Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Obligacje na potrójnym gazie

20.02.2020 | Roman Przasnyski
Źródło: Shutterstock.com
Ceny obligacji skarbowych niemal wszystkich krajów rosną, spychając ich rentowność w dół.

Za tym zjawiskiem stoją trzy powiązane ze sobą przyczyny: obawy o perspektywy globalnej gospodarki, nadzieje na luzowanie polityki pieniężnej i ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

rentowność


Po trwających od sierpnia do końca 2019 r. spadkach cen obligacji skarbowych, pierwsze tygodnie obecnego roku przynoszą zdecydowane odwrócenie tej tendencji. Notowania papierów dłużnych niemal wszystkich krajów idą w górę. W wyniku tego zjawiska, rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich obniżyła się od ostatniego dnia ubiegłego roku z prawie 1,92% do 1,5% na koniec stycznia 2020 r. Tak duży, największy od lipca i sierpnia ubiegłego roku spadek, nijak się ma do dobrej kondycji i perspektyw gospodarki Stanów Zjednoczonych. O niedawnych obawach o recesję wszyscy już zapomnieli, choć w styczniu po raz drugi w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ponownie pojawił się złowrogi sygnał w postaci odwrócenia krzywej rentowności. Argumenty za spadkiem rentowności mogą być więc dwa. Pierwszy to rachuby dotyczące dalszego luzowania polityki pieniężnej przez Fed, choćby z powodu prawdopodobnych konsekwencji epidemii koronawirusa, a drugi to ucieczka kapitału do bezpiecznej przystani, jaką są właśnie amerykańskie obligacje skarbowe. Tę drugą tezę potwierdza też umocnienie się dolara, którego indeks zwyżkuje od połowy grudnia ubiegłego roku.

W kontekście ucieczki od ryzyka nieco trudniej wyjaśnić wzrost cen obligacji na rynkach wschodzących, które przecież uznawane są za bardziej ryzykowne. Najsilniej zaś zniżkowała rentowność obligacji portugalskich, hiszpańskich greckich i włoskich, zaś spośród innych regionów, australijskich, malezyjskich, indonezyjskich i chińskich. W obu przypadkach interpretacja tego zjawiska też nie jest jednoznaczna. Obaw o kondycję gospodarek europejskich nie potwierdza bowiem rynek akcji. Indeks Stoxx Europe 600, syntetyzujący notowania spółek różnej wielkości i różnych branż z wielu krajów naszego kontynentu, utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie, podobnie zresztą jak indeksy na parkiecie nowojorskim. Jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska wydają się być działania banków centralnych oraz oczekiwania inwestorów co do kontynuacji luzowania przez nie polityki pieniężnej, co sprzyja zarówno wzrostom cen akcji, jak i obligacji. Skoro zaś pieniądz ma być tańszy i ma go być na rynku finansowym więcej, to jest oczywiste, że w pierwszej kolejności popłynie on na rynki aktywów, a nie do firm. Ten mechanizm mamy okazję obserwować od ponad dziesięciu lat. Pewien problem tylko w tym, że Europejski Bank Centralny ma już niewiele monetarnej amunicji do wykorzystania, ale amerykańska rezerwa federalna oraz Ludowy Bank Chin i banki centralne pozostałych państw azjatyckich mają jeszcze spore możliwości działania. Chińskie władze monetarne skwapliwie z nich korzystają, kilkukrotnie w ciągu ostatnich tygodni zwiększając ilość pieniądza na rynku i obniżające koszt jego pozyskania. Te ekspansywne działania mają w oczywisty sposób na celu ograniczenie negatywnych skutków epidemii na gospodarkę, choć jest już pewne, że dynamika chińskiego PKB spadnie zdecydowanie poniżej planowanych wcześniej 6%.

W obecnych okolicznościach można przypuszczać, że na dłuższą metę nie jest możliwe utrzymanie się sytuacji, w której jednocześnie w górę notowania akcji i obligacji. Jednocześnie nie sposób obecnie przewidywać, w przypadku której grupy aktywów nastąpi zmiana tendencji. Wszystko zależeć będzie od pierwszych wiarygodnych danych, dotyczących wpływu epidemii koronawirusa na globalną gospodarkę, a w szczególności na koniunkturę w Chinach, Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

TAGI:

hossarentowność

zobacz także

↑ na górę