Rynek funduszy wyraźnie się konsoliduje. Zostaną ETF-y i produkty butikowe [WYWIAD]
14.04.2017 | Wojciech Kiermacz
Z Rafałem Dobrowolskim, zarządzającym funduszem Tar Heel Capital Globalnej Innowacji, pasjonatem nowych technologii, rozmawiały Analizy Online

Analizy Online (AOL): Ta kawa przed Panem jest prawdziwa?

Bądź na bieżąco

Dołącz do 14 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

Rafał Dobrowolski (RD): To znaczy?

AOL: Najtęższe umysły z Doliny Krzemowej z Elonem Muskiem na czele twierdzą, że prawie na pewno żyjemy już w wirtualnej rzeczywistości kontrolowanej przez sztuczną inteligencję.

RD: Myślę, że jednak jesteśmy tu i teraz (śmiech). Ale nad tematem sztucznej inteligencji trzeba się pochylić. To, co się dzieje w ostatnich latach to początek rewolucji. Prawo Moore’a ciągle działa – co dwa lata podwaja się ilość tranzystorów w mikroprocesorach. Dzięki temu moce obliczeniowe w skali globalnej stają się w bardzo szybkim tempie coraz tańsze. To jest też wsparte rozwojem chmury w firmach typu Amazon, Google i Microsoft. Świat naturalnie w kierunku tego typu rozwiązań będzie ewoluował. Coraz więcej pracy ludzkiej, nie tylko tej rutynowej, ale i kreatywnej, wymagającej osądu, będzie zastępowana przez sztuczną inteligencję. Moim zdaniem, jesteśmy dopiero na samym początku rozwoju tego trendu.

AOL: Jak to jest, że w myśl nauki akademickiej do wzrostu gospodarczego potrzebna jest inflacja, a przecież ceny wszelkiego rodzaju sprzętu technologicznego spadają w bardzo szybkim tempie?

RD: Dokładnie, takie firmy jak Apple czy Samsung nie mogłyby urosnąć do takich rozmiarów oferując coraz mocniejszy i innowacyjny sprzęt bez drastycznego spadku cen konkretnych rozwiązań. Przykładowo iPhone z dzisiejszymi parametrami parę lat temu byłby wart setki tysięcy dolarów. Cena jednego gigabajta pamięci spadła o ponad 90%, co umożliwia dalszy rozwój wielu branż poprzez generowanie, analizowanie oraz archiwizowanie przez świat coraz większej ilości danych.

AOL: Interesuje się Pan tematem nowych technologii tylko pod kątem inwestycyjnym, czy jednak w wolnym czasie gra Pan w Wiedźmina, zakłada Oculusy i wyjeżdża na weekend za miasto Teslą?

RD: Tesli nie posiadam. Wiedźmin też nie jest dobrym przykładem, bo faktycznie gram i od kiedy pamiętam grałem w gry, ale zdecydowanie więcej czasu poświęcam na strzelanki. Oculusa zdarzyło mi się również testować. Ale tak, tematem nowych technologii interesowałem się na długo przed tym jak zacząłem swoją karierę i tak jest nadal. Gdy już zacząłem zawodowo inwestować to naturalnie ciągnęło mnie do pomysłów inwestycyjnych związanych z internetem, grami komputerowymi czy nowymi kategoriami sprzętu. To, co robię na co dzień ogólnie bardzo mnie ciekawi.

AOL: Jest Pan już kolejnym zarządzającym, który zdecydował się na przejście z dużego towarzystwa do znacznie mniejszego podmiotu. W PKO TFI zarządzał Pan bardzo dużym pięciogwiazdkowym funduszem PKO Technologii i Innowacji Globalny. Nie szkoda Panu kariery w renomowanym TFI?

RD: Wiedziałem na co się piszę. Chciałem stworzyć coś swojego w ramach prywatnego biznesu. Z drugiej strony mówimy o PKO Technologii i Innowacji Globalny, że to fundusz bardzo dobry, pięciogwiazdkowy, ale tak jest dopiero od ostatnich dwóch, trzech lat. Wcześniej to był produkt, który miał aktywa bliskie zera, nikt się nim nie interesował, nikt nie wierzył i ja również nie wiedziałem, czy uda się z niego zbudować biznes, o którym teraz rozmawiamy. Stwierdziłem, że chcę jeszcze raz podjąć tego typu wyzwanie razem z Tar Heel Capital w formule prywatnej.   

AOL: Pana koledzy z branży wypowiadają się w podobnym tonie, ale gdzieś musi być wspólny mianownik. Takich transferów w takiej ilości nie obserwowaliśmy jeszcze kilka lat temu.

RD: To nie jest tylko polski trend. Na świecie też obserwujemy konsolidację, wyraźny podział na menedżerów dużych, na przykład zarządzających bardziej pasywnie i na tych kierujących produktami bardziej specjalistycznymi, butikowymi. Uważam, że jeżeli ktoś ma dobry pomysł zarówno na inwestowanie jak i na rozwój biznesowy takiego przedsięwzięcia i jednocześnie szuka wyzwania to własny fundusz wydaje się być naturalną drogą. Wspólny mianownik na pewno jest taki, że w takim funduszu inwestujemy swoje pieniądze i ludzi, których znamy, pod własnym nazwiskiem, bez rozproszonej odpowiedzialności. Niezależnie od specyfiki funduszu taki układ gwarantuje zbieżność interesów zarządzającego z inwestorami i jego motywację.

AOL: Według Pana ten trend będzie trwał na polskim rynku?

RD: Jeżeli chodzi o takie transfery myślę, że będzie spowalniał w kolejnych latach. Wynika to z zasobów ludzkich jakimi dysponuje ta branża. Po prostu większość z tych, którzy mogli przejść na swoje lub do prywatnych TFI już to zrobiła lub zrobi niedługo. Branża zarządzania aktywami w Polsce tak jak i na świecie się konsoliduje i napływ nowych osób jest mniejszy.

AOL: Na czym polega różnica w zarządzaniu funduszem PKO Technologii i Innowacji Globalny a Tar Heel Capital Globalnej Innowacji? Pierwszy z nich to przecież kolos z prawie miliardem złotych aktywów. Drugi to produkt skierowany do konkretnego klienta siłą rzeczy znacznie mniejszy.

RD: Strategia pod kątem selekcji to jest po prostu kontynuacja tego, co robiłem w PKO Technologii i Innowacji Globalnym. Główna różnica, która jednak nie wynika z wielkości aktywów, to fakt, że mój nowy fundusz jest w części zabezpieczony przed ryzykiem rynkowym. Ma więc oferować ekspozycje na innowacyjne firmy, przy zabezpieczeniu części ryzyka wynikającego z tego, że są one notowane i sentyment na rynkach akcji również wyjaśnia pewien poziom zmienności ich kursów. Oczywiście, w bardzo dużym funduszu pojawia się niekiedy problem z zakupem spółki względnie mniejszej, tak żeby nie przekroczyć progu 5% w akcjonariacie lub problem płynności. Tu tego nie przewiduję. Na dziś w funduszu jest ok. 80 mln zł, a inwestuję w małe i średnie podmioty z giełd zachodnich, gdzie „mały” oznacza kilkaset milionów dolarów kapitalizacji.

AOL: Co z polskimi spółkami?

RD: W tym momencie w portfelu nie ma żadnej i założenie jest takie, żeby ich nie było albo pojawiały się sporadycznie, ale tylko wtedy gdy spełnią restrykcyjne kryteria selekcji.

AOL: Pytam, bo niektórzy zarządzający funduszami autorskimi, z którymi rozmawialiśmy, są zdania, że polscy menedżerowie nie mogą realnie konkurować z zagranicznymi. Nie czują specyfiki rynku, nie znają uwarunkowań lokalnych patrząc z perspektywy Warszawy. Pan może powiedzieć o sobie, że taką wiedzę posiada?

RD: Moja sytuacja jest inna, ale rozumiem to podejście. Większość zarządzających w Polsce specjalizuje się w spółkach notowanych na GPW, a analiza podmiotów zagranicznych to może kilkanaście procent ich czasu. U mnie przez kilka ostatnich lat proporcja była dokładnie odwrotna. Wiele z tych spółek zagranicznych, które z naszej perspektywy są bardzo płynne, na rynkach zachodnich uchodzą za maluchy i ich pokrycie analizami, rekomendacjami wcale nie jest takie duże jakby się mogło wydawać. Po prostu często są one pomijane przez zagranicznych menedżerów. To stwarza szansę na znalezienie wielu niedowartościowanych spółek, które grają marginalną rolę w zagranicznych funduszach inwestycyjnych, ale z perspektywy mniejszego, polskiego funduszu są atrakcyjne i bardzo płynne. Z drugiej strony podobnie jak wiele polskich firm, również zagraniczne są otwarte na współpracę i komunikację z inwestorami, więc dostęp do przedstawicieli tych spółek nie jest dla mnie problemem.

AOL: Jak Pan dobiera spółki?

RD: Przez lata musiałem wypracować swoją higienę pracy i to się dalej zmienia. W teorii w moim spektrum inwestycyjnym są tysiące spółek z różnych giełd. Punktem wyjścia jednak są dla mnie przede wszystkim leady, czyli np. jakaś ciekawa wiadomość na temat danej spółki, która pojawiła się w mediach branżowych lub społecznościowych. Lub też potencjalne cele akwizycyjne – szukam firm i branż, na które ostrzą sobie zęby inne duże spółki lub są ich ważnymi dostawcami lub partnerami Przez lata zbudowałem sobie też sieć kontaktów zarówno po stronie spółek, jak i wśród kolegów i koleżanek z branży lub sektorów, w które inwestowałem bądź inwestuję. Wymiana doświadczeń bardzo pomaga. Firmy, które dobieram mają mieć szansę na znaczący wzrost zysków i przychodów w przyszłości. Jednocześnie mają już działający biznes i aktywa, które stanowią oparcie dla ceny akcji oraz wysokie bariery wejścia wynikające z innowacji lub innych przewag konkurencyjnych.

AOL: Czy fundusze autorskie i inne zarządzane aktywnie mogą w długim terminie faktycznie rywalizować z niskokosztowymi funduszami pasywnymi?

RD: Na pewno jest miejsce i na jedne i na drugie. Ciężej na rynku będą miały rozwiązania stojące gdzieś pomiędzy. Chodzi mi o te fundusze, których portfele są w niewielkim stopniu zarządzane aktywnie, są względnie blisko jakiegoś indeksu, a do tego mają wysokie koszty. Z prostych obserwacji wynika, że ta mała część aktywna musi być ekstremalnie trafna, żeby zarobić na różnicę kosztową, a w przypadku pojawienia się tańszych odpowiedników wywierana jest presja. Popyt na takie przyklejone do benchmarku produkty będzie moim zdaniem raczej coraz bardziej ograniczony. 

Rozmawiał Wojciech Kiermacz

TAGI:

fundusze akcji zagranicznych sektora technologicznegoRafał Dobrowolskiwywiad

Popularne


zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę