Wysoka inflacja a niskie stopy procentowe – jak chronić swój kapitał?

21.01.2020 | Rafał Bogusławski
Źródło: Shutterstock.com
Kilka dni temu rynek zelektryzowała informacja, że inflacja konsumencka sięgnęła 3,4%, najwyższego poziomu od 2012 roku. Wygląda na to, że przyjdzie nam żyć z wyższą inflacją nie przez miesiąc czy dwa, ale przez kilka kwartałów, a być może lat

Przez wyższą inflację rozumiem inflację przekraczającą 2,5%, czyli cel inflacyjny NBP. A deklaracje członków RPP wskazują, że nie przewidują oni podwyżek stóp procentowych.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Jakie skutki przyniesie pozostawienie stóp procentowych przez RPP na niezmienionym poziomie? Jeżeli inflacja jest dziś na poziomie 3,4% r/r to porównywalny poziom inflacji w Polsce mieliśmy w październiku… 2012 roku. Wówczas inflacja wzrosła dzięki poprawie koniunktury gospodarczej związanej z organizacją Mistrzostw Europy w piłce nożnej i wzrostem kosztów. Podobnie jak dziś, zdania ekonomistów były podzielone. Niektórzy oczekiwali, że wyższy poziom inflacji utrzyma się na dłużej, niektórzy, że jest zjawiskiem przejściowym. Główna różnica polega na tym, jaki poziom stóp procentowych mieliśmy wówczas i jaki mamy dzisiaj. W 2012 roku stopa referencyjna wynosiła 4,75%!, a dziś wynosi 1,5%.


Inflacja


Pomijając fakt, że podwyżka stóp w maju 2012 roku była zbędna, to warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze w tamtym okresie RPP znacznie aktywniej podchodziła do zarządzania stopą procentową. Od 2015 roku, gdy stopa referencyjna została ustalona na poziomie 1,5%, nie było żadnych zmian w jej poziomie. Po drugie, w tym dziesięcioleciu, poza krótkimi okresami w 2011 roku realna stopa procentowa w Polsce była dodatnia.

Realna stopa procentowa, czyli w uproszczeniu różnica pomiędzy nominalną stopą procentową, a poziomem inflacji pokazuje, czy inwestor realnie zyskuje, czy też jego zyski są „zjadane” przez inflację. W 2012 roku realna stopa procentowa była dodatnia, a dziś jest ujemna.

Na konferencji po styczniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej padły zapewnienia, że wzrost inflacji jest przejściowy. Prezes Glapiński nie podziela obaw analityków, że inflacja wzrośnie do 4,0%. To odważne stwierdzenie, bo inflacja w grudniu wzrosła do poziomu 3,4%, a początek tego roku to podwyżka płacy minimalnej, wzrost rachunków za prąd i kosztów wywozu śmieci, a to nie jedyne podwyżki. Wydaje się więc całkiem możliwe, że w lutym inflacja wzrośnie powyżej 4,0%, a być może nawet powyżej 4,5%. Nawet jeżeli później zacznie się obniżać, to i tak w tym roku mało prawdopodobne wydaje się obniżenie inflacji poniżej 3,0%.

Bez względu na to, czy prezes Glapiński ma rację, czy jej nie ma, to fakty są następujące. Inflacja wynosi 3,4%, a stopa referencyjna NBP 1,5%. Stopa referencyjna to poziom, który jest istotny z punktu widzenia możliwych do uzyskania stóp zwrotu na depozytach. Według danych NBP średnie oprocentowanie depozytów z terminami do dwóch lat włącznie wynosiło 1,4%. Co oznacza, że realnie (po odjęciu inflacji) przynosiły stratę na poziomie 2%. Przed kryzysem z lat 2008-09 utrzymywanie w długim okresie ujemnych realnych stóp procentowych było czymś trudnym do wyobrażenia. Po kryzysie banki centralne zaczęły podchodzić do realizacji swojego mandatu coraz bardziej „innowacyjnie”. Przed kryzysem banki centralne (z wyjątkiem FED-u, który ma  podwójny cel – kontrolowanie inflacji i dbanie o wzrost gospodarczy) miały za zadanie utrzymywać w ryzach inflację. Od 2009 roku banki centralne zaczęły również (podobnie jak wcześniej robił to FED) brać pod uwagę wpływ ich działań na koniunkturę gospodarczą. To spowodowało zmianę oczekiwań wobec banków centralnych.

Wygląda więc na to, że największe banki centralne, takie jak FED czy EBC dały sygnał, że ujemne realne rentowności stają się nową „normalnością”. W USA podstawowa stopa procentowa FED wynosi 1,5%-1,75%, a inflacja w listopadzie ubiegłego roku wyniosła 2,1%. W strefie euro stopa refinansowa wynosi 0%, stopa depozytowa (-)0,5%, a zharmonizowana inflacja HICP 1,0%. Mamy więc nowy paradygmat, gdzie najważniejszą rolą banków centralnych jest stymulowanie wzrostu gospodarczego i pobudzanie konsumpcji.

Nie ma sensu dyskusja na temat tego, czy taka polityka pieniężna ma sens, bo nie mamy na nią wpływu. Warto jednak zastanowić się, jak chronić swój kapitał przed inflacją, jeżeli deponowanie pieniędzy w bankach problemu nie rozwiązuje i z taką sytuacją możemy mieć do czynienia nie tylko w tym roku.
 

Jak pokonać inflację w swoich inwestycjach?

Jakie możliwości ma więc inwestor indywidulany, który chce ochronić swój kapitał przed inflacją, a może nawet zwiększyć jego realną wartość? Analiza poziomu oprocentowania depozytów w bankach wskazuje, że ochrona realnej wartości kapitału lokowanego w bankach będzie trudna do zrealizowania. Terminowe depozyty chroniły przed inflacją, gdy NBP utrzymywał dodatnie realne stopy procentowe. Depozyty bieżące natomiast nawet w tym czasie nie chroniły przed inflacją. Trochę inaczej wygląda sytuacja w przypadku nowych środków wpłacanych do banku. Tu można liczyć na wysokie oprocentowanie nawet krótkoterminowych lokat, ale wynika to z polityki pozyskiwania nowych środków prowadzonej przez banki. Banki chcą pozyskać nowych klientów, oferując wyższe oprocentowanie lokat, licząc na to, ze przynajmniej część klientów, która wpłaci własne środki pozostanie w banku i będzie korzystała ze standardowej oferty. Takie oferty dla nowych środków najczęściej mają ograniczenia dotyczące wysokości wpłat, a także większość z nich obejmuje okresy do 3 miesięcy. Nie wygląda więc to atrakcyjnie, a warto jeszcze pamięta o tym, że podatek Belki zabiera 19% z zysku, więc rzeczywisty dochód z lokaty jest niższy.


Depozyty


Jeżeli RPP nie podwyższy stóp procentowych, to nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie (poza promocyjnymi czasowymi ofertami) banki zaoferowały wyższe oprocentowanie lokat. Stopa referencyjna jest poziomem odniesienia dla rynku międzybankowego, a ten z kolei rzutuje na oferty banków. WIBOR to stawka, po jakiej banki pożyczają sobie pieniądze. Jeżeli więc bank potrzebuje sfinansować swoją działalność, to może pożyczyć pieniądze od innego banku. Jeżeli w sektorze bankowym jest nadpłynność, to WIBOR może spadać poniżej stopy referencyjnej, jedynie w sytuacji, gdy banki potrzebują gotówki i są skłonne oferować wyższe oprocentowanie depozytów. Na razie nie ma przesłanek, by zakładać, że banki rozpoczną kolejną „wojnę depozytową”, więc atrakcyjniejsze oferty depozytów pojawiają się dla nowych środków lub ze strony banków, które ze względu na kondycję finansową potrzebują pozyskać środki i godzą się z wyższym kosztem. W przypadku lokowania środków w takich bankach warto pamiętać, że bankructwa banków się zdarzają, choć Bankowy Fundusz Gwarancyjny zapewnia zwrot środków do wartości 100 tysięcy euro. Jeżeli nie depozyty, to co? O tym w kolejnym tekście.

Rafał Bogusławski

TAGI:

inflacja

zobacz także

↑ na górę