Ropa skoczyła do poziomów najwyższych od 2022 roku
9 marca ceny ropy na światowych rynkach wyraźnie wzrosły, a notowania surowca na moment przekroczyły psychologiczną barierę 100 dolarów za baryłkę. W poniedziałek rano zarówno ropa Brent, jak i amerykańska WTI kosztowały blisko 120 dol. za baryłkę, choć później część wzrostów została skorygowana.
Ropa Brent w poniedziałek rano chwilowo sięgnęła 119,50 dol. za baryłkę, a amerykańska WTI 119,48 dol., choć później część wzrostów została skorygowana. W szczytowym momencie wzrost cen sięgał 25%. Rynek zareagował przede wszystkim na rosnące obawy o bezpieczeństwo dostaw z Bliskiego Wschodu. Wspomniane poziomy są najwyższe od 2022 roku.
Jak ocenia Mateusz Czyżkowski, analityk rynków finansowych XTB, po weekendzie rynek ropy znalazł się w stanie silnego szoku podażowo-geopolitycznego. W efekcie ceny kontraktów na WTI i Brent gwałtownie wzrosły, chwilowo docierając w rejon 115–120 USD za baryłkę, a poniedziałkowy poranek przyniósł utrzymanie zwyżek przekraczających 15%. Przed 12:00 ropa Brent kosztowała 104,90 dol. za baryłkę, cena WTI natomiast spadła w okolice 102 dolarów.
Bezpośrednim impulsem do tej reakcji były skoordynowane działania militarne USA i Izraela wymierzone w irańską infrastrukturę energetyczną oraz odwet Iranu uderzający w instalacje naftowe państw Zatoki Perskiej. Seria nalotów i ataków dronowych doprowadziła do pożarów magazynów paliw, czasowego wyłączenia części mocy rafineryjnych w Arabii Saudyjskiej oraz zakłóceń w funkcjonowaniu terminali LNG i rafinerii w Bahrajnie i Katarze.
Rynek interpretuje te wydarzenia nie tylko jako przejściowe zniszczenia, lecz także jako dowód, że infrastruktura energetyczna całego regionu stała się celem militarnym, co automatycznie podnosi premię za ryzyko w cenach ropy. Dodatkowym źródłem napięcia pozostaje nominacja Modżtaby Chameneiego na nowego najwyższego przywódcę Iranu, odbierana przez inwestorów jako zapowiedź utrzymania twardego kursu Teheranu.
Reklama
– W efekcie kontrakty terminowe zostały zalane zleceniami kupna zabezpieczającymi dostawy, a zmienność intraday sięgnęła poziomów niewidzianych od pierwszych tygodni wojny w Ukrainie – komentuje Mateusz Czyżkowski. – Tak gwałtowny ruch w ciągu kilku godzin praktycznie wyczyścił płynność po stronie podaży na rynku futures, co dodatkowo spotęgowało skalę wybicia. Dla wielu uczestników rynku to pierwszy od lat przykład klasycznego „oil shock”, w którym czynnik geopolityczny całkowicie dominuje nad fundamentami popytowymi.
Kluczowym mechanizmem przenoszenia tego szoku jest faktyczne zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą normalnie transportowane jest około 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli blisko jedna piąta światowego handlu morskim surowcem. Po atakach na tankowce i ostrzeżeniach ze strony Strażników Rewolucji wielu armatorów i ubezpieczycieli wstrzymało rejsy, co doprowadziło do zatoru setek jednostek po obu stronach szlaku. Brak możliwości wywozu surowca z regionu szybko przełożył się na zapełnianie magazynów w Iraku, Kuwejcie i części Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zmuszając producentów do ograniczania wydobycia.
– Szacunki mówią już o cięciach przekraczających 60% produkcji na kluczowych polach na południu Iraku oraz Kuwejcie. Oznacza to, że szok nie ogranicza się tylko do chwilowych problemów logistycznych, lecz zaczyna uderzać w same moce wydobywcze, co utrudni szybki powrót podaży nawet po ewentualnym uspokojeniu sytuacji militarnej. Na stole leży scenariusz skoordynowanego uwolnienia 300–400 mln baryłek ze strategicznych rezerw G7 we współpracy z IEA, co miałoby złagodzić napięcia na rynku fizycznym. Tego typu interwencja mogłaby chwilowo zbić ceny o 10–20 USD na baryłce, ale nie zastąpi utraconej przepustowości Ormuzu ani nie naprawi uszkodzonej infrastruktury – zwraca uwagę analityk XTB. – Z tego powodu rynek dyskontuje, że nawet przy technicznym odblokowaniu szlaku pełne odbudowanie łańcuchów dostaw zajmie tygodnie lub miesiące, co wspiera utrzymanie wysokiej premii za ryzyko.
Wspomniane 300-400 milionów baryłek odpowiada 30% światowych zapasów surowca.
Wstrząs na rynku ropy bardzo szybko przenosi się również na segment paliw gotowych, gdzie ograniczona dostępność mocy rafineryjnych może utrzymywać wysokie ceny benzyny i diesla nawet wtedy, gdy sama ropa częściowo skoryguje wcześniejsze wzrosty.
Odwrót od ryzyka wdać także na rynkach akcji: azjatyckie indeksy, w tym Nikkei 225 i KOSPI, rozpoczęły sesję wyraźnymi spadkami. Najbardziej narażone pozostają gospodarki będące importerami netto energii, zwłaszcza Japonia, która według szacunków może zapłacić nawet o 70% więcej za ten sam wolumen surowca. Także GPW zaczęła tydzień od wyraźnych, choć nie panicznych spadków: warszawskie indeksy tracą po przeszło dwóch godzinach handlu między 1 a 2%.
Wyraźnie zyskał za to dolar.
– W pierwszej reakcji na szok bezpieczne aktywa i waluty tradycyjnie przyciągają kapitał. Bardzo często działa jeszcze jeden zasada – ograniczania dotychczasowej ekspozycji w obliczu wybuchu niepewności – komentuje Bartosz Sawicki, analityk Exante. – Oba mechanizmy tym razem zadziałały w jednym kierunku, popychając inwestorów ku dolarowi. Skala przeceny poszczególnych walut w dużej mierze zgodna jest z tempem ich aprecjacji w styczniu i lutym. Dodatkowo część bezpiecznych przystani (jen, złoto) również znalazła się pod negatywnym wpływem wojny na Bliskim Wschodzie, ograniczając liczbę alternatyw wobec dolara.
Analityk przypomina, że Europa i Azja uzależnione są od importu surowców energetycznych, podczas gdy USA są ich eksporterem netto. Przywołuje tu trzeci kwartał 2022 r., gdy nikłe zapasy gazu przed sezonem grzewczym wywołały strach przed kryzysem energetycznym, pogrążając euro i złotego i potwierdzając prymat dolara. W minionych dniach, po wstrzymaniu produkcji LNG przez Katar, ceny europejskich kontraktów na gaz wzrosły do poziomu najwyższego od roku. Sytuacja ma miejsce w newralgicznym momencie. Po ostrej zimie europejskie magazyny zapełnione są w około 30%, wobec pięcioletniej średniej na poziomie 45%.
Przecenie uległ także wyjątkowo silny w ostatnich kilkunastu miesiącach złoty, choć newralgiczne poziomy nie zostały pokonane.
– Fundamenty polskiej waluty pozostają mocne. Silny wzrost gospodarczy i dodatnie realne stopy procentowe powinny działać stabilizująco po okresie rynkowych turbulencji, ale w krótkim terminie złoty, jako jeden z tzw. walutowych satelitów euro, pozostaje szczególnie zagrożony – wskazuje Bartosz Sawicki.
Mimo że przed południem wzrost cen częściowo wyhamował – między innymi po informacjach o możliwym uruchomieniu rezerw strategicznych przez państwa G7 – sytuacja na rynku pozostaje bardzo napięta. Wysokie ceny ropy mogą w najbliższym czasie przełożyć się na droższe paliwa, wyższą presję inflacyjną i większą nerwowość na globalnych rynkach finansowych. Cena ropy pozostająca powyżej 100 dolarów za baryłkę przez kilka tygodni oznaczać będzie globalny wzrost inflacji. Narastać też będzie presja polityczna w USA i Europie ze strony konsumentów odczuwających skutki droższego paliwa, co może skłonić rządy do bardziej zdecydowanych działań, takich jak dalsze wykorzystanie rezerw strategicznych czy wprowadzenie ulg podatkowych.
– Dla inwestorów oznacza to środowisko podwyższonej zmienności, w którym krótkoterminowe korekty po informacjach o możliwych interwencjach władz będą przeplatały się z kolejnymi falami wzrostów, o ile konflikt w rejonie Ormuz nie zacznie wyraźnie wygasać. Na dziś bazowym scenariuszem rynku pozostaje przedłużający się szok podażowy, który utrzyma ropę powyżej 100 USD i będzie jednym z głównych źródeł ryzyka dla globalnych aktywów w najbliższych miesiącach – ocenia Mateusz Czyżkowski z XTB.
09.03.2026
Źródło: Shutterstock.com / dexterous simpson





Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania