Preselekcja - jak to działa?
Tekst ukazał się w czerwcowym numerze Miesięcznika UbezpieczeniowegoPo podsumowaniu korzyści i wad, towarzyszących ubezpieczeniowym produktom inwestycyjnym postanowiliśmy się przyjrzeć bliżej temu, jakie fundusze oferują ubezpieczyciele w ramach tych produktów. Tym razem skupiliśmy swoją uwagę na tych programach, które zostały oparte bezpośrednio o krajowe lub zagraniczne fundusze inwestycyjne, zostawiając niejako z boku te, w których UFK są zarządzane przez zespoły asset management. Jedną z ważniejszych korzyści płynących z wykorzystania produktów ubezpieczeniowych o charakterze inwestycyjno-ochronnym jest coś, co nazwaliśmy ograniczeniem ryzyka związanego z pomyłką zarządzającego oraz preselekcja. To na styku tych dwóch cech pojawia się możliwość korzystania z odroczenia podatku Belki przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka inwestowania w jeden fundusz. Jest bowiem tradycją w dostępnych na rynku programach, że w ramach danej polityki inwestycyjnej ubezpieczyciel oferuje kilka funduszy. Postanowiliśmy się przyjrzeć temu jak to działa w praktyce. Czy fundusze dostępne w ramach programów inwestycyjnych należą do najlepszych w swoich grupach? Odpowiedź niestety nie jest jednoznacznie pozytywna.Raczej przeciętnośćAby ocenić to jak firmy dobierają fundusze do swoich programów posłużyliśmy się następującym tokiem rozumowania. Jeżeli preselekcja, stanowiąca jeden z istotnych argumentów przemawiających za produktami inwestycyjno-ochronnymi, to w ofercie firm powinny w większości przeważać produkty wyraźnie lepsze niż przeciętna na rynku. Do oceny posłużyliśmy się funduszami akcyjnymi, najbardziej gorącym produktem ostatnich kilku lat, analizując ich obecność w programach 8 ubezpieczycieli (AEGON, Aspecta, AXA, Europa, Gerling, Nordea, PZU oraz Skandia ) na tle wyników z ostatnich 12 miesięcy.Wyniki niestety nie potwierdzają pierwotnej tezy. Funduszy inwestycyjnych spełniających kryterium ciągłości polityki inwestycyjnej w okresie minionych 12 miesięcy jest 18. Wyłączyliśmy z obserwacji zarówno fundusze działające krócej jak również te, które na przestrzeni 12 miesięcy zmieniały politykę. Dodatkowo z analizy wyłączyliśmy fundusze małych i średnich spółek, które z uwagi na wysoką wartość aktywów wstrzymały zbywanie jednostek. Nie braliśmy również pod uwagę funduszy, które z innych względów nie mogły zostać włączone do produktów inwestycyjnych (produkty zamknięte lub dedykowane wąskiej grupie odbiorców).Przedział rocznej stopy zwrotu dla 18 otrzymanych w ten sposób funduszy zawiera się pomiędzy 18,7% a 59,9%. To przepaść. Średni wynik dla tej grupy to 37,5%. Wydawałoby się, że gdyby preselekcja funduszy do programów inwestycyjno-ochronnych działała w sposób dobry, to większość dostępnych za ich pośrednictwem UFK powinno mieć wyniki w najgorszym razie równe średniej. Tymczasem, aż w 6 programach znajdujemy fundusz o najniższej stopie zwrotu, która jest aż dwukrotnie niższa od średniej! Z kolei lider jest dostępny w ofercie zaledwie jednego z ubezpieczycieli, a fundusz o drugim wyniku na rynku, nie jest dostępny nigdzie. Zaledwie dwa fundusze o wyniku lepszym niż przeciętna jest dostępna w więcej niż połowie programów.Jest oczywiście wiele przyczyn tego stanu rzeczy i byłoby nadużyciem twierdzić, że preselekcja właściwie nie ma miejsca. Okazuje się jednak, że kryteria jakimi posługują się ubezpieczyciele nie są chyba szczególnie wyrafinowane. Co ciekawe, otrzymanych wyników nie zmienia wydłużenie okresu obserwacji, co mogłoby być jedną z przyczyn tłumaczącą takie, a nie inne rezultaty. Dodatkowo nasze codzienne obserwacje dotyczące aktywności ubezpieczycieli w dołączaniu nowych funduszy i usuwaniu z oferty tych o słabych wynikach sugerują dość znaczną pasywność w zakresie drugiej z wymienionych czynności. To również, choć w mniej skwantyfikowany sposób pokazuje, że z preselekcją nie jest tak dobrze jak być powinno. to się lubi co się maGdy przyjrzymy się bliżej ofercie funduszy zagranicznych dostępnych w ramach produktów inwestycyjno-ochronnych można dojść do wniosku, że tu jest jeszcze gorzej. Wygląda na to, że bardzo silne zastosowanie ma tu w praktyce powiedzenie jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Zresztą potwierdzają to również sami konstruktorzy oferty opartej na produktach zagranicznych. Okazuje się bowiem, że warunki i wymagania stawiane przez zagranicznych partnerów oferujących najlepsze fundusze (np. wg uznanych na świecie rankingów S&P czy Morningstar) są nie do spełnienia przez naszych ubezpieczycieli. Z reguły na przeszkodzie staje wymóg dotyczący utrzymania sprzedaży na odpowiednio wysokim poziomie, co z oczywistych względów nie może być gwarantowane przez nikogo nawet na tak dynamicznie rozwijającym się rynku jak nasz. W związku z tym, oferta funduszy zagranicznych dostępnych w ramach programów walutowych obejmuje najczęściej produkty tych samych firm zarządzających (Credit Suisse, Merrill Lynch, czy Franklin Templeton).Tomasz PublicewiczAnalizy Online
Reklama
22.06.2007



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania