Grozi nam stagflacja. Oto jak się na nią przygotować
Stagflacja to słowo, którego żaden inwestor nie chce słyszeć. Łączy w sobie stagnację gospodarczą oraz wysoką inflację i jest wyjątkowo wredna dla naszych portfeli.
W obecnej sytuacji, jaka ma miejsce na świecie, wydaje się, że musimy brać pod uwagę stagflację - powiedziała na antenie TVP1 Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju i technologii. Czym jest stagflacja? Jak wpływa na gospodarkę i nasze portfele? Czy w jej otoczeniu da się w ogóle zarabiać?
Reklama
Czym jest stagflacja?
O stagflacji możemy mówić, gdy utrzymującej się wysokiej dynamice inflacji zaczyna towarzyszyć okres wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego, czy to w przemyśle, czy konsumpcji.
- Okresy stagflacji są częścią cyklu koniunkturalnego, momentem przejściowym między ekspansją gospodarczą - gdy silny popyt przyczynia się do wzrostu inflacji - a recesją, gdy spadek popytu i produkcji, wraz z procesem ograniczania kosztów w firmach, w tym kosztów pracy (wzrost bezrobocia), prowadzi do spadku inflacji, a nawet deflacji. Okresy stagflacji mogą się od siebie istotnie różnić – zarówno czasem trwania, intensywnością procesów gospodarczych, jak i czynnikami wspierającymi czy to inflację, czy spowolnienie - wyjaśnia Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Połączenie słów „stagnacja” i „inflacja” było czymś, czego świat ostatnio doświadczył po szoku naftowym w latach siedemdziesiątych, kiedy to embargo nałożone przez świat arabski na sojuszników Izraela w wojnie Jom Kippur spowodowało gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, która w dwa miesiące podrożała aż trzykrotnie. Dziś, w obliczu wojny w Ukrainie, temat powraca jak bumerang. Tym razem jednak, wojenny szok związany z dostawami ropy i gazu nałożył się na istniejący już kryzys w łańcuchu dostaw, spowodowany pandemią.
- Efekty stagnacyjne powstają głównie na skutek szoków podażowych, które ograniczają produkcję i windują ceny, a z drugiej strony gospodarce trudno w krótkim terminie je zlikwidować poprzez dostosowania cenowe zarówno na rynku pracy jak i dóbr. Podobnie jak w latach 70-tych XX wieku, obecnie mamy do czynienia z szokami podaży surowców wywołanych pandemią oraz sytuacją geopolityczną. Co więcej, jest ona również podsycana przez wcześniejszą luźną politykę monetarną i w ostatnich dwóch latach również fiskalną - wskazuje dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.
Ekspert dodaje, że stagflację bardzo trudno jest zwalczać klasycznymi metodami monetarnymi. Zjawisko to wymaga bowiem dosyć szybkiego zacieśniania polityki pieniężnej, co w rezultacie doprowadzi do wzrostu bezrobocia.
- Ostatnie dwa lata to szczególny okres, w którym do obecnej stagflacji przyczyniły się ekstremalnie ekspansywna polityka fiskalna i monetarna na całym świecie, towarzysząca walce ze skutkami pandemii, problemy z łańcuchami dostaw, braki niektórych półproduktów, a ostatnio także agresja Rosji na Ukrainę (w tym sankcje) oraz niespodziewany nawrót kryzysu covidowego w Chinach. Podwyższona inflacja jest tematem numer jeden już od niemal roku na całym świecie. Z kolei spowolnienie gospodarcze zaczęło być dostrzegalne dopiero w ostatnich kilku miesiącach, ale problem ten będzie moim zdaniem narastał z miesiąca na miesiąc, dlatego stagflacja 2022 roku jest zjawiskiem nieuniknionym - prognozuje Jarosław Niedzielewski.
Czytaj także: WIBOR i „eksperci”
Czy Polsce grozi stagflacja?
Dr Tomasz Bursa uważa, że Polsce może grozić stagflacja, jeśli Radzie Polityki Pieniężnej nie uda się "zbić" inflacji w 2023 roku, kiedy to ekspert spodziewa się bardzo niskiej dynamiki wzrostu gospodarczego.
- Problem polega na tym, że ponad połowa inflacji znajduje się dziś poza kontrolą banku centralnego, co jest sytuacją charakterystyczną nie tylko dla Polski. Zatem najlepszym lekiem antystagflacyjnym byłoby zakończenie konfliktu w Ukrainie z równoczesnym pełnym odblokowaniem łańcuchów dostaw co zlikwidowałoby szoki podażowe - wskazuje dr Tomasz Bursa.
Z kolei zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, Polska już jest w objęciach stagflacji, a kolejne miesiące przyniosą jedynie nasilenie tych negatywnych tendencji. - W związku z naszym uzależnieniem od importowanych surowców energetycznych oraz istotnym udziałem coraz droższej żywności w koszyku inflacyjnym, wzrost cen w naszym kraju już jest i pozostanie przez kolejne miesiące wysoki. Z drugiej strony, problemy w handlu między nami (i Niemcami) a Rosją, Ukrainą i Białorusią, nałożone na wcześniejsze wciąż nierozwiązane problemy z globalnymi łańcuchami dostaw, mogą spowodować dość szybki spadek krajowej produkcji przemysłowej, która radziła sobie nadzwyczaj dobrze w poprzednich kilkunastu miesiącach. Dlatego moim zdaniem stagflacja w Polsce już jest, a w kolejnych miesiącach zjawisko to może jedynie się nasilić - uważa Jarosław Niedzielewski.
Marta Petka-Zagajewska, kierownik zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP, wskazuje jednak, że dla Polski stagflacja to wciąż ryzyko, a nie scenariusz bazowy.
- O ile tylko nie dojdzie do pogłębienia negatywnego szoku podażowego (np. całkowite zerwanie powiązań handlowych między Rosją a Europą), to kolejne miesiące powinny przynieść normalizację sytuacji na rynkach surowcowych (pomoże obniżyć inflację) oraz wzrost apetytu na ryzyko (będzie wspierać wzrost gospodarczy). Napływ uchodźców do Polski, z których duża część deklaruje chęć aktywizacji na polskim rynku pracy, będzie obniżał presję na wzrost płac, co obniża ryzyko utrwalenia się podwyższonej inflacji. Jednocześnie strukturalny brak wystarczającej podaży pracowników zmniejsza ryzyko, by ewentualne chwilowe pogorszenie koniunktury przełożyło się na istotny wzrost bezrobocia, który mógłby trwale pogorszyć perspektywy konsumpcji - argumentuje Marta Petka-Zagajewska.
Czytaj także: Inflacja zaskakuje na całego, rentowności obligacji szaleją
W co inwestować w okresie stagflacji?
Historycznie rynki akcji nie radziły sobie zbyt dobrze w okresach stagflacji. Wystarczy powiedzieć, że kiedy gospodarka Stanów Zjednoczonych stanęła w obliczu tego problemu pod koniec prezydentury Richarda Nixona, indeks S&P500 w latach 1973 i 1974 spadł odpowiednio o około 17 i 30 proc.
- W kontekście zachowania klas aktywów w trakcie stagflacji najlepiej odwołać się do doświadczeń amerykańskich z lat 70-tych. Biorąc pod uwagę realną stopę zwrotu, najlepiej powinny radzić sobie surowce (co nie dziwi ponieważ są odpowiedzialne za powstanie inflacji), złoto oraz nieruchomości. Obligacje dają zbliżoną do inflacji stopę zwrotu natomiast akcje dawały ujemną realną stopę zwrotu - przypomina dr Tomasz Bursa. Jego zdaniem, portfel inwestycyjny w okresie stagflacji musi być szeroko zdywersyfikowany.
- Warto umieścić w nim surowce oraz zagraniczne REIT-y inwestujące w infrastrukturę, magazyny i nieruchomości - w bieżącej sytuacji najlepiej amerykańskie. Co do złota, to mam mieszane uczucia. Wydaje się, że jego rola się zmienia, tutaj raczej nie powinniśmy realnie stracić, ale zyski też nie będą duże. Nie warto również w pełni odrzucać akcji - należy podejść do tej kategorii bardzo selektywnie, poszukując spółek o silnych przewagach konkurencyjnych, które pozwolą na pozytywne przekładanie inflacji na wyniki finansowe - podpowiada dr Tomasz Bursa.
Jarosław Niedzielewski wskazuje, że okres wzrostu presji kosztowej przy postępującym spowolnieniu po stronie przychodowej może przekładać się na zmniejszenie marżowości firm i tym samym wpływać na słabość notowań giełdowych. Dodatkowo, ze względu na towarzyszący stagflacji wzrost oficjalnych oraz rynkowych stóp procentowych, rynek długoterminowych obligacji o stałym oprocentowaniu znajduje się w takim okresie pod dużą presją.
- W obliczu stagflacji inwestorzy mogą oprzeć budowę portfela na kilku składowych: akcjach z sektorów surowcowych, energetycznych, niektórych firm branży finansowej i chemicznej, spółek produkujących i handlujących dobrami pierwszej potrzeby, płynnych nieruchomościach w rozumieniu funduszy typu REIT, surowcach, w tym metalach szlachetnych oraz obligacjach o zmiennym kuponie (szczególnie korporacyjnych o wysokiej wiarygodności kredytowej). Trzeba jednak pamiętać, że wiele z tych aktywów, choć pewnie będzie zachowywać się lepiej od rynku w okresie stagflacji, to może zacząć pokazywać słabość w momencie, gdy proces spowalniania gospodarki będzie na tyle wyraźny i znaczący, że rozpocznie się regularna recesja - podpowiada Jarosław Niedzielewski.
Ekspert zastrzega jednak, że trudno jest o precyzyjne wyznaczenie momentu przejścia jednej fazy cyklu koniunkturalnego w drugą. Dlatego, przebudowując portfel inwestycyjny pod okres stagflacji, warto cały czas trzymać rękę na pulsie.
- W czasie ewentualnej recesji zarówno akcje spółek surowcowych, jak i banków, a także obligacje korporacyjne mogą znaleźć się pod silną presją - dodaje Jarosław Niedzielewski.
13.04.2022
Źródło: shutterstock.com / Dmitry Demidovich



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania