MF boi się odpływu kapitału i szykuje ograniczenia w OKI. Co na to eksperci? [komentarze]
W Ministerstwie Finansów dojrzewa obawa, że OKI – zamiast przyciągnąć pieniądze Polaków na krajowy rynek kapitałowy – mogą stać się narzędziem masowego transferu oszczędności za granicę – donosi "Puls Biznesu". W efekcie rozważane są nowe limity. Pytamy ekspertów, co sądzą o tym pomyśle.
W pierwotnych założeniach OKI pozwalały inwestować do 100 tys. zł bez żadnego podatku, przy czym tylko 25 tys. zł mogło trafić na lokaty lub obligacje oszczędnościowe. Resztę środków należałoby ulokować w akcjach, ETF-ach, czy funduszach. Sęk w tym, że nic nie ograniczało inwestorów do GPW. Ministerstwo Finansów zdało sobie sprawę, że większość nowych pieniędzy mogłaby popłynąć na amerykańskie big techy i globalne ETF-y, zamiast wspierać polskie spółki i warszawską giełdę.
Stąd przez maklerskie OKI, jak dowiedział się "Puls Biznesu", możliwa byłaby wyłącznie inwestycja na GPW. W przypadku OKI prowadzonych przez TFI ograniczenia miałyby objąć fundusze, które więcej niż 30 proc. aktywów lokują poza Polską. W praktyce więc oznaczałoby to wykluczenie większości globalnych strategii i mocne zawężenie możliwości dywersyfikacji. Niejasne pozostaje, jak MF zamierza liczyć zmienne w czasie zaangażowanie zagraniczne.
Prace nad ustawą trwają i projekt ma się pojawić "lada dzień". Zapytaliśmy, co o nowym pomyśle sądzą eksperci.
- Pomysł rozumiemy w kontekście chęci wzmacniania lokalnego rynku, natomiast uważamy, że to kierunek chybiony. Zamiast stwarzać sztuczny popyt regulacyjny, należy podjąć działania faktycznie podnoszące atrakcyjność polskiego rynku kapitałowego – przede wszystkim w zakresie corporate governance spółek Skarbu Państwa, jakości komunikacji z inwestorami oraz przyciągania nowych emitentów. Giełda wciąż bardzo słabo odzwierciedla strukturę polskiej gospodarki, a to jest realną barierą rozwoju. Co istotne, WIG w ujęciu 5-letnim zachowuje się lepiej niż amerykańskie indeksy, co pokazuje, że rynek nie wymaga sztucznych protez, tylko realnych reform. Ograniczenia inwestycyjne w OKI wprowadzają zbędną komplikację i mogą obniżać zaufanie obywateli do całego programu - ocenia Filip Nowicki, prezes SUPERFUND TFI.
Wtóruje mu Marcin Materna z BM Banku Millenium. - To nie jest pomysł korzystny dla inwestora. Ogranicza globalną dywersyfikację, a to jest ważne, gdy większość aktywów finansowych polskich inwestorów jest uzależniona od koniunktury w Polsce - ocenia Marcin Materna, dyrektor departamentu analiz w BM Banku Millennium. - Teoria inwestowania mówi, że dywersyfikacja geograficzna zwiększa stopę zwrotu i ogranicza ryzyko – i tego pozbawieni będą inwestorzy – zauważa. - Tego typu pomysły nie budują zaufania do produktu. Inwestorzy od razu dochodzą do wniosku – "i znów coś kombinują, nie było o tym mowy wcześniej", z którego już tylko krótka droga do powszechnego od kilkunastu lat "i tak nam wszystko zabiorą czy dodatkowo opodatkują", więc raczej zrezygnowałbym z tego pomysłu. I tak większość aktywów w OKI będzie ulokowana w polskie aktywa (głównie dług). To niepotrzebna komplikacja systemu, która realnie nie przyniesie i tak dużych korzyści, biorąc pod uwagę realne prognozy kształtu portfeli oszczędzających w OKI – dodaje.
Reklama
Z punktu widzenia GPW pomysł może wydawać się korzystny, ale Marcin Materna jest daleki od hurraoptymizmu. – Ewentualny wzrost cen akcji na GPW z tym związany będzie wykorzystany przez zagranicznych inwestorów do redukcji zaangażowania w Polsce (bo będziemy rynkiem droższym niż inne). Nie za bardzo rozumiem też ideę zmuszania do zakupów np. akcji KGHM czy PKN, a nie spółek zagranicznych z tych sektorów – często lepszych i tańszych niż polskie odpowiedniki. Pamiętajmy też, że limit jest jakby jednorazowy – powyżej 100 tys. PLN opłacalność OKI nie jest już tak atrakcyjna, jak zwykłych rachunków dla statystycznego inwestora. Po pierwszym etapie, gdzie i tak najprawdopodobniej inwestorzy przełożą pieniądze z posiadanych inwestycji czy lokat na OKI, wpływ będzie już niewielki – wskazuje Marcin Materna.
Minister Finansów w sierpniu podkreślał, że OKI mają być impulsem dla polskiej gospodarki, zwiększyć udział inwestycji i odciążyć rynek od nadmiernej dominacji depozytów. Andrzej Domański liczył, że w 3 lata na OKI trafi 60-100 mld zł i że środki te pomogą zwiększyć kapitalizację GPW, dziś równą zaledwie 22 proc. PKB przy średniej unijnej 63 proc.
- Pozytywnie oceniamy samą ideę wspierania lokalnego rynku kapitałowego – szczególnie wtedy, gdy odbywa się to poprzez zachęty podatkowe czy regulacyjne, a nie twarde zakazy. Silny rynek krajowy jest ważny dla całej gospodarki. Natomiast w przypadku osobistych kont inwestycyjnych kluczowe są szczegóły konstrukcji takich limitów. Jeśli ograniczenia obejmą wyłącznie dostęp do zagranicznych giełd, ale nie do zagranicznych ekspozycji notowanych na GPW, to w naturalny sposób wzrośnie popyt na ETF-y z ekspozycją zagraniczną dostępne lokalnie. W efekcie pojawi się pewna niespójność regulacyjna – w TFI klient będzie miał limit np. 30 proc. ekspozycji zagranicznej, a przez GPW będzie mógł zbudować portfel w 100 proc. oparty o rynki zagraniczne. To pokazuje, że diabeł tkwi w szczegółach – zauważa Mateusz Mucha, zarządzający funduszami Beta ETF.
Jego zdaniem, wprowadzenie limitu na poziomie 30 proc. ekspozycji na globalne rynki wzrostowe można uznać za pewne wypaczenie idei długoterminowego inwestowania opartego na szerokiej dywersyfikacji. Jednocześnie zauważa, że OKI są tylko jednym z elementów całego ekosystemu długoterminowego oszczędzania, obok takich rozwiązań jak IKE, IKZE czy OIPE, gdzie dowolność doboru aktywów, bądź narzucone globalne rozwiązania (OIPE) powodują przeważenie globalnej ekspozycji.
- W tym szerszym kontekście globalna dywersyfikacja nadal zachowuje swoje kluczowe znaczenie – zauważa Mateusz Mucha. - Nie należy patrzeć na to rozwiązanie w sposób zero-jedynkowy. OKI od samego początku są projektowane jako element ekosystemu, który ma zawierać bodźce wspierające lokalny rynek kapitałowy, więc sam kierunek nie jest zaskoczeniem. Kluczowe jednak będzie zachowanie spójności regulacyjnej pomiędzy różnymi dostawcami – domami maklerskimi, TFI oraz bankami. Brak takiej spójności grozi arbitrażem regulacyjnym i chaosem produktowym, w którym realny poziom ekspozycji zagranicznej będzie zależał nie od założeń ustawodawcy, ale od kanału dystrybucji. Z punktu widzenia inwestora zbyt dalekie i niespójne ograniczenia mogą oznaczać większą koncentrację ryzyka i słabszy potencjał wyników w długim terminie, natomiast rozsądnie i jednolicie skonstruowane limity mogą pełnić funkcję uzupełniającą wobec pozostałych filarów systemu oszczędzania – dodaje.
Filip Nowicki z Superfund TFI wskazuje, że globalna dywersyfikacja jest istotnym elementem długoterminowego ograniczania ryzyka portfela, jednak samo ograniczenie nie wypacza fundamentalnej idei programu – umożliwienia regularnego i długoterminowego oszczędzania. Natomiast takie limity mogą wpływać negatywnie na postrzeganie OKI jako rozwiązania "zbyt sterowanego", co w praktyce zmniejsza zaufanie uczestników i ogranicza atrakcyjność programu.
- Główną konsekwencją będzie większa koncentracja ryzyka krajowego – zarówno rynkowego, jak i regulacyjnego. Choć w ostatnich latach polskie indeksy radzą sobie bardzo dobrze (po słabej dekadzie 2010-2020), a taka koncentracja może nawet chwilowo działać na korzyść wyników, to w dłuższym horyzoncie uzależnia efekty inwestycyjne od wahań nastrojów i cyklicznej kondycji lokalnego rynku – wskazuje Filip Nowicki. – Dla przeciętnego oszczędzającego kluczową kategorią pozostają fundusze dłużne – i w tym segmencie limit 30 proc. miałby ograniczoną praktyczną wagę. Znacznie większy wpływ dotyczyłby funduszy akcyjnych: strategie, które dziś inwestują głównie w Polsce, ale elastycznie korzystają z ekspozycji zagranicznej, musiałyby dostosować politykę inwestycyjną, aby zmieścić się w limicie. W praktyce oznacza to zmniejszenie zagranicznej części portfela do 30 proc., aby produkt kwalifikował się do OKI, co ograniczałoby możliwości zarządzających i redukowało faktyczną paletę dostępnych strategii – dodaje.
W podobnym tonie wypowiada się też Krzysztof Szachogłuchowicz, radca prawny i dyrektor departamentu rozwoju biznesu i produktów Generali Investments TFI. – Dywersyfikacja geograficzna jest jednym z kluczowych czynników mających bezpośrednie przełożenie na efektywne zarządzanie portfelem oraz mitygację ryzyka, dlatego też ograniczenie OKI głównie do krajowych aktywów w mojej ocenie nie wydaje się dobrym pomysłem. Z perspektywy inwestorów wykluczenie zagranicznych strategii może przekładać się bezpośrednio na wyniki ich inwestycji. Prawdą jest, że dziś inwestycje skoncentrowane na lokalnym rynku generują całkiem satysfakcjonujące stopy zwrotu, jednak w przypadku spowolnienia gospodarczego trzeba liczyć się z tym, że sytuacja może wyglądać zgoła odmiennie, a przecież OKI zgodnie z założeniami stanowić mają mechanizm wsparcia długoterminowego inwestowania. Jednym z powodów, który ma wpływ na popularność szwedzkiego ISK, na którym OKI mają być wzorowane, jest prostota tego rozwiązania. Tymczasem już sama informacja o tym, że rozważne jest wprowadzenie ograniczenia dywersyfikacji geograficznej rodzi dalsze pytania, na które dziś trudno znaleźć odpowiedź - wskazuje. - Zgodnie z zapowiedziami projekt ustawy o OKI ma ujrzeć światło dzienne niebawem. Liczę na to, że finalne rozwiązanie wypracowane zostanie w dialogu z rynkiem, uwzględniając realne potrzebny inwestorów – dodaje Krzysztof Szachogłuchowicz.
[artykuł aktualizowany]
28.11.2025
Źródło: Analizy.pl /TVP Info/



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania