Virtune chce z Polski zrobić swój drugi dom
Po debiucie pierwszych spotowych krypto-ETP na GPW Virtune zapowiada kolejne produkty i większą obecność nad Wisłą. W rozmowie z analizy.pl Christopher Kock opowiada o planach rozbudowy oferty, edukacji rynku i ambicji, by Polska stała się dla firmy najważniejszym rynkiem poza Szwecją.
Jagoda Fryc: W polskiej prasie przeczytałam, że wejście do Polski było dla Virtune strategicznym priorytetem od ponad dwóch lat, czyli od samego początku działalności. Co więc sprawiło, że właśnie 2026 rok okazał się właściwym momentem na debiut w Warszawie? Chodziło bardziej o popyt inwestorów, czy o to, by zostać first moverem w tym segmencie?
Christopher Kock, dyrektor generalny Virtune: To bardzo dobre pytanie. Tak, to prawda – pierwsze rozmowy z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie zacząłem już latem 2023 roku, więc był to dość długi proces.
Od początku chcieliśmy wejść na polski rynek poprzez notowanie naszych produktów na GPW i umożliwienie handlu nimi w złotych. Główne wyzwania po drodze dotyczyły jednak przede wszystkim regulacji i infrastruktury rynku kapitałowego.
Ponieważ nasze produkty są instrumentami giełdowymi, potrzebne jest odpowiednie wsparcie regulacyjne. Trzeba też mieć animatora rynku, który zapewni płynność na giełdzie, a także sprawnie działającą infrastrukturę rozliczeniową. Było więc kilka kluczowych elementów, które musiały się ze sobą zgrać.
Jeśli chodzi o popyt inwestorów, od dawna byliśmy o niego spokojni. Wiemy, że adopcja kryptowalut w Polsce jest wysoka – wyższa niż na przykład w Szwecji. Dlatego to, co tak naprawdę wydłużyło cały proces, nie wynikało z braku zainteresowania rynkiem, lecz z konieczności zbudowania całego zaplecza po stronie infrastruktury rynku kapitałowego, compliance i formalności regulacyjnych.
Polska nadal nie ma nowej ustawy dotyczącej rynku kryptoaktywów. Było już drugie weto prezydenta i wciąż nie wiadomo, co dalej. Czy to ma znaczenie dla was i waszego biznesu, czy jest to raczej problem lokalnych podmiotów?
Dla nas bezpośrednio nie jest to istotny problem, ponieważ nasze produkty funkcjonują w ramach unijnego reżimu prospektowego i MiFID II. Z tego punktu widzenia polska ustawa nie wpływa bezpośrednio na nasze produkty.
Z drugiej strony szersze otoczenie naszych produktów – na przykład sposób przechowywania aktywów, dostawcy usług, animator rynku i podobne elementy – jest już powiązane z regulacjami MiCA. Dlatego liczymy, że pełne wdrożenie MiCA będzie korzystne dla rozwoju rynku krypto w Polsce i zwiększy skalę adopcji. Ale jeśli chodzi o same nasze produkty, nie wpływa to na nie bezpośrednio.
A szerzej – jak opisałby pan sam proces wprowadzania nowych produktów na polski rynek kapitałowy? Czy był on względnie płynny? Jak wyglądała współpraca z GPW i polską infrastrukturą rynku?
Powiedziałbym, że zarówno GPW, jak i KDPW, czyli polski centralny depozyt papierów wartościowych, były bardzo pomocne. Naprawdę starały się wspierać nas tak bardzo, jak to możliwe, i bardzo to doceniamy.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że gdy po raz pierwszy wprowadza się na nowy rynek giełdowe produkty oparte na kryptoaktywach, to zawsze jest to najtrudniejszy etap. W procesie regulacyjnym jest wiele rzeczy, których trzeba się nauczyć, i wiele kwestii praktycznych, które trzeba zrozumieć i odpowiednio poukładać.
Dlatego pierwszy raz jest oczywiście najtrudniejszy. Ale sądzę, że od teraz będzie już łatwiej – zarówno nam, jeśli będziemy chcieli notować w Polsce kolejne produkty, jak i potencjalnym konkurentom, którzy zechcą wejść na ten rynek później.
Czyli w pewnym sensie przetarliście szlak konkurencji.
Zdecydowanie tak. To część ceny, jaką płaci się za bycie pierwszym. Ale jednocześnie wierzymy, że daje nam to przewagę first movera na tym rynku.
Chcemy być w Polsce bardzo aktywni i właśnie tacy będziemy. W przyszłym tygodniu organizujemy webinar, a także będziemy obecni na Invest Cuffs.
Wasze produkty są już notowane na GPW.
Tak, dokładnie.
Czego więc nauczyły was pierwsze dni handlu w Polsce? Co mówią o popycie inwestorów?
Dziś mija dziesiąty dzień, więc za nami jest dziewięć pełnych sesji. W tym czasie odnotowaliśmy już ponad 2 tysiące transakcji.
Co szczególnie interesujące, te transakcje rozkładają się dość równomiernie pomiędzy wszystkie cztery produkty. Nie jest tak, że inwestorzy handlują wyłącznie produktem na bitcoina, a pozostałe ignorują. To pokazuje, że na rynku istnieje realny popyt nie tylko na ekspozycję na bitcoina, ale również na ethereum, solanę i XRP.
Sam fakt, że w tak krótkim czasie pojawiło się ponad 2 tysiące transakcji, pokazuje szerokie zainteresowanie rynkowe. Uważamy to za bardzo zachęcający sygnał i dobry start.
Z drugiej strony widzimy, że średnia wielkość pojedynczej transakcji jest nadal stosunkowo niewielka. Rozumiemy to jednak doskonale. Podobny schemat obserwowaliśmy na początku również w Szwecji. Wielu inwestorów jest ciekawych, ale jednocześnie ostrożnych. Nie znają jeszcze dobrze Virtune. Zastanawiają się, kim jesteśmy, czy można nam zaufać i jak dokładnie działają nasze produkty.
Dlatego musimy włożyć dużo pracy w budowanie zaufania, rozpoznawalności marki i edukację polskiego rynku. Ale ogólnie powiedziałbym, że początek jest obiecujący i że pierwsze dwa tygodnie wyraźnie pokazały szerokie zainteresowanie.
To łączy się z innym pytaniem. Jaka jest dziś największa błędna opinia detalicznych inwestorów na temat regulowanych produktów kryptowalutowych notowanych na giełdzie? W Polsce podejście do kryptowalut jest wciąż mieszane. Z jednej strony sporo osób je posiada, z drugiej nadal jest dużo sceptycyzmu. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że około 18% Polaków posiada kryptowaluty, ale jednocześnie aż 20% padło ofiarą oszustwa. Jak chcecie przekonać takich inwestorów, że giełdowy produkt dający ekspozycję na krypto może być bezpieczniejszym rozwiązaniem?
Na to pytanie można odpowiedzieć dwojako: z punktu widzenia błędnych przekonań na temat kryptowalut jako takich oraz błędnych przekonań dotyczących giełdowych produktów opartych na krypto.
Jeśli chodzi o kryptowaluty ogólnie, jedną z najczęstszych opinii wśród sceptyków jest to, że to wyłącznie spekulacja i narzędzie używane głównie przez przestępców. Faktycznie, ponieważ część rynku przez lata była nieregulowana, bywało, że przestępcy wykorzystywali kryptowaluty. Niestety tak się zdarzało. Ale ten obraz stopniowo się zmienia.
Poświęcamy dużo czasu na edukowanie inwestorów, pokazując, w jaki sposób kryptoaktywa i technologia blockchain mogą realnie usprawniać rynki finansowe, jakie mają zastosowania i co napędza ich adopcję.
Jeśli natomiast chodzi o same kryptowalutowe ETP, jednym z najczęstszych błędnych przekonań jest to, że są to papierowe produkty, za którymi nic realnie nie stoi. To po prostu nieprawda.
Nasze produkty są zaprojektowane tak, aby nadawały się do długoterminowego inwestowania w krypto, ponieważ zawsze w pełni odwzorowujemy ekspozycję. Jeśli na przykład ktoś kupi nasze ETP na XRP za 1000 zł, to my przechowujemy równowartość tej ekspozycji w prawdziwych tokenach XRP. Te aktywa są przechowywane w Coinbase w cold storage, czyli offline, co jest uznawane za jedną z najbezpieczniejszych metod przechowywania kryptoaktywów.
Dlatego naszym najważniejszym zadaniem jest edukacja rynku i tłumaczenie, że konstrukcja ETP jest w rzeczywistości bezpiecznym i prostym sposobem na uzyskanie ekspozycji na kryptowaluty.
Reklama
Porozmawiajmy o produktach. Wspominał pan już publicznie, że w 2026 roku planujecie wprowadzić na polski rynek kolejne instrumenty. Jakiego rodzaju będą to produkty, ile ich ma być i kiedy inwestorzy mogą się ich spodziewać?
Obecnie mamy w Polsce cztery produkty, a naszym celem jest zwiększenie tej liczby do dziesięciu jeszcze w 2026 roku.
Dziś w całej naszej ofercie mamy 22 produkty i zazwyczaj dzielimy je na trzy kategorie. Pierwszą są produkty typu single-asset, które zapewniają ekspozycję na jedno kryptoaktywo, takie jak bitcoin, XRP czy Stellar. W tej kategorii wprowadziliśmy na polski rynek m.in. Virtune Bitcoin Prime ETP z roczną opłatą za zarządzanie na poziomie 0,25% oraz Virtune XRP ETP.
Drugą kategorią są produkty stakingowe. Zapewniają one ekspozycję na dane kryptoaktywo, a dodatkowo obejmują nagrody ze stakingu, które zwiększają potencjalną roczną stopę zwrotu. Tę kategorię wprowadziliśmy już do Polski poprzez Virtune Staked Solana ETP oraz Virtune Staked Ethereum ETP.
Trzecia kategoria – i ta, w której naszym zdaniem popyt będzie w najbliższym czasie wyraźnie rósł – to produkty indeksowe. Można je porównać do zakupu ETF-u indeksowego albo funduszu indeksowego zamiast samodzielnego wybierania pojedynczych akcji. Wraz z dojrzewaniem rynku kryptowalut coraz więcej inwestorów będzie, naszym zdaniem, szukało zdywersyfikowanej ekspozycji zamiast samodzielnie wybierać konkretne tokeny.
Taka ekspozycja może mieć szeroki, rynkowy charakter – na przykład obejmować dziesięć największych aktywów – ale może też być tematyczna, np. skoncentrowana na aktywach związanych z infrastrukturą stablecoinów, AI czy innymi segmentami rynku.
Już dziś mamy cztery produkty indeksowe i zdecydowanie planujemy wprowadzić je także do Polski, ponieważ dla inwestorów chcących uzyskać zdywersyfikowaną ekspozycję na krypto poprzez jeden produkt jest to bardzo sensowne rozwiązanie.
Czyli jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wszystkie te produkty powinny pojawić się na GPW jeszcze w tym roku?
Tak, taki jest plan.
Jak decydujecie o tym, że dane kryptoaktywo zasługuje na własne ETP? Czy chodzi głównie o popyt klientów, płynność czy też własne przekonanie co do danego aktywa? Jak taki proces wygląda w praktyce?
Powiedziałbym, że patrzymy na trzy główne czynniki. Po pierwsze, na popyt – czyli czy uważamy, że na rynku istnieje wystarczające zainteresowanie oraz realny potencjał napływów kapitału.
Po drugie, sprawdzamy, czy dane aktywo ma realną fundamentalną wartość, konkretne zastosowania i długoterminowy potencjał wzrostu. Zasadniczo trzymamy się z dala od meme coinów czy aktywów, które opierają się wyłącznie na spekulacji i nie wnoszą realnej użyteczności.
Czyli na przykład nie coś w rodzaju Trump coina?
Dokładnie. Na pewno nie zobaczy pani od nas ETP opartego na Trump coinie.
Trzeci element to wsparcie całej infrastruktury rynkowej. Dane aktywo bazowe musi być akceptowane przez giełdę, na której produkt ma być notowany – czy to Nasdaq, Euronext, Deutsche Börse czy inny rynek. Musi też być obsługiwane przez naszych animatorów rynku pod kątem płynności.
Poza tym stosujemy również własny wewnętrzny framework oceny aktywów. Unikamy na przykład projektów z bardzo niskim free floatem, sytuacji, w których założyciele kontrolują zbyt dużą część podaży, aktywów o zbyt małej kapitalizacji rynkowej albo blockchainów obciążonych ryzykiem bezpieczeństwa.
Podsumowując: trzy najważniejsze kryteria to oczekiwany popyt, fundamentalna wartość i zastosowania oraz wsparcie ze strony regulowanych rynków i dostawców usług, takich jak animatorzy rynku.
Jaki jest aktualny poziom aktywów pod zarządzaniem Virtune? I jaki cel stawiacie sobie w Polsce, zarówno jeśli chodzi o aktywa, jak i napływy?
W tej chwili mamy około 280 mln dolarów aktywów pod zarządzaniem. Oczywiście rynek kryptowalut był w ostatnim miesiącu bardzo zmienny, co wpływa na poziom AUM, mimo że cały czas widzimy stabilne napływy do naszych produktów.
Naszym celem jest osiągnięcie 1 mld dolarów łącznego AUM do końca tego roku. To oczywiście duży skok, ale warto pamiętać, że jeszcze nie tak dawno byliśmy na poziomie około 530 mln dolarów. W segmencie krypto ruchy rynkowe potrafią bardzo szybko zmieniać wartość aktywów pod zarządzaniem.
Jeśli chodzi konkretnie o Polskę, mogę powiedzieć, że będzie to nasz priorytetowy rynek poza Szwecją. Widzimy tu ogromny potencjał – nie tylko dla naszego biznesu, ale także dla rozwoju adopcji kryptowalut oraz produktów giełdowych na polskim rynku.
Jesteśmy tutaj na dłużej. Planujemy bardzo szybko zatrudnić lokalnego przedstawiciela w Warszawie, a już dziś mamy w zespole dwie osoby mówiące po polsku. Mój współzałożyciel ma zresztą polskie korzenie.
Tak więc traktujemy Polskę długoterminowo. Trudniej jest mi dziś podać precyzyjne liczby dotyczące oczekiwanych napływów czy aktywów w Polsce, ale mogę powiedzieć, że chcielibyśmy zobaczyć w tym roku coś w rodzaju wykładniczego wzrostu zarówno obrotów, jak i aktywów pod zarządzaniem.
Dla przykładu: skoro odnotowaliśmy już około 2 tysiące transakcji, to myślę, że można dość bezpiecznie założyć, że co najmniej około tysiąca polskich inwestorów już posiada nasze produkty.
W Polsce jest około 2,5 mln rachunków maklerskich, więc potencjał rzeczywiście jest duży. Jednocześnie spora część inwestowania w Polsce wiąże się z długoterminowym oszczędzaniem, w tym kontami emerytalnymi. Dlatego chciałam zapytać: czy pana zdaniem kryptowaluty są odpowiednim aktywem dla długoterminowych oszczędności emerytalnych?
Tak – w naszej opinii kryptowaluty, a zwłaszcza bitcoin, mogą bardzo dobrze sprawdzać się jako element długoterminowych oszczędności emerytalnych.
Byłbym ostrożniejszy w przypadku mniejszych kryptoaktywów, które cechują się bardzo wysoką zmiennością i pod pewnymi względami przypominają spekulacyjne spółki technologiczne, gdzie długoterminowy rezultat jest znacznie mniej przewidywalny.
Ale jeśli spojrzymy na historyczny rozwój bitcoina, to oczywiście było to aktywo o dużej zmienności, ale jednocześnie o silnym długoterminowym potencjale wzrostu. Historycznie bardzo trudno było dobrze wyczuć moment wejścia na ten rynek. W wielu przypadkach najlepszym podejściem okazuje się inwestowanie długoterminowe, regularne – na przykład co miesiąc.
Uważam też, że bitcoin coraz mocniej umacnia się jako magazyn wartości. W tym sensie może pełnić w portfelu podobną rolę jak złoto w inwestycji długoterminowej. Oczywiście nie twierdzę, że ktoś powinien ulokować 100% swoich oszczędności emerytalnych w krypto – absolutnie nie. Nie udzielamy porad inwestycyjnych. Natomiast z informacji zwrotnych, które otrzymujemy z rynku, wynika, że coraz więcej inwestorów postrzega ulokowanie niewielkiej części długoterminowych oszczędności w bitcoinie albo w bardziej zdywersyfikowanej ekspozycji na rynek krypto jako atrakcyjny sposób na dywersyfikację portfela.
Dlatego też uważamy za bardzo pozytywne to, że nasze produkty można już kupować przez konta uprzywilejowane podatkowo, takie jak IKE czy IKZE. A jeśli w przyszłości zostanie zatwierdzone konto OKI, może to stać się kolejnym silnym impulsem. W Szwecji mamy konto ISK i taki model okazał się niezwykle ważny: uprościł inwestowanie i bardzo zwiększył udział inwestorów w rynku.
Jeżeli podobne rozwiązanie pojawi się również w Polsce i będzie można na takich kontach trzymać produkty takie jak nasze, z pewnością pomoże to dalszej adopcji.
Czy w Polsce waszą szansą są przede wszystkim inwestorzy detaliczni, czy widzicie też realny potencjał po stronie instytucji? A jeśli tak, to jakich konkretnie?
W Polsce jesteśmy wciąż na bardzo wczesnym etapie, więc na razie naszym głównym celem jest zakomunikowanie szerokiemu rynkowi samego wejścia Virtune – kim jesteśmy, jakie mamy produkty i w jaki sposób inwestorzy mogą dzięki nim uzyskać bezpieczny i regulowany dostęp do kryptowalut.
Na tym etapie patrzymy przede wszystkim na ogólne przepływy, a naturalnie duża część tego ruchu pochodzi od inwestorów detalicznych. Z czasem jednak – zwłaszcza gdy będziemy już mieli lokalnego przedstawiciela w Polsce – zdecydowanie chcemy dużo mocniej skoncentrować się również na inwestorach instytucjonalnych i doradcach finansowych. To coś, co udało nam się całkiem skutecznie rozwinąć w Szwecji i wierzymy, że w Polsce również może stać się ważną częścią naszej strategii.
Tak więc widzimy tutaj potencjał instytucjonalny, ale na dziś trzeba uczciwie powiedzieć, że ten obszar działalności nie został jeszcze u nas w Polsce uruchomiony na większą skalę.
Pozwolę sobie na trochę bardziej filozoficzne pytanie. Gdybyśmy rozmawiali znowu za rok, czy 2 lata, to co musiałoby się wydarzyć, żeby mógł pan powiedzieć: tak, wejście do Polski było dobrą decyzją?
Powiedziałbym, że jest kilka takich elementów. Po pierwsze, musimy rozszerzyć naszą ofertę w Polsce. Ważne jest, żebyśmy nie pozostali tylko przy czterech produktach opartych na największych kryptoaktywach.
Po drugie, uważam, że odpowiedzialność za nasz sukces spoczywa przede wszystkim na nas samych. Musimy być niezwykle aktywni w edukowaniu rynku. Uruchomiliśmy już lokalne konta na Instagramie i TikToku w języku polskim, gdzie planujemy publikować dużo treści edukacyjnych.
Musimy też być obecni na najważniejszych wydarzeniach branżowych – takich jak Invest Cuffs, konferencja Pasywnych Inwestycji, WallStreet i podobne imprezy – oraz ściśle współpracować z całym rynkowym ekosystemem: doradcami finansowymi, zarządzającymi aktywami, instytucjami, brokerami i bankami.
Naszą rolą powinno być stanie się zaufanym partnerem edukacyjnym – nie tylko w objaśnianiu produktów giełdowych, które dla wielu polskich inwestorów wciąż są czymś stosunkowo nowym, ale również w tłumaczeniu kryptowalut jako klasy aktywów w sposób przejrzysty i transparentny.
Jeśli uda nam się to wszystko zrobić, to za rok czy dwa chcielibyśmy być pierwszym wyborem dla polskich inwestorów, którzy chcą uzyskać ekspozycję na bitcoina i inne kryptoaktywa.
A gdzie chciałby pan widzieć Virtune za 10 lat? Jaką firmę chcecie zbudować?
Chcemy stać się jednym z czołowych zarządzających aktywami kryptowalutowymi w Europie i silnym głosem w szerszym europejskim krajobrazie finansowym.
Jednocześnie uważam też, że branża finansowa będzie się w najbliższych latach mocno zmieniać. Prawdopodobnie zobaczymy znacznie więcej tokenizacji – akcji, ETF-ów, obligacji i innych instrumentów finansowych. Z czasem chcemy odgrywać rolę nie tylko w samym inwestowaniu w kryptoaktywa, ale także jako pomost między rynkiem kryptowalut a tradycyjnymi finansami.
Jesteśmy przekonani, że kryptowaluty będą coraz wyraźniej uznawane za odrębną klasę aktywów i coraz głębiej integrowane z profesjonalnie zarządzanymi portfelami. Chcemy być częścią tego procesu.
Dziś jesteśmy obecni w krajach nordyckich, Niemczech i Polsce. To są rynki, na których chcemy się koncentrować – a obecnie szczególnie na Polsce. Zamiast być trochę obecnym wszędzie, wolimy mocno zaangażować się w mniejszą liczbę rynków, na których możemy realnie coś zmienić i wnieść istotny wkład w rozwój adopcji krypto.
Czy widzi pan już jakieś różnice między inwestorem szwedzkim a polskim?
Myślę, że polscy inwestorzy są generalnie dość wrażliwi na koszty. Mam wrażenie, że wielu z nich niechętnie płaci wysokie opłaty, na przykład za aktywnie zarządzane produkty. Wydaje mi się też, że przynajmniej część inwestorów nadal woli unikać nadmiernego ryzyka, a spora część oszczędności gospodarstw domowych wciąż pozostaje na rachunkach bankowych zamiast trafiać na rynek inwestycyjny.
W Szwecji sytuacja wygląda inaczej – udział inwestorów detalicznych w rynku jest bardzo wysoki. Mamy ponad cztery czy pięć milionów rachunków maklerskich w kraju liczącym około dziesięciu milionów mieszkańców. Szwedzcy inwestorzy są więc, ogólnie rzecz biorąc, bardziej przyzwyczajeni do podejmowania ryzyka inwestycyjnego, ale wynika to również z dużo bardziej rozwiniętej kultury inwestowania.
Co jednak ciekawe, adopcja kryptowalut jest w Polsce wyższa niż w Szwecji. W tym sensie częściowo przeczy to tezie, że polscy inwestorzy są mniej skłonni do podejmowania ryzyka. To sprawia, że obraz nie jest całkiem jednoznaczny. Jednocześnie między tymi rynkami istnieją też wyraźne podobieństwa, na których – naszym zdaniem – można budować.
Na przykład?
Na przykład w Polsce rośnie zainteresowanie inwestycjami związanymi z technologią, a kryptowaluty są częścią tego szerszego trendu. Widzimy też coraz większą aktywność brokerów w Polsce, podobnie jak wcześniej obserwowaliśmy to w Szwecji.
I oczywiście, jeśli Polska ostatecznie wprowadzi rozwiązanie podobne do szwedzkiego ISK – czy to w formie OKI, czy innej – może to być bardzo pozytywny impuls. W Szwecji widzieliśmy, jak silnie taki model potrafi zwiększyć partycypację inwestorów na rynku.
Wraz z tym, jak bitcoin coraz bardziej trafia do profesjonalnych portfeli i coraz mocniej integruje się z tradycyjnym rynkiem finansowym, jego korelacja z tradycyjnymi aktywami wzrosła, a zmienność nieco spadła. Czy zgodziłby się pan z takim ujęciem? I jak ocenia pan dalsze perspektywy rynku kryptowalut?
Tak, myślę, że zasadniczo to trafna obserwacja. Od momentu zatwierdzenia spotowych ETF-ów na bitcoina w USA w styczniu 2024 roku widzieliśmy bardzo silne napływy do tych produktów – zarówno ze strony inwestorów detalicznych, jak i instytucjonalnych. To wyraźnie przyczyniło się do głębszej integracji bitcoina z tradycyjnym rynkiem finansowym.
Jednocześnie, choć z czasem bitcoin może coraz bardziej zachowywać się jak cyfrowe złoto czy magazyn wartości, wielu inwestorów nadal traktuje go jako aktywo wzrostowe i typowy risk-on asset. Dlatego wciąż obserwujemy znaczną zmienność.
Ale nawet w obecnym otoczeniu rynkowym – przy obawach o ceny ropy i szerzej rozumianej niepewności – kryptowaluty trzymają się relatywnie dobrze. Powiedziałbym więc, że obraz jest mieszany.
Historycznie bitcoin i szerzej rynek krypto wykazywały dość wysoką korelację z aktywami takimi jak S&P 500. Z czasem jednak sądzę, że będziemy widzieć coraz większe rozchodzenie się tych zależności – zwłaszcza w przypadku bitcoina.
Warto też wyraźnie odróżnić bitcoina od takich aktywów jak ethereum, solana czy XRP, na które również oferujemy produkty na GPW. Tego typu aktywa można w pewnym sensie postrzegać bardziej jak inwestycje technologiczne: mają określone zastosowania i rozwiązują konkretne problemy. Bitcoin jest czymś innym – znacznie bliżej mu do aktywa pełniącego funkcję magazynu wartości, z ograniczoną podażą 21 milionów monet. Dlatego z czasem będziemy prawdopodobnie obserwować coraz większe zróżnicowanie także wewnątrz samego rynku krypto, również jeśli chodzi o korelacje pomiędzy poszczególnymi aktywami.
Jednocześnie w ostatnim miesiącu rynek był bardzo zmienny i wiele kryptoaktywów przeszło silną korektę — w niektórych przypadkach sięgającą niemal 50%. Z drugiej strony obserwujemy też szereg bardzo pozytywnych zjawisk, zwłaszcza wokół tokenizacji i stablecoinów. W tym obszarze dzieje się naprawdę dużo. Nasdaq w USA podejmuje działania związane z tokenizowanymi akcjami, aktywny jest również Robinhood, a szerszy kierunek zmian na rynku wydaje się dość wyraźny.
Jeśli ten trend będzie się utrzymywał, moim zdaniem będzie rósł popyt na inwestowanie w te kryptoaktywa, które mogą skorzystać na rozwoju stablecoinów i tokenizacji. W naszej ocenie dotyczy to między innymi takich blockchainów jak Ethereum i Solana.
Dobrym przykładem jest Harvard University, który ujawnił, że posiadał około pół miliarda dolarów w ETF-ach na bitcoina, a ostatnio poinformował także, że część tej ekspozycji przeniósł do ethereum. Dla mnie to kolejny sygnał, że może rosnąć zainteresowanie inwestorów ekosystemami blockchainowymi powiązanymi ze stablecoinami, tokenizacją i szerzej rozumianą infrastrukturą finansów on-chain.
Oczywiście wielu inwestorów nadal myśli kategoriami tradycyjnego czteroletniego cyklu na rynku krypto, czyli założenia, że co cztery lata powinien pojawiać się rynek niedźwiedzia. Wiele osób wciąż mocno trzyma się tego schematu.
Jednak równocześnie wyraźnie widzimy coraz szerszą adopcję instytucjonalną. Dlatego z naszej perspektywy pozostajemy dość optymistyczni i uważamy, że 2026 rok może być dobrym rokiem dla rynku kryptowalut.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
************************************************************************************************
Virtune
Virtune to szwedzki zarządzający aktywami cyfrowymi i emitent giełdowych produktów inwestycyjnych opartych na kryptowalutach (ETP). Spółka ma siedzibę w Sztokholmie, a jej produkty są notowane na kilku europejskich giełdach, m.in. Nasdaq Stockholm, Xetra, Euronext oraz na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Virtune oferuje zarówno produkty oparte na pojedynczych kryptowalutach, jak i rozwiązania stakingowe oraz indeksowe, umożliwiające inwestorom uzyskanie regulowanej ekspozycji na rynek aktywów cyfrowych.
Christopher Kock
Christopher Kock jest współzałożycielem i prezesem Virtune. Kieruje spółką od 2022 r. i odpowiada za jej rozwój oraz ekspansję na europejskie rynki kapitałowe. Ma ponad dekadę doświadczenia w rozwoju biznesu, przedsiębiorczości i projektach fintechowych.
16.03.2026
Źródło: Virtune



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania