Ropa na pierwszym planie, ale to nie tylko geopolityka. Co dalej z surowcami?
Skok cen ropy po eskalacji napięć geopolitycznych jeszcze wyraźniej skierował uwagę inwestorów na surowce. Ale zdaniem uczestników debaty podczas 8. Forum Inwestycji Osobistych o rynku nie decydują dziś wyłącznie emocje. W tle działają też silne, długoterminowe trendy: deglobalizacja, dekarbonizacja i strukturalne deficyty podaży.
Skok cen ropy po eskalacji napięć geopolitycznych znów postawił rynek surowców w centrum uwagi inwestorów. To właśnie ropa najmocniej reaguje dziś na wydarzenia w Zatoce Perskiej, ale uczestnicy debaty podczas 8. Forum Inwestycji Osobistych zwracali uwagę, że obecny obraz rynku jest znacznie szerszy. Ich zdaniem za wzrostami cen surowców stoją nie tylko krótkoterminowe emocje, lecz przede wszystkim długofalowe procesy, które zmieniają globalną gospodarkę.
W rozmowie prowadzonej przez Jagodę Fryc udział wzięli Filip Nowicki, prezes SUPERFUND TFI, oraz Adam Czorniej, zarządzający funduszami Skarbiec TFI. Dyskusja zaczęła się od pytania, ile w dzisiejszych notowaniach surowców jest geopolitycznej premii za ryzyko, a ile fundamentów.
Adam Czorniej wskazywał, że rynek surowcowy już od dłuższego czasu znajduje się pod wpływem kilku silnych trendów strukturalnych. Wśród nich wymienił odchodzenie od dolara, deglobalizację i dekarbonizację gospodarki. Z kolei Filip Nowicki zwracał uwagę, że po covidowym dołku rynek wszedł w kolejny cykl wzrostowy, a zaburzenia w globalnym handlu i rosnące znaczenie surowców strategicznych mogą ten proces jeszcze wydłużać.
Reklama
Nie tylko ropa. Surowce korzystają na większej zmianie
W ocenie panelistów rynek surowców nie jest dziś monolitem, a poszczególne segmenty reagują na odmienne impulsy. Inaczej zachowują się surowce energetyczne, inaczej metale szlachetne, metale przemysłowe czy surowce rolne. To ważne o tyle, że przy obecnym poziomie zmienności samo hasło "surowce" coraz mniej mówi inwestorom o realnym profilu ryzyka.
Czorniej podkreślał, że w krótkim terminie to właśnie surowce energetyczne są najmocniej podatne na wpływ geopolityki. Ropa szczególnie szybko dyskontuje napięcia i ryzyko zakłóceń podaży, ale równie szybko może oddawać część wzrostów, gdy emocje słabną. Z jego perspektywy najlepsze perspektywy do końca roku mają raczej metale przemysłowe, natomiast w przypadku ropy i szerzej surowców energetycznych trzeba liczyć się z dużą amplitudą wahań.
Filip Nowicki patrzy na rynek bardziej historycznie. Jego zdaniem po covidowym załamaniu weszliśmy w kolejny cykl wzrostowy na szerokim rynku surowców. Jak argumentował, świat odchodzi od modelu "globalnej wioski", w której przepływy towarów były relatywnie swobodne i efektywne, w stronę układu bardziej blokowego, w którym państwa starają się zabezpieczać strategiczne zasoby dla siebie. To proces, który może przez lata wspierać ceny surowców.
Złoto już nie takie "łatwe", ale wciąż strategiczne
Znaczna część debaty dotyczyła złota, które pozostaje jednym z najważniejszych tematów inwestycyjnych ostatnich kwartałów. Rozmowa nie dotyczyła już samego pytania, czy złoto jest w hossie, lecz raczej tego, czy po tak silnych wzrostach nadal warto budować na nim ekspozycję.
Zdaniem Filipa Nowickiego złoto pozostaje atrakcyjnym aktywem także w 2026 r., przede wszystkim dzięki utrzymującemu się popytowi ze strony banków centralnych. Jak podkreślał, to szczególny rodzaj popytu, bo nie jest on związany z intencją szybkiej sprzedaży. Z tego punktu widzenia banki centralne pozostają dla rynku istotnym stabilizatorem.
Nowicki zwracał też uwagę, że duża część wcześniejszej hossy na złocie odbywała się bez szerokiego udziału inwestorów finansowych. To dopiero w ostatnich kwartałach zaczęło się zmieniać, gdy do rynku dołączył kapitał płynący przez ETF-y i inne instrumenty inwestycyjne. Jego zdaniem oznacza to, że fundamenty pozostają zdrowe, choć jednocześnie najłatwiejsza część wzrostów jest już za rynkiem.
Adam Czorniej oceniał, że nie widać dziś przesłanek do ogłaszania końca hossy na złocie, ale równie trudno oczekiwać powtórki z ostatnich spektakularnych lat. W jego ocenie bardziej prawdopodobny jest scenariusz dalszych wzrostów przy większej zmienności i mniejszej dynamice.
Obaj eksperci byli zgodni, że złota nie należy obecnie traktować jako prostego zabezpieczenia na wypadek krótkoterminowej paniki rynkowej. Czorniej zauważył, że klasyczna funkcja "bezpiecznej przystani" nie działa już tak jednoznacznie jak kiedyś. W okresach wzrostu awersji do ryzyka złoto potrafi tracić choćby wtedy, gdy kapitał odpływa do dolara lub gdy rynek zaczyna obawiać się wzrostu rentowności obligacji. Z tego powodu lepiej postrzegać je dziś jako element strategiczny portfela niż jako narzędzie do rozgrywania krótkich epizodów rynkowego stresu.
Srebro z potencjałem, ale i z bardzo wysoką zmiennością
Jeszcze trudniejszym aktywem pozostaje srebro. Tu rozmowa zeszła przede wszystkim na problem skali ekspozycji i tego, jak w ogóle włączać ten metal do portfela przy tak wysokiej zmienności.
Filip Nowicki podkreślał, że przy wahaniach sięgających około 50 proc. rozsądna ekspozycja na srebro nie powinna być zbyt duża. W jego ocenie może ono pełnić rolę taktycznego dodatku do portfela, ale wymaga dużej świadomości ryzyka. Taka pozycja może poprawić wyniki, ale przy niewłaściwym ważeniu równie łatwo potrafi je pogorszyć.
Fundamentalnie obraz srebra pozostaje jednak interesujący. Rynek wspierany jest przez popyt przemysłowy, szczególnie ze strony fotowoltaiki i nowych technologii, podczas gdy po stronie podaży od lat utrzymuje się nierównowaga. Jak wskazywał Nowicki, przez długi czas nie miało to większego wpływu na ceny, ale rynek w końcu zaczął na ten problem reagować.
Jednocześnie obaj paneliści zwracali uwagę, że przy wysokich cenach srebra przemysł zaczyna analizować możliwość częściowego zastępowania go innymi metalami. Czorniej przywołał przykład branży solarnej, w której udział kosztu srebra w koszcie produkcji paneli wyraźnie wzrósł. To jeszcze nie oznacza szybkiego odejścia od tego metalu, ale pokazuje, że wysoka cena zaczyna uruchamiać proces szukania substytutów.
Na rynek srebra silnie wpływa też geopolityka. Zdaniem Czornieja gwałtowne ruchy cenowe w ostatnich kwartałach pokazały, jak ważne są ograniczenia eksportowe, sankcje i napięcia handlowe. Jego zdaniem nie jest to zresztą problem wyłącznie srebra. Podobne zaburzenia rynek widział (i widzi) już w przypadku gazu, ropy czy metali ziem rzadkich.
Miedź jako faworyt na kolejne lata
Jeśli podczas debaty pojawił się kandydat do miana surowcowego zwycięzcy kolejnych lat, była nim miedź. Adam Czorniej wskazał ją wprost jako swój top pick zarówno na ten rok, jak i w dłuższym horyzoncie.
W jego ocenie rynek stoi dziś przed bardzo poważnym, strukturalnym problemem. Do 2030 r. może zabraknąć od kilku do kilkunastu milionów ton miedzi przy rocznej produkcji wynoszącej około 30 mln ton. W jeszcze dłuższym horyzoncie, związanym z realizacją celów klimatycznych i dojściem do gospodarki net zero, skala tego niedoboru może być znacznie większa.
Źródła popytu są przy tym coraz bardziej zróżnicowane. Chodzi nie tylko o transformację energetyczną, ale też o cyfryzację, elektryfikację gospodarki, rozwój infrastruktury, technologie militarne czy centra danych związane z AI. To właśnie ten ostatni segment, relatywnie nowy, już dziś dokłada zauważalny dodatkowy popyt.
Jednocześnie uruchamianie nowych kopalń pozostaje procesem długim, kosztownym i skomplikowanym. Bariery są nie tylko finansowe i geologiczne, ale też środowiskowe i regulacyjne. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli rynek widzi niedobór, nie jest w stanie szybko odpowiedzieć wzrostem podaży.
Surowce w portfelu: selektywnie i raczej taktycznie
Choć obaj paneliści widzą potencjał na rynku surowców, nie zachęcali do bezrefleksyjnego zwiększania udziału tej klasy aktywów w portfelach. Filip Nowicki mówił wyraźnie, że surowce należy traktować przede wszystkim taktycznie, a nie jako stały, dominujący składnik portfela na dekady. Jego zdaniem uzasadniona ekspozycja może sięgać około 20 proc., a w szczególnie sprzyjającym otoczeniu rosnąć nawet do 30-40 proc.
Adam Czorniej w modelowym ujęciu wskazywał na udział rzędu 10-15 proc., choć przy obecnym przesunięciu "zegara inwestycyjnego" w stronę surowców dopuszczałby większy komponent tej klasy aktywów.
Różnica między nimi nie dotyczyła jednak samego kierunku, lecz raczej stylu inwestowania. Nowicki opowiadał się bardziej za punktową ekspozycją na konkretne surowce, takie jak złoto, srebro czy miedź. Czorniej wskazywał z kolei na zalety bardziej elastycznego, zdywersyfikowanego podejścia, obejmującego zarówno same surowce, jak i spółki z sektora.
Górnicy wreszcie zaczęli korzystać z hossy
Osobny fragment debaty poświęcono spółkom wydobywczym. Tu również dominował wniosek, że po latach słabszego zachowania względem samych metali sektor wreszcie zaczął mocniej uczestniczyć w hossie.
Filip Nowicki zwracał uwagę, że producenci złota i srebra stali się dziś klasycznymi "cash cows". Generują duże przepływy pieniężne, ograniczają zadłużenie i uruchamiają skupy akcji własnych. Jego zdaniem przez długi czas rynek nie wyceniał ich tak, jak gdyby naprawdę wierzył w trwałość hossy na metalach szlachetnych. Dopiero ostatnie dwa-trzy kwartały przyniosły wyraźniejsze nadrabianie tego dystansu.
To właśnie dlatego fundusze inwestujące w akcje spółek wydobywczych mogły w ostatnich miesiącach osiągać wyniki jeszcze lepsze niż same metale. W ocenie prezesa Superfund TFI fundamenty tego segmentu pozostają zdrowe, a jednym z najczęstszych błędów inwestorów jest zbyt szybkie zamykanie zyskownych pozycji tylko dlatego, że "już dużo urosły".
Jego zdaniem dużo rozsądniejsze jest podążanie za trendem tak długo, jak długo nie pogarszają się fundamenty i otoczenie makroekonomiczne. Jak argumentował, inwestorzy bardzo często nie osiągają wyników lepszych od rynku właśnie dlatego, że wychodzą za wcześnie, próbując zbyt precyzyjnie wskazać moment szczytu.
12.03.2026
Źródło: Oselote / Shutterstock.com



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania