R. Rusak: Rynek funduszy ucywilizował się
10.08.2017 | Wojciech Kiermacz
O pierwszych krokach w branży funduszy, a także o zmianach, jakie zaszły na rynku rozmawialiśmy z Ryszardem Rusakiem, zarządzającym UniKoroną Akcje 

Analizy Online (AOL): Mija 17 rok odkąd objął Pan zarządzanie subfunduszem UniKorona Akcje. Nikt z Pana kolegów i koleżanek z branży nie może pochwalić się takim doświadczeniem za sterami jednego funduszu. Chciałem wrócić do początków Pana kariery i spytać, jak to się wszystko zaczęło.

Ryszard Rusak (RR): Z rynkiem finansowym jestem związany od 1994 roku. Jeszcze w trakcie studiów zrobiłem licencję maklera i rozpocząłem pracę w biurze maklerskim Banku Gdańskiego (obecnie Millennium Dom Maklerski, przyp.). W tamtych czasach zainteresowanie tematem inwestowania było ogromne. Podsycała je olbrzymia hossa na GPW. Oparta oczywiście tylko na kilku spółkach notowanych wówczas na warszawskim parkiecie. Pamiętam, że akcje potrafiły rosnąć w przeciągu tygodnia, dwóch nawet o kilkaset procent.  Do biur maklerskich przychodzili inwestorzy indywidualni i spędzali tam dosłownie całe dnie, dyskutując o giełdzie w zaprzyjaźnionym gronie. To była ich praca, czasem drugi dom. Makler jawił się wtedy jako ich ekspert, doradca. Zupełnie inny świat niż dzisiaj.

Pod koniec lat 90., po połączeniu z BIG BG, bank i biuro maklerskie zostały przeniesione do Warszawy. Ja również przeprowadziłem się do stolicy. Wtedy zacząłem też zarządzać portfelami asset management. Zajmowałem się przede wszystkim klientami detalicznymi. Pamiętam, jak codziennie na biurko dostawałem papierowe wydruki składów i stanów portfela każdego inwestora. Do dziś nie wiem po co, skoro mieliśmy komputery.

AOL: W 2000 roku dostał Pan propozycję pracy w Koronie TFI, potem Union Investment TFI, jako zarządzający. Jak Pan wspomina pierwsze dni pracy?

RR: Pamiętam, że mieliśmy siedzibę w bardzo starym budynku przy ul. Grzybowskiej. Zdaje się, że nasz biurowiec należał do partii PSL. W upalne dni klimatyzacja cały czas szwankowała. Zatrudnionych było dużo mniej osób – bodajże około 20. Mieliśmy wówczas trochę inne narzędzia do analizy spółek i rynku. Powszechne było ściąganie raportów i analiz z Notorii. Płatny serwis Bloomberg, który dzisiaj jest standardem na rynku, nie był tak dostępny jak dzisiaj. Pamiętam, że u nas pojawił się dopiero po przejęciu przez Union Investment. Wszystkie zlecenia składało się telefonicznie. Dziś komunikujemy się z brokerami za pośrednictwem komunikatora w Bloombergu.

AOL: Co było dla Pana największym wyzwaniem w karierze zarządzającego?

RR: Utrzymanie dobrych wyników, zwłaszcza w bardzo trudnych okresach. Szczególnie zapadła mi w pamięć bańka spekulacyjna w latach 2006-2007. Wszyscy wiedzieliśmy, że na rynkach jest już bardzo drogo i reakcje inwestorów przypominają owczy pęd. Mieliśmy świadomość, że w takich warunkach nie powinno się już kupować akcji, a wręcz należy mocno zredukować ich udział w portfelach. Z drugiej strony klienci i dystrybutorzy wywierali presję na jak najlepszy krótkoterminowy wynik. A ja zarządzałem funduszem typowo akcyjnym i zgodnie ze statutem nie mogłem nagle przenieść aktywów do bezpiecznej przystani. To była niezdrowa sytuacja. Miałem dylemat, czy trzymać się zdroworozsądkowej strategii – to znaczy nie przesadzać w takich warunkach z ilością małych, często niepłynnych spółek w portfelu – i spaść na koniec stawki z wynikami, czy płynąć z resztą rynku. Ostatecznie podjąłem wówczas właściwą decyzję, z czego bardzo się cieszę, obserwując dziś długoterminowe wyniki subfunduszu UniKorona Akcje.

AOL: Z perspektywy swojego kilkunastoletniego doświadczenia, co by Pan polecił zarządzającym, którzy dopiero zaczynają swoją karierę w tym zawodzie?

RR: Najważniejsze to trafić do dobrego zespołu. Nauczyć się jak najwięcej, poznać warsztat i w miarę szybko zacząć zarządzać. CFA, doradca inwestycyjny – te licencje pomagają, ale to tylko teoria. Najważniejsze to samemu analizować rynki, spółki i uczyć się od najlepszych. Na rynku utrwalił się model, że najpierw zaczyna się jako analityk, żeby docelowo zostać zarządzającym. Problem polega na tym, że nawet najlepszy analityk może nigdy nie być dobrym zarządzającym. Przede wszystkim trzeba sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie: czy się do tego nadaję? Bo to zawód, który wymaga szczególnych predyspozycji - połączenia wiary we własne siły z pokorą do rynków, a także umiejętności wyciągania wniosków z własnych błędów.

AOL: W porównaniu do czasów, gdy Pan zaczynał, trudniej dziś o posadę zarządzającego dla kogoś nowego na rynku?

RR: I tak, i nie. Z jednej strony znacznie zwiększyła się liczba podmiotów, w których można pracować. Kiedy ja zaczynałem pracę, w Polsce działało kilkanaście TFI. Teraz jest ich kilkadziesiąt. Funduszy inwestycyjnych było kilkadziesiąt, a teraz kilkaset. Poza tym po wprowadzeniu OFE pojawiły się nowe miejsca pracy w powszechnych towarzystwach emerytalnych. Znacznie rozwinęły się też działy analityczne w biurach maklerskich. Z drugiej strony na rynku jest już mnóstwo ludzi z kilkunastoletnim doświadczeniem. Ktoś, kto zaczyna od zera musi mieć świadomość, że awansowanie na wymarzone stanowisko zajmie mu więcej czasu. To wymaga cierpliwości.

AOL: A jak to było w latach 90.?

RR: Na pewno inaczej. Nie było osób z doświadczeniem, bo nie dało się go nigdzie zdobyć. Nieważne czy miało się 22 czy 32 lata. Wszyscy zaczynali mniej więcej z tego samego pułapu. Gdy pracowałem w biurze maklerskim w Gdańsku, miałem starszych kolegów, którym znudził się zawód marynarza i przebranżowili się na maklerów. Bez żadnego doświadczenia w branży, za to z dużym bagażem życiowym. I nie było z tym żadnego problemu.

AOL: Co Pana zdaniem popchnęło rynek funduszy w Polsce do przodu?

RR: Otwarte fundusze emerytalne. Regularne składki odprowadzane z wynagrodzenia milionów Polaków doprowadziły do zgromadzenia naprawdę pokaźnej kwoty. Po kilku latach od reformy emerytalnej okazało się, że OFE są głównym graczem na krajowej giełdzie. Ten przykład powinien nam uzmysłowić, jak ważny w inwestowaniu jest efekt skali, a także powszechność i systematyczność. 

Wymieniłbym jeszcze wejście Polski do Unii Europejskiej. To nie jest stricte związane z rynkiem funduszy, ale miało i wciąż ma na niego niebagatelny wpływ. Udział w UE dał nam potężny zastrzyk środków na rozwój infrastruktury, przyciągnął inwestorów zagranicznych. Dał impuls do rozwoju gospodarczego przy jednoczesnym unormowaniu pewnych procesów, związanych, na przykład, z ograniczaniem ryzyka inwestycyjnego. Pozytywne skutki wejścia do UE  zaczęliśmy odczuwać tak naprawdę dopiero w ostatnich kilku latach.

AOL: Rynek funduszy się ucywilizował?

Tak uważam. Dowodem na to jest fakt, że pieniądze od inwestorów detalicznych trafiają do funduszy za pośrednictwem wielu kanałów dystrybucji –systemów transakcyjnych online, supermarketów funduszy, oddziałów wirtualnych czy stacjonarnych, banków i towarzystw ubezpieczeniowych. Poszerza się też wachlarz wybieranych przez klientów produktów opartych na funduszach – od klasycznych funduszy, poprzez różnego rodzaju portfele modelowe, do programów oszczędnościowych i emerytalnych. Dużo bardziej rozwinięty jest rynek doradców finansowych. Ponadto klienci są ostrożniejsi. Może nie jest to wyłącznie zasługą postępu, ale również przykrych doświadczeń sprzed 10 lat.

AOL: O co w takim razie musi zadbać branża, żeby postęp trwał?

RR: Powinniśmy skupić swoje działania na tym, żeby wydłużyć horyzont inwestycyjny klienta detalicznego. Pomimo tego, że mamy w Polsce bardzo dobre rozwiązania IKE i IKZE, to niewiele osób z nich korzysta. Szkoda, bo właśnie one są najlepszym sposobem, żeby mentalnie uciec od tej krótkoterminowości. Uciec od codziennego czy nawet comiesięcznego sprawdzania wyników inwestycyjnych. Bo w większości przypadków to takie zachowania sprawiają, że klienci wycofują środki z funduszy i przenoszą je na depozyt. To pułapka myślowa. Niestety takiej świadomości jeszcze u nas nie ma.

Rozmawiał Wojciech Kiermacz

Ryszard Rusak - Ukończył Wydział Zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim. Posiada licencję doradcy inwestycyjnego nr 123. Przygodę z giełdą zaczął w 1993 roku od inwestycji w akcje kilku dostępnych wtedy spółek. Pierwszą pracę związaną z rynkiem kapitałowym podjął podczas studiów w 1994 roku jako makler w DM Penetrator. Po kilku miesiącach przeszedł do biura maklerskiego Banku Gdańskiego. W latach 1998 - 1999 pracował w Pionie Zarządzania Aktywami domu maklerskiego BIG BG jako doradca inwestycyjny, a następnie na stanowisku dyrektora ds. inwestycyjnych. W Union Investment TFI od 2000 r. W 2005 r. objął stanowisko dyrektora inwestycyjnego odpowiedzialnego za fundusze akcyjne.

TAGI:

Ryszard RusakUnion Investment TFIwywiad

Bądź na bieżąco

Dołącz do 14 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

Zobacz także:

Popularne

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę