G.Raupuk: Nie bójmy się funduszy, ale wybierajmy mądrze
O solidnych wynikach w Lidze Ekspertów oraz o tym, na co zwracać uwagę podczas budowania portfela inwestycyjnego, rozmawialiśmy z Grzegorzem Raupukiem, członkiem zarządu RDM Wealth Management
Analizy Online (AOL): Ponad 11% w nieco ponad 7 miesięcy. To wynik, który klasyfikuje Pana w czołówce Ligi Ekspertów. Jak Pan go oceni?
Reklama
Grzegorz Raupuk (GR): Oceniam go bardzo dobrze. Widać po portfelach uczestników Ligi Ekspertów, że pomysłów jest dużo, ale nie wszystkie się sprawdziły. My zarobiliśmy na stosunkowo dużym zaangażowaniu w fundusz surowcowy i fundusz akcji rosyjskich, a wcześniej na renomowanym funduszu akcji polskich.
AOL: Niewielu jest uczestników Ligi, którzy konsekwentnie trzymają się wyłącznie funduszy akcji rynków wschodzących i surowców. Dlaczego przyjął Pan taką strategię?
GR: Moim drogowskazem, tak jak i całego RDM Wealth Management jest obserwacja cyklu koniunkturalnego. W zależności od jego fazy dobieramy odpowiednie klasy aktywów. Uważamy, że mamy już do czynienia z ekspansją, a więc ostatnią fazą wieńczącą cały cykl. W takich warunkach najlepiej zachowują się gospodarki wschodzące i rynki związane z surowcami. Wybraliśmy Rockbridge Globalny Żywności i Surowców, bo chcieliśmy mieć duży udział w dobrze zdywersyfikowanym funduszu. Z mojej analizy wynika, że daje on możliwość skorzystania z szeroko pojętego rynku surowców przy stosunkowo niskiej zmienności. Nie chciałem inwestować w pojedyncze sektory, np. energetyczny czy rolny. Wybrałem również QUERCUS Rosja. Tu wybór był prostszy - obecnie w Polsce są dwa "czyste" fundusze akcji rosyjskich - ten i Investor Rosja. Ostatecznie padło na Quercusa z uwagi na specyfikę walutową tego funduszu - osłabienie dolara zagrało na jego korzyść.
AOL: W jednym z komentarzy napisał Pan, że Rosja to obecnie jeden z najbardziej atrakcyjnych kierunków inwestycyjnych. Dlaczego?
GR: Jest kilka powodów. Rynek rosyjski jest tani, a do tego uzależniony od surowców, zwłaszcza rosnącej obecnie ceny ropy naftowej. Jeśli zacznie się ponownie mówić o ograniczeniu skali sankcji nałożonych m.in. przez partnerów z Europy Zachodniej i USA, co jest prawdopodobne, to będzie idealnie. Jest jeszcze coś. Trzymałem się rynku rosyjskiego, pomimo tego że końcówka roku była dla niego słaba. Spadki wiązałem z tym, że z Rosji wychodziły fundusze, które nie chciały ujawniać dużych pozycji akcji rosyjskich w swoich sprawozdaniach. Podaż akcji była więc wymuszona technicznym czynnikiem. Liczyłem na to, że na początku roku proces się odwróci i faktycznie, w styczniu rynek rosyjski wyróżnia się pozytywnie na tle pozostałych. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie jest trwałe zjawisko. Reasumując, najważniejszym czynnikiem wzrostu cen aktywów rosyjskich jest przede wszystkim wzrost cen surowców.
AOL: Skąd pomysł na fundusz akcji indyjskich w portfelu?
GR: Pomysł jest stary - dobra koniunktura, solidny rząd, korzystne reformy, w tym podatkowa, no i rewelacyjna demografia. Gdybym miał dzisiaj podjąć decyzję, co mam trzymać bez możliwości sprzedaży przez kolejne 10 lat, padłoby na akcje indyjskie.
AOL: W portfelu ofensywnym znajdziemy też Turcję.
GR: Traktuję to jako opcję. Czyli jak będzie dobrze, to fundusz akcji tureckich mocno urośnie, a jak źle, to jego udział w moim portfelu jest na tyle mało istotny, że będzie miał ograniczony wpływ na wynik. Perspektywy dla kraju są dobre, ale i tu pierwsze skrzypce gra polityka. Skutkiem słabych relacji Erdogana praktycznie ze wszystkimi oprócz Rosji jest drastycznie słaba waluta i dwucyfrowa inflacja. Wystarczy jednak delikatne ocieplenie stosunków z Zachodem i lira może mocno zyskać. Wtedy jeśli rynek akcji będzie zachowywał się neutralnie albo nawet zniżkował, to będzie można zarobić na takim zakładzie, dzięki umocnieniu się waluty.
AOL: W końcu Polska. Znacząco zmniejszył Pan udział krajowych akcji w portfelu ofensywnym we wrześniu ubiegłego roku. Dlaczego?
GR: Zbyt wiele kwestii jest w Polsce niewyjaśnionych. Przede wszystkim przyszłość OFE. Już wydawało się, że środki zostaną przerzucone do funduszy inwestycyjnych. Decyzja miała być już podjęta. A jednak reforma została odłożona na później. Okazało się, że zwolennicy nacjonalizacji wciąż mają dużo do powiedzenia. Tu nawet nie chodzi o znacjonalizowanie środków, które są w OFE, a samych spółek, w które te pieniądze są w głównej mierze zainwestowane. To wisi nad naszym rynkiem. Inwestorzy będą chimeryczni, dopóki nie dowiedzą się, co dalej z OFE. Szansa na hossę jest, bo rośnie praktycznie cały świat, ale jestem zdania, że Giełda Papierów Wartościowych nie wykorzystuje swojego maksymalnego potencjału.
AOL: Jakie zagrożenia z punktu widzenia aktywnego inwestora widzi Pan w 2018 roku? Czy myśli Pan o ewentualnych zmianach w portfelu?
GR: Inwestorzy wchodzą powoli w euforyczny stan. W Polsce tego nie widać, ale na świecie już zdecydowanie tak. Na przykład, na rynku surowców pozytywne informacje są bardzo dobrze odbierane, natomiast negatywne niekoniecznie znajdują odzwierciedlenie w cenach. Silne wzrosty na rynku towarowym z reguły kończą cykl. One wywołują wzrost inflacji i obawy przed podwyżkami stóp procentowych, a te od lat są na bardzo niskim poziomie. Koniec hossy może być więc bolesny. Myśląc więc o zmianach w portfelu, przestanę podnosić ryzyko, a raczej zacznę je powoli redukować. Na konkrety przyjdzie czas.
AOL: Zamknijmy temat rynkowy. Ma Pan w swoich portfelach fundusze z oferty różnych TFI. Porozmawiajmy więc o tym, jak wybrać fundusz inwestycyjny. Załóżmy, że mamy młodego, dajmy na to 30-letniego inwestora, który jest gotowy do odkładania kilkuset złotych miesięcznie. Jakie ma możliwości?
GR: Możliwości są olbrzymie, tylko trzeba sobie zadać pytanie, na ile ten ktoś chce być aktywnym inwestorem...
AOL: Nie chce być. Jest w zdecydowanej większości tych Polaków, którzy nie mają pojęcia o inwestowaniu.
GR: Dobry portfel inwestycyjny złożony z funduszy możemy zbudować na kilka sposobów. Zamożni mogą sobie pozwolić na płatną usługę budowy i zarządzania portfelem. Ci jednak, którzy dysponują mniejszą kwotą, rzędu 1 000, 5 000 czy nawet 50 000 zł, muszą sami zająć się analizą rynków i wyborem strategii albo znaleźć kogoś, kto im pomoże. Ktoś, kto wskaże im instrument dopasowany do akceptowanego ryzyka oraz celów inwestycyjnych. Teoretycznie trzydziestolatek bez dużych zobowiązań będzie podlegał pod modele, z których wynika, że powinien zainwestować bardzo agresywnie itd. Pytanie tylko, czy to udźwignie pod względem emocjonalnym. Dobrze byłoby porozmawiać o inwestowaniu z człowiekiem, który nie tylko się tym zajmuje, ale ma coś do powiedzenia i nie kieruje się swoimi interesami. W Polsce bywa z tym różnie. Nie chcemy płacić za doradztwo, nie wszyscy doradcy i dystrybutorzy kierują się więc interesem klienta.
AOL: Trudno jednak oczekiwać, żebyśmy raptem zechcieli płacić za usługę doradztwa, tak jak ma to miejsce np. w Wielkiej Brytanii.
GR: To prawda. Mentalna niechęć do płacenia z własnej kieszeni, nie daje nadziei na wprowadzenie takiego modelu w Polsce w najbliższym czasie. Wolimy niestety udawać, że nie płacimy, podczas gdy w istocie płacimy i to znacznie więcej. Taki model dystrybucji, jaki mamy w Polsce, czyli oparcie przychodów dystrybutorów o opłatę manipulacyjną i kick-back (część opłaty za zarządzanie, którą TFI dzieli się z dystrybutorem, przyp.) rodzi potencjalny konflikt interesów. Często spośród szerokiej palety produktów sprzedawane są w pierwszej kolejności produkty inwestycyjne z atrakcyjną marżą dla dystrybutora. W RDM-ie, w ramach usługi zarządzania wprowadziliśmy model, gdzie klient płaci za usługę, a wszelkie profity, w tym przede wszystkim cały kick-back trafia do niego w postaci środków pieniężnych lub dodatkowych jednostek funduszy.
AOL: Jak więc wybrać dobry fundusz inwestycyjny, nie mając szczegółowej wiedzy?
GR: Jeśli ktoś jest młody i chce inwestować co najmniej kilkanaście lat, to wskazane jest podjęcie wyższego ryzyka niż na lokacie. Nie bójmy się funduszy akcji - zwłaszcza jeśli wpłacamy regularnie małe kwoty. Zadbajmy o to, żeby ten portfel funduszy był zdywersyfikowany. Nie stawiałbym wszystkiego na jeden kraj, nawet na Polskę. Patriotyzm trzeba promować, ale w finansach trzeba uważać.
Jeśli mamy dużą kwotę do zainwestowania z ryzykiem trzeba szczególnie uważać. Jeśli działamy samodzielnie dobrze jest się orientować w jakim momencie cyklu jesteśmy. Jeśli widzimy, że rynki są rozgrzane do czerwoności, tak jak to miało miejsce w 2007 roku czy nawet teraz, lepiej nie wpłacać naszych życiowych oszczędności wyłącznie do funduszy akcji, zwłaszcza tylko jednego. Zainwestowanie na szczycie hossy to najgorsze co może się przytrafić początkującemu inwestorowi.
Jeśli szukamy kogoś, kto nam pomoże z inwestycją, niech to będzie osoba wzbudzająca nasze zaufanie - przede wszystkim z doświadczeniem. Uważałbym na doradców, którzy wychowali się na hossie i nie widzieli, co oznacza prawdziwa bessa. „Młode wilki” łatwo wpadają w samozachwyt i lewarują inwestycje, gdy trzeba już ograniczać ryzyko. O astronomicznych zyskach reklamowanych przez świeżo upieczonego doradcę słucha się znacznie lepiej niż marudzenia „starego wygi”, który rzetelnie opowiada, z jakim ryzykiem mamy do czynienia.
Najgorszy scenariusz, to zrazić się do inwestowania i na zawsze powrócić do ciułania na lokacie, a na emeryturze stwierdzić, że postąpiliśmy głupio.
AOL: Załóżmy więc, że już wiemy, czego chcemy - jakie ryzyko akceptujemy, jakiej potencjalnej stopy zwrotu oczekiwalibyśmy z naszego portfela no i wiemy, która klasa aktywów może być do tego odpowiednia. Na co zwracać uwagę przy samych funduszach?
GR: Najpierw musimy zrozumieć, jak ten fundusz działa - jak w rzeczywistości wygląda jego polityka inwestycyjna, bo to, co znajdziemy w prospekcie często jest bardzo nieprecyzyjne. W przypadku rozwiązań "czystych" - funduszu akcji polskich czy małych spółek europejskich - ok, wiemy o co chodzi, możemy podjąć ryzyko. Jeśli jednak jest jakiś fundusz, którego ja nie rozumiem, ma dopiero wejść na rynek, a ktoś mi na tym etapie obiecuje, że on może zarabiać zawsze i wszędzie, to jeśli nie mam doświadczenia i wiedzy na ten temat, to lepiej go nie dotykać. To w szczególności dotyczy agresywnych funduszy absolutnej stopy zwrotu, zwłaszcza tych w formule zamkniętej. Między „może zarabiać” a „będzie zarabiać” jest kolosalna różnica.
Zwróćmy uwagę na te fundusze, które mają już kilkuletnią historię - jak się zachowywały na bessie i hossie. Początkującym inwestorom odradzałbym inwestowanie w takie produkty, które nie przeżyły żadnej bessy. Najprostszy sposób na weryfikowanie swoich oczekiwań, to sprawdzenie, co by się stało, gdybym zainwestował w fundusz 10 lat temu. Sprawdzić, jakie w tym czasie były największe spadki, bo takie na pewno się zdarzały, i odpowiedzieć sobie, czy będę je akceptować, jeśli się powtórzą.
AOL: Wspomniał Pan o funduszach zamkniętych. W ciągu ostatnich kilku lat wyraźnie zyskały na popularności i wszystko wskazuje na to, że ją utrzymają. Jak Pan ocenia inwestycje w tego typu fundusze w kontekście początkujących inwestorów?
GR: Jeśli jest fundusz, w którym mamy możliwość umorzyć swoje środki tylko raz na pół roku, kwartał, czy nawet raz na miesiąc; fundusz, który nie publikuje swoich sprawozdań, a więc nie wiemy dokładnie w co inwestuje; do tego jest funduszem o bardzo krótkiej historii, to ja bym go odradzał początkującym inwestorom.
AOL: Ktoś powie, że to dobrze, że umorzenia są rzadziej - początkujący inwestor nie będzie ulegać emocjom i nie wypłaci środków w najgorszym momencie.
GR: Z punktu widzenia zarządzającego, owszem, to bardzo komfortowe, łatwiej jest zarządzać. Ale z punktu widzenia klienta, już tak nie jest. Pamiętajmy, że nie jesteśmy jedynym inwestorem w takim FIZ-ie. Jeśli większa grupa złoży zlecenie umorzenia certyfikatów, a to będzie mogło się odbyć dopiero jednego, określonego dnia w przyszłości, to może być bardzo ciężko spieniężyć aktywa w portfelu takiego funduszu i może dojść do problemów z płynnością. Popularność FIZ-ów to w dużej mierze efekt mody i chęci dużego zarobku dystrybutorów niekoniecznie tożsamego z interesem klienta. Moim zdaniem FIZ-y nie są warte tego zainteresowania. Zamrożenie pieniędzy nawet na miesiąc jest dla mnie nie do przyjęcia. Zwłaszcza teraz, po takich wzrostach.
AOL: Kogo w takim razie ma słuchać początkujący inwestor? Skąd ma czerpać wiedzę?
GR: Powinien znaleźć sobie miejsce, gdzie ktoś pisze obiektywnie i nie podnieca się pisząc dziś „kupuj”, a jutro „sprzedaj”. Miejsce, gdzie nie stosuje się analizy technicznej do funduszy, bo to moim zdaniem droga donikąd. Jest na przykład parę TFI, które dobrze komunikują się z rynkiem. To na przykład Union Investment TFI i NN Investment Partners TFI.
AOL: Ile średnio funduszy powinien mieć w portfelu przeciętny inwestor?
GR: To zależy jakiego charakteru. Jeśli sami chcemy decydować o tym, kiedy wyjść i wejść na dany rynek, a więc budujemy portfel z funduszy „czystych”, na wybraną klasę aktywów, to z natury rzeczy powinno być ich więcej - od kilku do kilkunastu. Jeśli jednak chcemy, żeby to zarządzający podejmował za nas decyzję, kiedy być na danym rynku, to moglibyśmy się zamknąć w kilku funduszach z aktywną alokacją aktywów.
AOL: A czy Pana zdaniem można mieć tylko jeden fundusz w portfelu? Pytam w kontekście reformy emerytalnej i tego, że ich podstawą będą fundusze zdefiniowanej daty. Idea jest prosta - jeden fundusz na całe życie. Czy to nie jest recepta dla większości Polaków, którzy nie wiedzą, jak inwestować?
GR: To na pewno znacznie lepsze rozwiązanie niż trzymanie pieniędzy przez kilkadziesiąt lat na lokacie lub nieudolna próba konstruowania portfela inwestycyjnego bez żadnej wiedzy lub pomocy. To nie jest jednak rozwiązanie idealne. Dopóki klienci nie będą mogli przebierać w funduszach zdefiniowanej daty od wielu TFI, dopóty nie liczmy, że będą one zarządzane bardzo aktywnie. Będą bardziej podobne do funduszy pasywnych. Dla niedoświadczonych inwestorów kluczowe w tym wypadku będzie wybranie funduszu, za którym stoi wiarygodna instytucja i zespół zarządzających. Jeśli to ma być jeden fundusz na całe życie, to skupmy się na ofercie właśnie takich TFI.
Rozmawiał Wojciech Kiermacz
17.01.2018
Źródło: analizy.pl



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania