Prof. Jerzy Bralczyk o języku w świecie finansów: czasem dobrze do niego zaprosić

22.03.2019 | analizy.pl

Czasem dobrze jest zaprosić do języka. Nawet hermetycznego - opowiadał prof. Jerzy Bralczyk w wyjątkowej rozmowie w Analizy.player

Robert Stanilewicz (RS): Jerzy Bralczyk na konferencji 9.Fund Forum Analiz Online. Dzień dobry Panie Profesorze. Jesteśmy tuż po Pańskim wystąpieniu, na którym mówił Pan o języku finansowym, ale także o takich uniwersalnych kwestiach związanych z językiem. A co do samego języka finansowego, to chciałem spytać, czy Pańskim zdaniem ...
 
Prof. Jerzy Bralczyk (JB): Nadal Pan chce jeszcze?
 
RS: Tak, nadal chce i spytam właśnie. Czy pańskim zdaniem ten język musi być tak hermetyczny? Czy to jest jego wadą? Czy może być zaletą? Jak mówić do tych, do których mówią finansiści?
 
JB: Pan w pytaniu zawarł założenie. Czy musi być "tak" hermetyczny. Czyli uważa Pan, że on jest hermetyczny w wysokim stopniu.
 
RS: Panie Profesorze, robiłem test na Panu przed chwilą czytając fragment i wyglądało na to, że rzeczywiście Pan przyznał, że jest hermetyczny.
 
JB: W pewnym momencie przestałem, po pierwsze chcieć rozumieć, po drugie udawać, że rozumiem. Bardzo często jest tak, że my udajemy, że rozumiemy, bo wstyd nam przyznać, że nie znamy słów, a nawet jeśli znamy słowa, że potrafimy je odnaleźć w ich znaczeniu w danym zdaniu. No niestety, hermetyczność branży, która jest skomplikowana, jest czymś naturalnym. I hermetyczność języka, którym w tej branży się ludzie posługują. Rzecz jest bardzo złożona. Kiedy mówimy o pieniądzach naprawdę mówimy o rzeczach trudnych, a jednocześnie o tym, o czym wszyscy chcą wiedzieć. Mamy też takie wrażenie, że jakby tak wszyscy wiedzieli, to wcale nie byłoby lepiej, bo wtedy pewnie każdy by miał równy dostęp do tej wiedzy, która powinna być trochę też magiczna.
 
RS: A może to klient idący do doradcy finansowego, tak jak idzie do lekarza, oczekuje profesjonalizmu także wyrażonego językiem?
 
JB: Oczywiście, bo to jest znamię kompetencji i jeżeli ktoś jest kompetentny, to nie powie: sprawa jest prosta i, no wiesz, musisz to i to zrobić i będzie w porządku. Tymczasem niektórzy tego właśnie chcą. Rozróżnienie jakie jest oczekiwanie klienta jest w zasadzie podstawą. Są tacy, którzy rozumieć niespecjalnie chcą, ale za to chcą mieć większe zaufanie do doradcy i to zaufanie można osiągnąć innymi trochę drogami, niekoniecznie jasnym językiem. Jeżeli już to zaufanie jest, to wtedy nawet to tłumaczenie nie musi być takie bardzo precyzyjne. Trochę wtedy mamy do czynienia z inną sprawą. Może to być nawet trochę manipulacyjne. Choć lepiej by było, żebyśmy próbowali to rozumieć. My jako społeczeństwo nie mamy dostatecznego wykształcenia, w porównaniu z innymi, ekonomicznego, podobnie jak prawnego, podobnie jak administracyjnego, jesteśmy w małym stopniu świadomymi obywatelami. Ja uogólniam rzecz jasna, bo są tacy, którzy znają i okazuje się, że coraz lepiej się jednak w tym orientują. Ale to trzeba pokoleń, żeby to się zmieniło.
 
RS: Co jest kluczowe Pańskim zdaniem, Panie Profesorze, terminologia hermetyczna, gdzie jest dużo słów czy słowa, które brzmią znajomo, ale oznaczają trochę co innego, czy jeszcze jakieś inne kwestie?
 
JB: To drugie o czym Pan powiedział daje czasem pozór zrozumienia. Kiedy słyszę słowa takie jak, nie wiem, stopa czy rynek czy portfel. Ja mniej więcej wiem jak wygląda portfel - skórzany przedmiot. Rynek - miejsce w mieście. Stopa - wszyscy mamy te stopy, no ale oczywiście tu jest użyte to w zupełnie innym znaczeniu. Nawet słowo fundusz jest używane w bardzo różnych znaczeniach i czasem trudno jest pozbyć się tych pierwszych skojarzeń, bo słowa działają na nas nie tylko swoim znaczeniem, ale też skojarzeniami, które z nimi łączymy. Te skojarzenia mogą czasem dawać efekty pozytywne, czasem negatywne, a to czasem jest ważniejsze. Jeżeli w tekście przeważają słowa optymistyczne, to ja się wtedy nastawiam też pozytywnie i mogę nawet, trudno powiedzieć czy chcieć rozumieć czy nie chcieć rozumieć, ale być bardziej przyjaźnie nastawionym. Od doradcy osobistego oczekujemy tego, że on nas na pewno nie zawiedzie, że w efekcie będzie na pewno jakaś konkluzja. Ja czasem z niecierpliwości chociaż myślę sobie: no dobrze, ale czym to się skończy? Ale co z tego wynika? Moja niecierpliwość utrudnia mi też zrozumienie. Bo ja gdybym trochę więcej czasu na to poświęcił, gdybym jeszcze popytał: przepraszam, co to znaczy, no to mógłbym się więcej dowiedzieć i to by mi się przydało. Wina nie leży po stronie tylko tych, którzy mówią, ale w dużej części po stronie tych, którzy słuchają.
 
RS: A ci, którzy mówią powinni zmierzać do otwartego języka czy jednak pozostać przy zamkniętym, swoim, czy łączyć to jakoś?
 
JB: Wszystko zależy od tego z jakim odbiorcą mamy do czynienia. Czasem dobrze jest zaprosić do języka, czyli powiedzieć coś po prostu jeśli się da, ale jeżeli on chce wiedzieć coś więcej i chce bardziej precyzyjnie mieć to wyrażone, to wtedy nazwać to, co powiedzieliśmy w sposób prosty czy względnie prosty, trochę w sposób bardziej wyszukany, precyzyjniejszy i dlatego ściślejszy i bardziej wiarygodny.
 
RS: Słowa, czy to jak je wypowiadamy? Zdania czy to, jaką mają melodię, jak je mówimy?
 
JB: Wszystko razem, wszystko razem rzecz jasna. Jeżeli ja dobrze się orientuję w sprawie, jeżeli ja potrafię o niej myśleć. Myśleć o niej też na różnych poziomach. Na poziomie bodziec-reakcja, bo czasem i o to chodzi, ale czasem na poziomie wnikliwego wmyślenia się w to, co się dzieje. Wtedy potrafię być wiarygodny nawet, kiedy mówię o rzeczach trudnych.
 
RS: Profesor Jerzy Bralczyk, Uniwersytet Warszawski, Rada Języka Polskiego. Bardzo dziękuję Panie Profesorze za odwiedziny na Fund Forum i w Analizy.player. Tak się nazywa ten kanał.
 
JB: Ładnie się nazywa.
 
RS: Ładnie? Tak? Dziękuję bardzo.
 

TAGI:

analizy.playerprof. Jerzy BralczykRobert Stanilewicz

zobacz także

↑ na górę