Chilijski system emerytalny – wątpliwy wzór do naśladowania
08.05.2018 | Wojciech Kiermacz
Źródło: erlucho / shutterstock.com
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle – chciałoby się spytać analizując system emerytalny w Chile. Niejednokrotnie jest on podawany za wzór dla krajów rozwijających się, ale czy słusznie?

Ponad 60% Chilijczyków uważa, że AFP (odpowiednik OFE) powinny zostać zastąpione przez publiczny system emerytalny. W kraju regularnie organizowane są protesty, a na szyldach najczęściej napisane jest „No +AFP” (Nie dla AFP). Organizacja o takiej samej nazwie ma ponad 35 tys. obserwujących na Twitterze i 43 tys. lajków na Facebooku. Jej przedstawiciele zwracają uwagę między innymi na wysokość emerytur, która średnio nie przekracza minimalnego wynagrodzenia, brak konkurencji pomiędzy funduszami emerytalnymi oraz na ich powiązania z najbogatszymi biznesmenami w kraju. Wskazują, że w większości krajów OECD prywatne systemy emerytalne (a takim niemal w całości jest ten chilijski) stanowią jedynie uzupełnienie publicznego i w żadnym razie go nie zastępują[1].

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Kilka faktów i ciekawostek:


  • Ale jedna trzecia chilijskiej gospodarki to szara strefa, a kraj charakteryzuje się jednym z najwyższych wskaźników Giniego na świecie, za pomocą którego mierzy się nierównomierność rozkładu dochodu gospodarstw domowych,

  • Tylko około 65% pracowników odprowadza regularnie składki do „obowiązkowych” AFP,

  • Bogactwo Chile w dużej mierze opiera się na wydobyciu miedzi. Beneficjentami są zwłaszcza północne regiony kraju,

  • Aktywa zgromadzone w AFP na koniec grudnia ubiegłego roku wynosiły 210,5 mld dolarów. Dla porównania aktywa zgromadzone w OFE to ok. 48,5 mld dolarów.

Żeby zrozumieć, dlaczego system AFP (Administradoras de Fondos de Pensiones) wzbudza takie emocje wróćmy do lat 70. i 80. ubiegłego wieku, gdy władzę sprawował autorytarny rząd generała Augusto Pinocheta. Nie bez kozery Chile z tamtych czasów nazywa się „laboratorium neoliberalnych reform”. Masowa prywatyzacja (w latach 1974-92 sprywatyzowano ponad 500 firm[2]), czy redukcja regulacji sektora finansowego, to tylko niektóre z nich. Kolejną była reforma systemu emerytalnego przeprowadzona na początku lat 80. ubiegłego wieku

Reforma, w takim czy innym kształcie, była niezbędna patrząc na skutki kilkudziesięciu lat działania chaotycznego systemu repartycyjnego. Dość powiedzieć, że przed reformą funkcjonowała ponad setka różnych „reżimów” emerytalnych. Jedna grupa pracowników miała prawo odejść na emeryturę z bardzo wysokimi świadczeniami w wieku 42 lat, jeszcze inni w wieku 55 lat, a na przykład pracownicy fizyczni uzyskiwali prawo do świadczeń dopiero w wieku 65 lat. Z biegiem czasu taki system powodował coraz większe rozwarstwienie społeczne[3]

Pierwszy taki na świecie

Wojskowa junta z generałem Pinochetem na czele w końcu wzięła się za porządek w emeryturach. W 1980 roku uchwalona została ustawa, za pomocą której utworzono system indywidualnej kapitalizacji, zwany potocznie systemem AFP. Oprócz policji i wojska, które nie chciało ryzykować utraty przywilejów oraz osób, które rozpoczęły pracę przed reformą (ci mogli wybrać czy chcą uczestniczyć w nowym systemie), nowy twór całkowicie zastąpił to, co było. Pojawił się pierwszy na świecie w pełni kapitałowy system emerytalny, administrowany przez prywatne instytucje, w którym państwo pełniło tylko rolę nadzorcy[4].

Przez prawie 40 lat funkcjonowania systemu AFP pojawiło się w nim wiele większych i mniejszych zmian. Skupmy się jednak na tym, co jest teraz. Otóż wszyscy pracownicy są zobowiązani do inwestowania 10% wynagrodzenia brutto za pośrednictwem jednego z sześciu działających AFP. Uczestnicy mogą wybierać spośród pięciu poziomów ryzyka funduszu (A-E). W teorii składki są odprowadzane przez całą karierę zawodową, zaczynając od funduszy agresywnych (A-B), stopniowo przechodząc do najniższego poziomu ryzyka w momencie osiągnięcia wymaganego wieku emerytalnego, który dla mężczyzn wynosi 65, a dla kobiet 60 lat. Środki mogą wykorzystać do wykupu renty dożywotniej lub rozłożyć wypłatę zgromadzonej sumy na określoną liczbę lat[5]

Wysoki ranking i niskie emerytury

Chilijski system emerytalny został wysoko oceniony w corocznym raporcie Mercera, w którym zbadano 30 systemów na całym świecie. Zdobył 67,3 pkt. (na 100 możliwych). Wynik stawia Chile w tym samym rzędzie co kraje skandynawskie, Kanadę, czy Szwajcarię. Podkreślono, że system ma solidną strukturę i wiele mocnych stron, choć w pewnych miejscach można coś ulepszyć. Spośród trzech subindeksów składających się na końcowy ranking najwięcej punktów Chile zdobyło w kategorii „integralność”. Analitycy Mercera oceniają w nim m.in. efektywność działania planów emerytalnych, szczególnie prywatnych i poziomu ochrony ich uczestników przez państwo.

Sęk w tym, że większość Chilijczyków przyznałoby systemowi znacznie niższą ocenę. Wysokość świadczeń jest bowiem bardzo niska. Średnia miesięczna emerytura wynosiła w 2016 roku 315 dolarów, podczas gdy minimalne wynagrodzenie wynosiło 384 dolary. To wypadkowa kilku czynników – jednym z nich jest po prostu za niska składka odprowadzana do AFP. Wspomniane 10% wynagrodzenia brutto to dwa razy mniej na przykład w porównaniu z Polską, gdzie sięga ona 19,52% (przy czym w Chile całkowity ciężar składki spoczywa na pracownikach – pracodawca i państwo nie dokładają się do AFP). To jednak tylko część problemu. Z obowiązkowych AFP korzysta jedynie około 65% pracowników. Część pracuje w szarej strefie i ma niewielkie szanse na wyjście z niej, część maskuje swoje dochody, odprowadzając znacznie niższe składki i dzięki temu ma więcej „na rękę”, wreszcie wielu jest samozatrudnionych, a ci dopiero od 2014 roku zostali objęci obowiązkowym systemem emerytalnym. W efekcie wielu pracowników zwłaszcza z uboższej części społeczeństwa nie może liczyć na nic więcej niż głodowa emerytura. Alternatywy w postaci dodatkowych środków na emeryturę jest niewiele. W odpowiednikach polskich IKE czy IKZE zgromadzone jest tylko 5,8 mld dolarów – głównie przez tych, którzy mogą sobie na to pozwolić[6].

Frustracja Chilijczyków rośnie, gdy patrzą na branżę, w której działają AFP. Uwagę zwracają powiązania funduszy z największymi biznesmenami w kraju oraz niska konkurencja, która przez wielu nazywana jest wprost oligopolem. O ile w szczytowym momencie było ponad 20 AFP, o tyle teraz jest ich tylko sześć. Ponadto, z analizy wykonanej przez Williama Mahoneya, profesora Uniwersytetu w Massachusetts, wynika, że podobnie jak w całym kraju, również w aspekcie funduszy emerytalnych panuje duże rozwarstwienie. Większa konkurencja o klienta występuje w bogatszych regionach na północy i centrum Chile (większe nakłady na edukację i marketing). Na to wszystko nakładają się jeszcze względnie wysokie opłaty za zarządzanie, które nie idą w parze z aktywną polityką inwestycyjną.

Wnioski

Prawie cztery dekady funkcjonowania chilijskiego systemu emerytalnego pokazują jak ważny jest aspekt społeczny. W teorii model był dobry, w końcu implementowany był przez uczniów Miltona Friedmana (tzw. Chicago Boys). Mało tego, spełnił jeden z bardzo ważnych celów –  AFP miały bardzo pozytywny wkład w rozwój transformującej się gospodarki. W okresie siedmiu lat po reformie stopa oszczędności gospodarstw domowych wzrosła o 15 pkt. proc. Ponadto szacuje się, że w okresie 1980 – 2001, system emerytalny przyczynił się do zwiększenia tempa wzrostu PKB kraju średnio o 0,5 pkt. proc. rocznie. Jednak reforma nie spełniła, przynajmniej dotychczas, celu nadrzędnego – mianowicie nie zapewniła odpowiednich dochodów po zakończeniu aktywności zawodowej. Niskie emerytury zmuszają Chilijczyków do pracy również po osiągnięciu wieku emerytalnego – według danych OECD robi tak blisko połowa osób starszych.

Wniosków płynących z przykładu Chile w przededniu polskiej reformy emerytalnej jest mnóstwo. Skupmy się na dwóch z nich. Przede wszystkim głównym celem każdego systemu emerytalnego powinno być zapewnienie dochodu na starość – „wygładzenie konsumpcji”. Tak, żeby świeżo upieczony emeryt nie musiał z dnia na dzień żyć na granicy ubóstwa. W wielu publikacjach na temat Chile, cel ten spychany jest jednak na dalszy plan, a znacznie więcej miejsca poświęca się  pozytywnemu wpływowi AFP na gospodarkę. Miejmy z tyłu głowy przykład Chile, gdy będziemy chwalić wpływ Pracowniczych Planów Kapitałowych na przykład na polską giełdę, która tak bardzo łaknie kapitału.

Po drugie zadbajmy o to, aby podmiotów oferujących Pracownicze Plany Kapitałowe było więcej niż analogicznych instytucji w Chile. Naturalnie pomoże w tym planowane dopuszczenie Powszechnych Towarzystw Emerytalnych do oferowania i zarządzania PPK. Warto jednak się zastanowić jak zachęcić mniejsze, niepowiązane z bankiem TFI do oferowania PPK. Przy obecnych obostrzeniach zapisanych w projekcie ustawy (np. wymogi kapitałowe, bardzo niska opłata za zarządzanie) część z nich mówi wprost, że nie to nie dla nich. Największymi beneficjentami mogą więc zostać „narodowi czempioni”, którym przy wysokiej skali aktywów znacznie łatwiej będzie utworzyć PPK. Z przykładu Chile płynie wniosek, że warto zadbać o konkurencyjność.

Jest to czwarty tekst z serii: Przegląd systemów emerytalnych

Wojciech Kiermacz
Analizy Online

TAGI:

Chileemeryturaprzegląd systemów emerytalnychsystem emerytalny

zobacz także

↑ na górę