Spadki na giełdzie? Zachowaj spokój
Katarzyna Czupa
Źródło: everest/shutterstock.com
Ostatnie wydarzenia na rynku akcji mogą skłaniać do nerwowych ruchów i wycofywania środków. W sytuacji wzrostu zmienności warto jednak pozostać cierpliwym

Mijający tydzień nie był dla inwestorów najłatwiejszy. Po przeszło 12 miesiącach systematycznych wzrostów, na rynkach zagościła korekta, i to dość silna. W poniedziałek wartość indeksu S&P500 spadła o -4,2%, a w czwartek o -3,8% (licząc w cenach zamknięcia). Obecnie znajduje się on na najniższym poziomie od listopada ub. r. Na polskiej giełdzie też było dość nerwowo – we wspomnianych okresach indeks WIG spadł o odpowiednio -3,4% i -1,1%, niwelując całość styczniowych wzrostów.
 
Skutki giełdowej zawieruchy odczuli też klienci funduszy. W takiej sytuacji dość naturalnym odruchem może wydawać się wycofanie z inwestycji. Obserwując giełdowe spadki chcemy uchronić wartość kapitału ulokowanego w aktywa, których cena spada. Taką decyzję jesteśmy skłonni podjąć zwłaszcza gdy indeksy znajdują się na historycznych poziomach i coraz częściej pojawiają się rozważania na temat zmiany sentymentu rynkowego.
 
Wycofanie środków w sytuacji spadku wartości inwestycji, szczególnie pod wpływem emocji, to jednak nie najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze dlatego, że zmniejszamy dotychczas wypracowaną stopę zwrotu. Po drugie wycofując się z inwestycji w czasie spadków nie mamy szansy skorzystać z giełdowego odbicia. Wiele wskazuje na to, że obecnie nie mamy do czynienia z krachem, lecz korektą. A po okresowych spadkach ceny aktywów zazwyczaj rosną. Pokazują to choćby dane zebrane przez Schroders. Jego przedstawiciele przyjrzeli się zachowaniu indeksu S&P500 w ciągu minionych 30 lat i wyszczególnili dziesięć sesji, w których spadki były największe. Jak wskazuje Schroders, w ośmiu na dziesięć przypadków w ciągu kolejnych 12 miesięcy indeks nie tylko zyskał, ale jego wzrost przyjmował wysokie dwucyfrowe wartości. Ponadto, w ciągu pięciu lat od spadków we wszystkich dziesięciu przypadkach wartość indeksu wzrosła (w niektórych przypadkach o ponad 100%).
 

By skorzystać z odbicia często nie trzeba czekać ani roku, ani tym bardziej pięciu lat. Dobrze pokazuje to indeks WIG. W połowie października ub.r. jego wartość (według cena zamknięcia) sięgnęła historycznego poziomu 65 733 pkt., a przez kilka kolejnych tygodni inwestorzy musieli zmagać się z giełdową huśtawką nastrojów. W tej sytuacji cierpliwość okazała się najlepszym podejściem – na początku stycznia indeks przebił październikowy rekord, a w połowie miesiąca ustanowił nowe maksimum.
 
Część osób nie wytrzymuje jednak giełdowej huśtawki – rezygnuje z lokowania środków na rynku akcji wybierając bezpieczniejsze aktywa, np. fundusze dłużne, czy gotówkowe i pieniężne. Warto jednak pamiętać o tym, że produkty te oferują niższą stopę zwrotu niż rozwiązania inwestujące w papiery udziałowe. W efekcie czas odrabiania straty (lub powrót do poziomu sprzed spadków) będzie dłuższy. Dla przykładu by odrobić spadek indeksu S&P500 fundusz musi wypracować wynik w wysokości blisko +4,4%. W styczniu NN (L) Obligacyjny Globalnej Alokacji (NN SFIO), najbardziej zyskowny fundusz dłużny globalny zagraniczny, zarobił +1,5%. Zatem by inwestycja osiągnęła poziom sprzed spadku trzeba blisko trzech miesięcy (pod warunkiem, że stopa zwrotu funduszu nie uległaby zmianie). Jeśli chodzi o fundusze o najniższym ryzyku, czyli gotówkowe i pieniężne, okres oczekiwania może być jeszcze dłuższy. W styczniu produkty te zarobiły średnio +0,3%, a stopa zwrotu najbardziej zyskownego z nich – KBC Gamma (KBC Biznes SFIO) – wyniosła +0,5%. By odrobić straty potrzeba więc aż 8-14 miesięcy.

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

Katarzyna Czupa
Analizy Online

TAGI:

fundusze akcjifundusze dłużnefundusze gotówkowe i pieniężne PLN uniwersalneS&P500

popularne porady

w co inwestować

Copyright © Analizy Online S.A. 2018

↑ na górę