z drugiej strony to będzie rozłożone w czasie, więc jeśli kilka z nich zamkniemy, to będziemy w stanie odbudować nasz biznes w innych obszarach.

AOL: Patrząc szerzej na cały rynek – czy zagrożona jest „fizowa” gałąź biznesu?

AD: Ta sprawa to kolejny kamyczek do ogródka. W połączeniu z presją regulacyjną na fundusze zamknięte, skutkiem będzie kurczenie się rynku FIZ–ów. Kolejne niezależne towarzystwa tracą zezwolenie, fundusze „chodzą” po rynku i szukają „gniazda”. I akurat tu będziemy mogli na tym skorzystać i część samotnych funduszy przejąć, bo mamy w tym bardzo duże doświadczenie. Ale wracając do naszej sprawy. Powiem szczerze, że koledzy z innych TFI, które również prowadzą usługę zarządzania funduszami dedykowanymi, po wysłuchaniu, co się wydarzyło, nieco się przestraszyli. To była bezprecedensowa sytuacja. W oczach całego rynku ryzyko prowadzenia tego biznesu wzrosło.

AOL: Czy to ryzyko nie wynika też z tego, że towarzystwa świadczące tego typu usługi, tylko użyczają „licencji” i nie są w stanie w 100% zweryfikować w co inwestowane są pieniądze w tego typu funduszach dedykowanych, służących do zagospodarowania majątku jednego klienta?

AD: Nie można tak powiedzieć. Nie użyczamy „licencji”, bo to na końcu zawsze towarzystwo podejmuje decyzje inwestycyjne i to ono jest za nie odpowiedzialne. Czyli w tej sytuacji, klient jest uczestnikiem funduszu i co najwyżej wnioskuje o przeprowadzenie transakcji, ale z punktu widzenia logiki i praktyki nadzorczej, to towarzystwo podejmuje decyzje. W takim funduszu nie może nic się wydarzyć bez naszej aktywności. 

AOL: Wychodząc poza tę sprawę – oględnie mówiąc za Agio niełatwy czas. Sprawa z CBA, wcześniej wpadka z obligacjami Kanii w AGIO Kapitał, jeszcze wcześniej zerwaliście umowę z jednym z największych dystrybutorów funduszy w tym kraju – mBankiem. Do tego niezależne TFI w ogóle są pod dużą presją regulacyjną. Jakie są rokowania dla AgioFunds?

AD: Agio działa, ma swoich klientów, ale i problemy, które mają wszystkie pozostałe prywatne TFI. Powiedziałbym nawet, że jesteśmy w gronie tych, które mają mniejsze problemy. Ten rynkowy, dotyczący obligacji Kanii... no cóż, to pierwsza tego typu sytuacja w 10-letniej historii funduszu. Będziemy robić wszystko, żeby wyniki stopniowo odbudować. Klienci, którzy zostali z nami, mają już prawie połowę tej czerwcowej straty odrobione.

Co do mBanku, już naprawdę nie chcę wracać do szczegółów sprawy. Skutkiem zerwania współpracy było to, że z funduszu AGIO Kapitał odpłynęło ponad 50% aktywów i obsłużyliśmy te umorzenia bez negatywnego wpływu na wynik. To dowód na to, że zarzuty dotyczące niskiej płynności aktywów funduszu były bezpodstawne. Żałujemy, bo to był istotny dystrybutor, bank w którym niegdyś pracowałem. No ale dziś mBank jest na sprzedaż. Nie wiadomo, kto go kupi. Jeśli duży międzynarodowy bank, to trzeba się liczyć z tym, że drzwi dla zewnętrznych TFI i tak będą zamknięte. Strategia jest dzisiaj taka, że każdy duży gracz, który konsoliduje, nie daje żadnego wyboru – mają być tylko jego produkty.

AOL: Bankowy kanał sprzedaży funduszy staje się niedrożny. To jak zamierzacie dystrybuować swoje produkty?

Dariusz Wieloch (DW): W nowych sieciach sprzedaży. Do końca roku podejmiemy decyzję co do nowych produktów i właśnie nowych kanałów sprzedaży. Wtedy będziemy mieli więcej do powiedzenia. Na dziś mogę powiedzieć, że nie ma tygodnia, żeby ktoś do nas nie zgłosił się z propozycją uruchomienia lub przejęcia funduszu aktywów niepublicznych czy innych zamkniętych. Mamy pracy na następne parę miesięcy. To pozwoli nam utrzymać tę pierwszą „fizową” nogę biznesu. Można ją rozwijać bez udziału pośredników, banków. Jesteśmy przyjaznym towarzystwem dla zarządzających tego typu funduszami i często trafiają do nas z polecania. Druga, dystrybucyjna, noga biznesu, wymaga większej opieki, modyfikowania oferty, wsłuchiwania się w potrzeby rynku. I na przykład, teraz na fali PPK i medialnego zainteresowania, można sobie wyobrazić popłynięcie z tym trendem.

AOL: Pomimo tego, że nie uczestniczycie w PPK, chcecie uczestniczyć w trendzie produktów oszczędnościowo–emerytalnych?

AD: Tak, różne statystyki pokazują, że jednak Polacy coraz więcej oszczędzają, bo mają z czego. Więc takie rozwiązania, w których klient systematycznie odkłada pieniądze, mogą być coraz bardziej popularne. Tego typu produkty można dystrybuować również bez udziału banków. Mamy na to pomysł, związany m.in. z ETF–ami tworzonymi we współpracy z Beta Securities. W tym wypadku dystrybucja odbywa się przez giełdę. To kolejny nasz pomysł na to, jak zastąpić tradycyjne, bankowe kanały dystrybucji.

AOL: ETF-y i współpraca z Beta Securities to akurat jasny punkt w trudnym dla AgioFunds roku. Czy na tym etapie możecie ocenić tę współpracę jednoznacznie pozytywnie? Z jednej strony nie pozyskaliście bardzo dużo aktywów (obecnie w Beta ETF WIG20TR i Beta ETF mWIG40TR zgromadzone jest 77 mln zł, przyp.), ale z drugiej trudno oczekiwać szturmu, gdy polska giełda jest jedną z najsłabszych na świecie.

DW: Właśnie dlatego uważamy, że te kilkadziesiąt milionów, to nie jest mało. Według naszej wiedzy, nie ma w tym roku nowych funduszy z niezależnych towarzystw, które pozyskałyby taką kwotę aktywów. To baza do tego, żeby tworzyć nowe produkty. Także współpracę oceniamy pozytywnie.

AOL: Wracając do dystrybucji funduszy. Na dziś, ile procent aktywów w funduszach AgioFunds to aktywa bankowe?

AD: Poniżej 10% z kilkuset milionów zgromadzonych w funduszach dystrybucyjnych, czyli otwartych plus część zamkniętych. Ktoś powie niedobrze, że tak mało, ale z drugiej strony nasza wrażliwość na ruchy dystrybutorów z bardzo dużą siecią jest niska. Z punktu widzenia zarządzania funduszem najgorsza jest sytuacja, w której dzieje się coś niespodziewanego i duża sieć zabiera pieniądze. Dlatego nasza obecna sytuacja nie jest zła. My dziś faktycznie stajemy się niezależnym TFI.

AOL: Wróćmy do AGIO Kapitał. Inwestorzy na pewno uważniej będą się teraz przyglądać wynikom i temu, co jest w portfelu funduszu. Bardzo duże pozycje stanowiły na koniec czerwca obligacje IPF (właściciel Provident) i Everest (właściciel marki Bocian). Czy w związku z projektem ustawy antylichwiarskiej, w ramach której koszty pozaodsetkowe mają drastycznie spaść, dostrzegacie zagrożenie dla kondycji tych firm i w związku z tym ewentualne problemy ze spłatą obligacji?

AD: Zagrożenia, że emitent nie spłaci obligacji nie widzimy. Po pierwsze one zapadają za pół roku, a do tego czasu nic się z ustawą nie zadzieje. Po drugie podobne regulacje zostały wprowadzone na rynku węgierskim i Provident z tamtego rynku się nie wycofał. Oczywiście zmienił strukturę oferty. Skrócił pożyczki i zmniejszył nominał. To spowodowało mniejsze zapotrzebowanie na kapitał. Na Węgrzech dominującą pożyczką stała się chwilówka – trzymiesięczna pożyczka o nominale ok. 1500 zł. Na naszym rynku dotychczas te firmy poszły w kierunku wydłużania czasu spłaty pożyczki i zwiększania kwoty pożyczki. Jeśli proponowane zmiany regulacyjne wejdą w życie, prawdopodobnie pójdą w drugą stronę. Oczywiście skutek będzie taki, że dostępność dla tych, którzy korzystali z tych pożyczek, spadnie. Część ludzi po prostu ich nie dostanie. Firmy będą bardziej selekcjonować klientów, którym przyznają pożyczki. Presja regulacyjna sprawi, że będą podejmować mniejsze ryzyko. A więc firmy spokojnie sobie poradzą. Gorzej z ludźmi, którzy być może będą szukać pożyczek w szarej strefie.

AOL: Zmierzając do końca. Od czego teraz najbardziej zależy to, w jakim kierunku będzie się rozwijał rynek funduszy inwestycyjnych oferowanych przez niezależne TFI?

DW: Nie wiemy na dziś, jak będą mogli rozliczać się dystrybutorzy z TFI. Liczymy na to, że na początku nowego roku sprawa z regulacyjnego punktu widzenia stanie się jasna. Wówczas będziemy mogli budować nową sieć dystrybucji. Takiej, której dotychczas nie trzeba było mieć, bo były banki. W Polsce jest bardzo dużo potencjalnych partnerów, którzy mogą sprzedawać fundusze wielu TFI. Niektórzy z nich nie mają jeszcze zgody KNF na dystrybucję, ale to się może zmienić. Tak więc to, w którym kierunku pójdzie nasza branża, zależy teraz głównie od regulacji.
 
 
 
 
 
 

TAGI:

Adam DakowiczAgioFunds TFIDariusz Wieloch

zobacz także

↑ na górę