Investors FO TFI: Ostatnia faza kilkumiesięcznej korekty
Po nagłej i dynamicznej przecenie, jaka miała miejsce na rynku surowców i na akcjach w pierwszych dniach maja, cały miesiąc okazał się być zdecydowanie mniej bolesny dla inwestorów giełdowych niż wynikałoby to z medialnego szumu wokół tej korekty. Chociaż główny winowajca, czyli ceny srebra nie odbudowały zbyt dużej części spadków z pierwszych tygodni miesiąca, to już złoto, kurs miedzi , Euro-dolar oraz indeksy akcji, takie jak WIG czy S&P500, zachowały się zdecydowanie silniej. Dopiero początek czerwca i „powtórka z rozrywki”, czyli wyraźna zniżka na głównych indeksach akcji, może sugerować, że znaleźliśmy się w nieco bardziej skomplikowanej strukturze korekcyjnej, a wypracowanie nowych szczytów na indeksach będzie okupione zdecydowanie większym wysiłkiem niż dotychczas i będzie wymagało nieco więcej czasu.
Przebicie, w ubiegły piątek, dwuletniej linii trendu wzrostowego przez główny amerykański indeks akcji, nie jest tylko i wyłącznie zbiegiem okoliczności. Posługując się uparcie analogią do sytuacji z początku 2005 roku, jest to moim zdaniem sygnał wejścia rynku akcji w ostatnią fazę kilkumiesięcznej korekty, z którą mamy do czynienia od końca lutego bieżącego roku. Jeszcze kilka procent spadku na indeksach przy wyraźne zwiększonej zmienności (mierzonej np. wskaźnikiem VIX) i będzie można odtrąbić zakończenie korekty. Gdyby preferowany przeze mnie scenariusz miał się ziścić modelowo, w ciągu najbliższych czterech tygodni S&P500 powinien przetestować swoją 200-sesyjną średnią, która przebiega obecnie w okolicy 1250 punktów oraz poziom wsparcia wyznaczony przez marcowy dołek indeksu. W wersji opartej o historyczną analogię z 2005 rokiem amerykański indeks mógłby przez chwilę postraszyć inwestorów spadkiem w okolice 1200 punktów, jednak może być to zbyt pesymistyczne założenie.
Tłumacząc ten scenariusz z amerykańskiego na polski, w dalszym ciągu obstaję przy naszym bazowym scenariuszu. Zakłada on ponowne wejście indeksu WIG20 w obszar konsolidacji, w którym znajdowaliśmy się od października ubiegłego do kwietnia bieżącego roku. Również, w tym przypadku główny indeks polskiej giełdy przebija swoją roczną linię trendu wzrostowego, miesiąc po tym jak przebił jej dwuletni odpowiednik poprowadzony od dołka ostatniej bessy (ten sam, który właśnie przebił od góry indeks S&P500). Podobnie jak przy amerykańskim indeksie, wsparciem dla WIG20 może okazać się 200-sesyjna średnia i poziom 2700 punktów. Jednak, biorąc pod uwagę, widoczną w ostatnich dniach siłę kilku podstawowych rynków emerging markets, w tym polskiej giełdy, które nie chcą brać udziału w straszeniu amerykańskich inwestorów zejściem poniżej majowych dołków, spadki na giełdach rynków wschodzących mogą okazać się symboliczne w porównaniu z korektą na „zachodzie”.
Niektóre indeksy wyprzedzające koniunkturę zniżkują już od roku, a inne takie jak indeks PMI zaczęły dość znaczące spadki dopiero w ostatnich miesiącach. Czy świadczy to o konieczności wystąpienia kolejnej fali recesji w gospodarce. Moim zdaniem, nie. Jest to jedynie efekt zmniejszenia się dynamiki wzrostu gospodarczego i to nie względem normalnego tempa zmian w gospodarce, lecz w porównaniu z szybkim momentum zmian, z którym mieliśmy do czynienia na przełomie 2009 i 2010 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, że wskaźnik PMI jest oparty na opiniach przedsiębiorców porównujących przyrost różnych wielkości, ważnych dla każdej firmy, względem odczytów z poprzedniego miesiąca. W związku z tym indeks ten pokazuje bardziej dynamikę procesów gospodarczych niż ich nominalny stan. W normalnych czasach spadki tempa zmian różnych wskaźników mogą być świetnym sygnałem wyprzedzającym dla rynku akcji. Jednak w okresach nasilonej zmienności mogą one dawać mylne sygnały (tak jak w okresie 2004-2007, kiedy to słabym odczytom PMI oraz wskaźnika wyprzedzającego towarzyszyła wyraźna i realna hossa na rynkach finansowych). Jednym z czynników stojących za niższą dynamiką wzrostu gospodarczego w Stanach jest zmniejszenie tempa odbudowy zapasów w przedsiębiorstwach, które wyprzedawały swoje magazyny w czasach kryzysu wstrzymując jednocześnie produkcję. W ciągu ostatnich kilku kwartałów efekt ponownego napełniania magazynów był kluczowy dla odbicia w amerykańskim przemyśle. To, że przez chwilę zmniejszy się przyrost gospodarczy w wyniku zakończenia tego procesu jest zupełnie naturalne i nie powinno znacząco wpłynąć na fundamenty spółek. Tym bardziej, że konsumpcja z jednej, a inwestycje z drugiej strony zaczynają przejmować pałeczkę od zapasów w generowaniu wzrostu PKB.
Zresztą, podobny proces odbywa się obecnie także w naszym kraju. Spadek dynamiki produkcji przemysłowej z 12% do 7-8% wydaje się jednym z efektów zmniejszenia tempa odbudowy zapasów w przedsiebiorstwach. W danych o PKB za pierwsze półrocze pozytywny wpływ zapasów powinien być już zdecydowanie mniejszy niż w 2010 roku. Na szczęście obniżenie dynamiki rocznej produkcji przemysłowej nie jest równoznaczne z nominalnym spadkiem tworzonej przez firmy wartości dodanej. Przychody polskich spółek w dalszym ciągu będą rosły, ale ich przyrost będzie nieco słabszy, na podobnej zasadzie, jak to miało miejsce w 2004-2005 roku. Również, biorąc pod uwagę, dynamikę innych procesów gospodarczych, takich jak kurs walutowy i realne stopy procentowe, które stanowią składniki indeksu warunków monetarnych, roczna zmiana produkcji przemysłowej powinna w dalszym ciągu ulegać lekkiemu obniżeniu. Ponieważ, zmiana tempa produkcji ma bezpośrednie przełożenie na momentum przychodów i zysków spółek, zachowanie głównego indeksu akcji na warszawskiej giełdzie było i jest związane z dynamiką podstawowych wskaźników gospodarczych. Z tej perspektywy ograniczenie rocznej zmiany WIGu do przedziału 10-20% przez najbliższe pół roku nie wydaje się pozbawione podstaw. Przekładając powyższe założenia na relane poziomy indeksów, nasze prognozy mówiące o lepszym zachowaniu się akcji w drugim półroczu i osiągnięciu przez WIG 57000 punktów (WIG20 – 3150) na koniec roku, w dalszym ciągu pozostają w mocy.
W przypadku amerykańskiego rynku ostatnie obniżenie się dynamiki wskaźników gospodarczych powinno mieć takie same konsekwencje dla indeksów akcji, jakie będzie miało dla warszawskiego parkietu. Podobnie, jak to miało miejsce w latach 2005-2007, oczekuję, że roczna zmiana indeksu S&P500 będzie przez kolejne miesiące wahać się w przedziale 8-20%, co dobrze współgra z założeniem kontynuacji korekty przez najbliższe tygodnie i ustanowieniem nowych szczytów dopiero na przełomie 3 i 4 kwartału bieżącego roku.
Za: Investors FO TFI, Jarosław Niedzielewski, Komentarz miesięczny
/kż
Reklama
09.06.2011



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania