Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Nawet bezpieczna przystań bywa niebezpieczna

19.03.2020 | Roman Przasnyski
Po raz drugi w ciągu ostatnich kilkunastu lat mamy do czynienia z sytuacją, w której determinacja inwestorów każe porzucić im nawet tradycyjne bezpieczne aktywa. W okresach silnych turbulencji najbardziej pożądana jest gotówka. Taki stan jednak zwykle szybko mija.

O tym, że sytuacja jest nadzwyczajna, nie trzeba nikogo przekonywać. Trudno uznać za przesadne opinie, że świat będzie musiał zmierzyć się z kryzysem najpoważniejszym od czasów Wielkiej Recesji, a rozwiązanie już widocznych i spodziewanych problemów będzie znacznie bardziej złożone niż wówczas. Do tego dochodzi niepewność, wynikająca ze specyficznego charakteru obecnej sytuacji.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Złoto, amerykańskie 10-latki

Nic więc dziwnego, że w takich warunkach mamy do czynienia z rzadko spotykaną skalą załamania na rynkach finansowych. Wystarczy wskazać, że od historycznych szczytów, ustanowionych w okolicach 19 lutego, czyli mniej więcej w ciągu miesiąca, Dow Jones tąpnął o prawie 32 proc., S&P500 spadł o 29 proc., niemiecki DAX stracił niemal 39 proc. i tyle samo w dół poszedł nasz WIG20. Tak mocne reakcje giełd można tłumaczyć zarówno względami fundamentalnymi oraz niepewnością co do przyszłej koniunktury, a tym samym wyników finansowych firm, jak również emocjami oraz chęcią uwolnienia kapitału z posiadanych inwestycji w akcje.

Podobnie wygląda sytuacja na rynku surowców, gdzie akcent pada na kwestie związane z załamaniem koniunktury w globalnej gospodarce. Notowania ropy naftowej, dodatkowo będące pod wpływem wojny cenowej między Arabią Saudyjską a Rosją, ze Stanami Zjednoczonymi w tle, runęły o ponad 60 proc., osiągając poziom najniższy od prawie 17 lat. Ceny miedzi poszły w dół o ponad 25 proc., schodząc najniżej od prawie czterech lat. O skali zmian w postrzeganiu perspektyw koniunktury i nastawienia inwestorów świadczyć może także przekraczające w ciągu niespełna trzech tygodni 45 proc. tąpnięcie notowań palladu, którego rajd do niedawna wydawał się nie do powstrzymania.

Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na niestandardowe w ostatnich tygodniach tendencje na rynku tzw. bezpiecznych przystani, czyli aktywów, które zwykle cieszą się zwiększoną popularnością inwestorów w niespokojnych czasach. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był niespodziewany i silny, przekraczający 4 proc., spadek notowań złota 28 lutego. Kruszec odzyskał status bezpiecznej przystani już pod koniec 2018 r., gdy zaczęły pojawiać się obawy przed spowolnieniem w globalnej gospodarce i recesją w Stanach Zjednoczonych. Od tego czasu jego notowania zwyżkowały o prawie 43 proc. Po wybuchu epidemii koronawirusa obawy te jeszcze bardziej się nasiliły, a perspektywa recesji na skalę globalną stała niemal pewna. Po incydencie z końca lutego cena złota ponownie poszła mocno w górę, docierając w okolice 1700 dolarów za uncję, a więc do poziomu najwyższego od ponad siedmiu lat. Od szczytu z 9 marca złoto potaniało jednak już o niemal 11 proc., a momentami spadek przekraczał 13 proc.

Jeszcze bardziej nietypowe reakcje mamy okazję obserwować na rynku długu. Choć część analityków i uczestników rynku spodziewała się poluzowania polityki pieniężnej przez Fed, to jednak obniżka stóp procentowych o 0,5 punktu procentowego dokonana w pierwszych dniach marca, czyli dwa tygodnie przed planowym posiedzeniem, stanowiła pewne zaskoczenie.

Początkowo, zgodnie z logiką, rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych zniżkowała do 0,4 proc., czyli do poziomu nie notowanego nigdy wcześniej w historii i trudnego do wyobrażenia jeszcze kilka tygodni wcześniej. Można było powiedzieć, że kolejna, niezawodna bezpieczna przystań spełniła swoją rolę i zaabsorbowała spanikowany kapitał. Jednak już 9 marca nastąpił jeszcze bardziej nieoczekiwany zwrot i rentowność papierów dynamicznie poszła w górę, w ciągu kilku dni przekraczając 1,2 proc., co wskazuje że i z tej bezpiecznej przystani inwestorzy postanowili w panice się ewakuować (wzrost rentowności to efekt spadku cen, świadczącego o wyprzedaży obligacji). I to mimo kolejnych radykalnych kroków Rezerwy Federalnej, która obniżyła stopy procentowe do zera i wznowiła ilościowe luzowanie polityki pieniężnej na dużą skalę.

Wniosek jest tylko jeden. Obawy i niepewność stały się tak poważne, że inwestorzy uznali, iż jedynie posiadanie gotówki daje im względne poczucie bezpieczeństwa. Z podobną sytuacją poprzednio mieliśmy do czynienia w drugiej połowie 2008 r., w czasie największego nasilenia paniki związanego z globalnym kryzysem finansowym. Wówczas także mocno taniało złoto, a nieco później dynamicznie rosła rentowność obligacji. W obu przypadkach dynamika zmian nie była jednak aż tak dramatyczna, a tendencje te okazały się niezbyt trwałe. Można więc spodziewać się, że i tym razem sytuacja niebawem wróci do „normy” i bezpieczne przystanie znów staną się bezpieczne, a ich popularność zmniejszy się wraz z poprawą perspektyw w gospodarce.

TAGI:

obligacje skarbowezłoto

zobacz także

↑ na górę