Obligacje dają 5 proc., a Wall Street nie pęka. Co trzyma amerykańskie akcje?
Rentowność 10-letnich obligacji USA przekroczyła 5 proc. i jest najwyższa od 2007 r. Teoretycznie to zła wiadomość dla akcji. Tymczasem S&P 500 pozostaje niespełna 3 proc. poniżej rekordu. Co trzyma inwestorów przy akcjach?
Wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych zwykle nie jest dobrą wiadomością dla rynku akcji. Im więcej można zarobić na długu USA, tym większa konkurencja dla bardziej ryzykownych aktywów. Jednocześnie wyższe stopy dyskontowe obniżają bieżącą wartość przyszłych zysków spółek, co powinno szczególnie mocno uderzać w firmy wzrostowe.
Tym razem jednak rynek zachowuje się inaczej. Rentowność 10-letnich Treasuries przekroczyła 5 proc. i znalazła się najwyżej od 2007 r., ale S&P 500 pozostaje niespełna 3 proc. poniżej rekordu ustanowionego 13 sierpnia. Na razie nie widać też szerokiej ucieczki inwestorów z akcji do obligacji.
Reklama
Jednym z najważniejszych filarów rynku pozostają wyniki przedsiębiorstw. Według danych LSEG I/B/E/S cytowanych przez Reutersa wzrost zysków spółek z S&P 500 w drugim kwartale jest obecnie szacowany na 53 proc. rok do roku. Wynik ten jest jednak podbity m.in. dużymi zyskami z wyceny inwestycji Alphabetu i Amazona. W całym 2026 r. zyski spółek z indeksu mają wzrosnąć o 35 proc., wobec 14 proc. rok wcześniej. Tak silny wzrost zysków pomaga kompensować negatywny wpływ wyższych rentowności obligacji na wyceny akcji. Przy pozostałych założeniach bez zmian wzrost stopy dyskontowej obniża bieżącą wartość przyszłych przepływów pieniężnych. Jeżeli jednak zyski przedsiębiorstw szybko rosną, wysokie mnożniki wyceny mogą jednocześnie spadać bez konieczności dużej przeceny kursów.
Drugą podporą rynku pozostaje sztuczna inteligencja. Spółki wzrostowe, w tym wiele firm technologicznych, są szczególnie wrażliwe na wzrost rentowności obligacji, bo znaczna część ich wyceny opiera się na zyskach oczekiwanych w odległej przyszłości, których bieżąca wartość spada wraz ze wzrostem stopy dyskontowej. Mimo to Apple i Microsoft pozostają w pobliżu swoich rekordowych poziomów, a Alphabet i Amazon raportują mocny wzrost biznesów chmurowych wspierany przez boom inwestycyjny związany z AI. Nie cały segment technologiczny jest jednak równie odporny. W poniedziałek mocno przeceniono producentów półprzewodników po tym, jak liderzy branży AI wezwali do spowolnienia rozwoju najbardziej zaawansowanych modeli ze względów bezpieczeństwa. Wywołało to obawy, że tempo ogromnych nakładów na centra danych i infrastrukturę AI może osłabnąć. Indeks półprzewodników Philadelphia SE Semiconductor stracił w poniedziałek 5,9 proc., ale od początku roku nadal pozostaje blisko 60 proc. na plusie.
Jak zauważa Reuters, część strategów ocenia ostatnią przecenę jako naturalne schłodzenie po bardzo silnych wcześniejszych wzrostach. Jednocześnie inwestorzy coraz uważniej obserwują, czy wezwania do spowolnienia rozwoju AI przełożą się na rzeczywiste ograniczenie inwestycji. Na razie nie ma na to wyraźnych dowodów.
Akcjom pomaga również odporność amerykańskiej gospodarki. Wzrost zatrudnienia wyraźnie przyspieszył w sierpniu, a konsumpcja pozostaje solidna. Jak zauważają analitycy Aberdeen, konsumenci, rynek pracy i bilanse przedsiębiorstw radzą sobie lepiej, niż wcześniej się obawiano. Wielu inwestorów przez ostatnie trzy lata przygotowywało się na recesję, tymczasem gospodarka zwolniła, ale nadal rośnie.
Odporność widać nawet w segmencie małych spółek, które są bardziej wrażliwe na wzrost kosztów finansowania, ponieważ częściej korzystają z zewnętrznego kapitału. Russell 2000 wprawdzie stracił ponad 5 proc. od sierpniowego rekordu, ale od początku roku wyraźnie wyprzedza S&P 500. W pierwszej połowie roku sprzyjały mu m.in. reshoring, ożywienie na rynku fuzji i przejęć, deregulacja oraz poprawa wyników spółek mocniej powiązanych z krajową gospodarką USA.
Z analizy danych amerykańskiego Departamentu Skarbu przeprowadzonej przez Deutsche Bank i przytoczonej przez "Financial Times" wynika, że średnie napływy zagranicznego kapitału do amerykańskich akcji w roku do czerwca odpowiadały 2,8 proc. PKB USA, wobec 2 proc. PKB w przypadku Treasuries. Napływy do akcji przewyższyły napływy do amerykańskich obligacji skarbowych po raz pierwszy w tym stuleciu, jeśli pominąć krótkie epizody podczas pandemii i po globalnym kryzysie finansowym. To pokazuje, że nawet przy wysokich rentownościach Treasuries zagraniczny kapitał nadal bardzo chętnie płynie na amerykański rynek akcji.
Odporność Wall Street nie oznacza jednak, że poziom rentowności obligacji jest dla akcji bez znaczenia. Reuters przypomina, że ostatni raz amerykańska 10-latka dotknęła 5 proc. w październiku 2023 r., ale był to krótki epizod. Z kolei bardziej trwałe wybicie rentowności powyżej 5 proc. w 2007 r. poprzedziło blisko 5-proc. spadek S&P 500 w ciągu dwóch miesięcy. Późniejsze, znacznie głębsze spadki przypadły już na okres narastającego globalnego kryzysu finansowego. Historia oczywiście nie musi się powtórzyć. Pokazuje jednak, że znaczenie ma nie samo chwilowe przekroczenie 5 proc., lecz to, jak wysoko i jak długo rentowności pozostaną powyżej tego poziomu. Presja na wyceny wzrosłaby, gdyby rentowności nadal szły w górę, a jednocześnie pogarszały się perspektywy gospodarki i wyników spółek. Wtedy dzisiejszy główny argument przemawiający za akcjami zacząłby znikać
15.09.2026
Źródło: Shutterstock / Pisit.Sj


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania