Fundusznie opublikowałjeszcze strukturyaktywów9 copyikonaikonacheckrxFill 1filmIconinfografikaIconwywiadIconGroup 2!!whitesvg/lupaWhitewhitesvg/megafonWhiteGroup 3Page 1GroupGrouplocationcheckBigKontaktGroup 4Fill 1Group 2GroupDO GÓRYWfGroup 8iGroup 3rvxGroup 9

Reklama

Millennium TFI zaprasza na Temat Tygodnia:

Fundusze indeksowe w Millennium TFI

KupFundusz.pl

Odkryj naszą platformę do inwestowania w fundusze. Bez opłat manipulacyjnych!

Content 700x200
Content 300x250

Reklama

Notowania - Fundusze Inwestycyjne Otwarte Porównywarka funduszy i ETF-ów

To nie jest powtórka z lat 70. Obecny szok naftowy uderza inaczej

Znów ropa wróciła na czołówki serwisów ekonomicznych (I nie tylko ekonomicznych). Znów źródłem niepokoju jest Bliski Wschód. I znów pojawia się pytanie, czy świat stoi u progu stagflacji. Analogii do lat 70. nie brakuje, ale dzisiejszy szok naftowy trafia w zupełnie inną gospodarkę niż pół wieku temu.

Samo skojarzenie jest zrozumiałe. W latach 70. kryzysy naftowe stały się symbolem epoki drożyzny, spowolnienia gospodarczego i bezradności państw wobec geopolityki. Dziś znów widać podobny mechanizm: napięcia na Bliskim Wschodzie natychmiast przekładają się na ceny ropy, a potem na koszty transportu, paliw i inflację.

Tyle że współczesny świat nie jest już światem zbudowanym na ropie naftowej w takim stopniu jak wtedy. I to jest najważniejsza różnica.

W latach 70. ropa była centrum gospodarki

Pięćdziesiąt lat temu ropa nie była po prostu jednym z ważnych surowców. Była osią całego systemu gospodarczego.

W 1973 roku odpowiadała za 46,2% światowej podaży energii. Węgiel miał 24,7%, gaz ziemny 16,1%, biomasa i odpady 10,2%, hydroenergetyka 1,8%, a atom zaledwie 0,9%.

To oznaczało jedno: kiedy ropa drożała albo gdy pojawiały się problemy z dostawami, wstrząs przechodził przez niemal całą gospodarkę. Uderzał jednocześnie w przemysł, transport, produkcję energii i ceny konsumenckie.

W takim świecie szok naftowy nie był tylko problemem rynku paliw. Był problemem całego modelu wzrostu.

Dziś miks energetyczny wygląda inaczej

Obecnie udział ropy w światowym bilansie energii jest wyraźnie niższy. Według najnowszych danych IEA ropa i produkty ropopochodne odpowiadają za około 30% globalnej podaży energii. Węgiel to około 28%, a gaz ziemny urósł do około jednej czwartej systemu.

Znacznie większą rolę niż w latach 70. odgrywają też atom i źródła odnawialne. Jeszcze mocniej widać to w elektroenergetyce. W globalnej produkcji prądu ropa ma dziś marginalne znaczenie, sięgające zaledwie około 2%. Dominują węgiel, gaz i coraz szybciej rosnące OZE.

 

Reklama

 

To zasadnicza zmiana. W latach 70. ropa była paliwem niemal do wszystkiego. Dziś została w dużej mierze wypchnięta z produkcji energii elektrycznej i jest znacznie bardziej skoncentrowana w transporcie, lotnictwie, petrochemii i części przemysłu.

Innymi słowy: wciąż jest ważna, ale nie trzyma już całej gospodarki za gardło tak mocno jak kiedyś.

Dzisiejsza gospodarka jest mniej „naftochłonna”

Zmienił się nie tylko miks energetyczny, ale też sama konstrukcja wzrostu gospodarczego.

Świat produkuje dziś więcej wartości, zużywając relatywnie mniej ropy niż pół wieku temu. Gospodarki są bardziej efektywne energetycznie, bardziej usługowe i bardziej technologiczne. To sprawia, że wzrost cen ropy nadal boli, ale nie musi automatycznie prowadzić do scenariusza znanego z lat 70.

Wtedy podwyżka cen surowca działała jak uderzenie w fundamenty. Dziś częściej przypomina silny kosztowy wstrząs, który osłabia wzrost i podbija inflację, ale niekoniecznie wywraca cały system.

Inny jest także rynek ropy

W latach 70. świat był znacznie bardziej uzależniony od dostaw z Bliskiego Wschodu. Dziś rynek jest bardziej zdywersyfikowany. Znaczenie mają nie tylko producenci z Zatoki Perskiej, ale też Stany Zjednoczone, Kanada, Brazylia, Norwegia

Do tego dochodzą rezerwy strategiczne, których skala jest nieporównywalna z realiami sprzed pół wieku. Po doświadczeniach lat 70. państwa zbudowały instytucjonalne bezpieczniki, które mają łagodzić skutki zakłóceń w podaży.

To nie oznacza, że ryzyko zniknęło. Oznacza jedynie, że system ma dziś więcej amortyzatorów.

Inflacja też działa inaczej niż kiedyś

Największy lęk związany z ropą zawsze dotyczy nie samego surowca, lecz tego, co dzieje się potem. Czy droższa energia uruchomi spiralę cen i płac? Czy banki centralne stracą kontrolę? Czy wróci stagflacja?

Tu również różnica względem lat 70. jest zasadnicza.

W tamtej dekadzie gospodarki były znacznie bardziej podatne na utrwalanie inflacji. Płace częściej rosły automatycznie wraz z cenami, oczekiwania inflacyjne były słabiej zakotwiczone, a banki centralne nie miały jeszcze takiej wiarygodności jak dziś.

Współczesny szok naftowy nadal może podbić inflację, ale trudniej mu przełożyć się na wieloletnią spiralę cenowo-płacową. Dzisiejsze banki centralne reagują szybciej, a gospodarki są mniej uzależnione od jednego surowca.

Przykładem tego jak obecnie funkcjonuje gospodarka jest szok inflacyjny który spowodowały lockdowny. Uporanie się z najbardziej gwałtownym wzrostem cen zajęło rok.

CPI USA

W USA inflacja nie została sprowadzona do celu, ale wpływ na to miały działania Trumpa. Jednak już po roku sytuacja była zupełnie inna niż w szczycie inflacji. Obecny szok jest znacznie mniejszy niż ten po lockdownach. Więc normalizacja cen tez powinna być szybsza, a sam wzrost inflacji mniejszy.

To ten sam lęk, ale inna epoka

Dlatego obecny szok naftowy przypomina lata 70. przede wszystkim politycznie i psychologicznie. Źródło zagrożenia jest podobne: geopolityka, Bliski Wschód i strach przed ograniczeniem dostaw.

Jednak gospodarczo sytuacja wygląda inaczej. Świat jest mniej naftochłonny, bardziej zdywersyfikowany energetycznie, lepiej zabezpieczony i mniej podatny na spiralę inflacyjną.

 

Zapisz się na Newsletter
Bądźmy w kontakcie! Prosto na Twojego maila będziemy wysyłać skrót najważniejszych informacji ze świata finansów, powiadomienia o nowościach rynkowych, najnowsze oceny i raporty oraz codzienne notowania wybranych przez Ciebie funduszy inwestycyjnych.
Newsletter

 

To nie znaczy, że problem jest mały. Droższa ropa wciąż oznacza wyższe koszty dla firm, presję na ceny paliw, gorsze nastroje konsumentów i słabszy wzrost. Ale bardziej prawdopodobny wydaje się dziś scenariusz spowolnienia i podbitej inflacji niż pełnowymiarowa powtórka stagflacji z lat 70.

Najkrócej mówiąc: echo tamtego kryzysu słychać wyraźnie, ale świat, który je słyszy, jest już zupełnie inny.

Dla rynków obligacji oznacza to, że najprawdopodobniej po okresie wzrostu rentowności rynek się ustabilizuje, a w miarę spadku cen ropy naftowej obniżą się oczekiwania inflacyjne, a to przełoży się na spadki rentowności obligacji. To oznacza, ze nawet jeżeli ceny obligacji jeszcze spadną, to przy braku długoterminowej stagflacji, w perspektywie roku czy dwóch ich notowania odrobią straty. Obecny szok to nie jest początek kryzysu porównywalnego z tym z lat 70.

Tylko u nas

07.04.2026

To nie jest powtórka z lat 70. Obecny szok naftowy uderza inaczej

Źródło: ktsdesign / Shutterstock.com

Napisz komentarz

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Przejdź do logowania

Wszystkie komentarze (0)

Polecamy

Jak rozliczyć podatek z funduszy inwestycyjnych
Reklama
Ranking funduszy inwestycyjnych kwiecień 2026
Reklama
Dbamy o twoją prywatność
Strona Analizy.pl używa plików cookies i przetwarza dane w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu i poprawy jakości świadczonych usług oraz w celach analitycznych, statystycznych i marketingowych. Szanujemy Twoją prywatność, dlatego używamy plików cookies tylko za Twoją zgodą. Wybierz Ustawienia, aby zapoznać się ze szczegółami i zarządzać opcjami. Możesz dostosować swoje preferencje w każdym momencie na stronie Ustawienia prywatności. Aby uzyskać więcej informacji zapoznaj się z naszą Polityką prywatności.

Rozdzielczość Twojego urządzenia jest zbyt niska.
Obróć ekran lub powiększ okno przeglądarki.