Fundusze obligacji korporacyjnych – na co zwracać uwagę, żeby nie wpaść na minę?

Wojciech Kiermacz
Źródło: Sergei Butorin / shutterstock.com
Problemy finansowe dużego emitenta obligacji podnoszą ciśnienie inwestorom. Przy okazji sprawy z GetBackiem podpowiadamy, jak wybrać fundusz, żeby ewentualny default nie obciążył nadmiernie portfela

W przypadku funduszy obligacji korporacyjnych przede wszystkim powinniśmy pamiętać o prozaicznej prawdzie – nieważne jak wiarygodny jest emitent „nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka”. Wybierajmy więc te fundusze, w których ryzyko koncentracji jest niskie. Chodzi o sumaryczny udział długu konkretnego podmiotu zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio – np. poprzez spółki zależne. Im mniejsza ekspozycja na pojedynczego emitenta, tym mniej bolesne straty w przypadku ewentualnego defaultu, czyli niewypłacalności spółki. Szerzej o tym pisaliśmy w artykule:

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Ryzyko koncentracji - wszystko, co musisz o nim wiedzieć

Niejednokrotnie w polskich funduszach obligacji korporacyjnych udział pojedynczego emitenta przekracza 5, a nawet 10% portfela (szczególnie w przypadku bardziej ryzykownych rozwiązań). To wynika m.in. ze specyfiki polskiego rynku obligacji korporacyjnych. Jest on wciąż niewielki, a przy tym mało płynny, na którym gros popytu jest zaspokajane przez emisje największych spółek lub banków. Oznacza to, że jeżeli zależy nam na spokojnym śnie, warto wybierać te fundusze, które poza niskim ryzykiem koncentracji zapewniają dużą poduszkę bezpieczeństwa. Chodzi o istotny udział papierów skarbowych czy depozytów. Rozsądnym wydaje się być poziom 20-30% aktywów. Znacznie ułatwi on obsługę wypłat z funduszu, gdy część klientów zechce wycofać środki po informacji o defaulcie jednej ze spółek portfelowych. Między innymi o tym pisaliśmy w artykule:

Na co zwracać uwagę w funduszach obligacji korporacyjnych?”

Odnosząc się do specyfiki krajowego rynku obligacji przedsiębiorstw, należy podkreślić kolejną kwestię. Jego mała płynność powoduje, że wiele papierów nie jest wycenianych rynkowo, lecz na podstawie modelu (za pomocą tzw. efektywnej stopy procentowej). W uproszczeniu powoduje to, że wycena instrumentu dłużnego przypomina lokatę terminową, której wartość rośnie z upływem czasu.  Taki sposób wyceny nie rodzi problemów (a nawet często sprzyja postrzeganiu funduszy obligacji korporacyjnych jako produktów dających stabilne zyski) dopóki nie okaże się, że chcąc sprzedać papier, zarządzający nie jest w stanie uzyskać ceny wynikającej z modelu. Najbardziej drastyczny scenariusz zaś to bankructwo emitenta, które może skutkować gwałtownym (jak na fundusz obligacji korporacyjnych) spadkiem wartości jednostki, często zaskakującym dla inwestorów. Przy wycenie rynkowej kłopoty emitenta ze spłatą zobowiązań są z reguły na bieżąco uwzględniane w cenach, przez co znacznie rzadziej mowa tu o skokowych zmianach notowań jednostki.

Jakie możemy wyciągnąć wnioski? Po pierwsze nie traktujmy funduszu obligacji korporacyjnych jak lokatę (pomimo wygładzonego wykresu notowań jednostki). Po drugie możemy również zwrócić uwagę na te fundusze, które wychodzą za granicę i sięgają po obligacje wyceniane rynkowo. Ich wykres jest co prawda „bardziej poszarpany”, ale lepiej oddaje realną wartość aktywów. Więcej przeczytasz w artykule:

Polski znaczy specyficzny - fundusze obligacji korporacyjnych

Tych kilka wskazówek może pomóc inwestorom być mądrym przed szkodą. Podstawowym narzędziem do analizy funduszu powinno być jego sprawozdanie finansowe. Dowiemy się z niego między innymi, w jakie obligacje inwestowane są środki, jak duży udział w aktywach mają poszczególni emitenci, a w informacjach dodatkowych przeczytamy o ewentualnych wydarzeniach nieujętych w sprawozdaniu, które mogą mieć wpływ na wyniki. 

Wojciech Kiermacz
Analizy Online


TAGI:

fundusze dłużne korporacyjneobligacje korporacyjne

popularne porady

w co inwestować

↑ na górę