Quercus TFI: Nadeszły złe czasy dla spółek z Ukrainy
Szerokim echem komentuje się w Europie sprawę traktowania przez władze byłej premier Julii Tymoszenko. Niezależnie od tego, czy jest słusznie, czy niesłusznie więziona, jest ona symbolem nowoczesnej Ukrainy, ponieważ jej historia pokazuje jak niestabilna sytuacja panuje w tym kraju. Zamieszanie związane z jej osobą przyczynia się do wzrostu niepokojów społecznych i z pewnością nie służy wizerunkowi Ukrainy. Efekt jest taki, że jest kraj ten zaczyna być traktowany marginalnie na arenie międzynarodowej. Ma to także niekorzystny wpływ na wyceny ukraińskich spółek giełdowych, do których przykłada się dodatkowe dyskonto związane z ryzykiem politycznym. A ono może rosnąć wraz ze zbliżającym się terminem październikowych wyborów parlamentarnych.
Niestety niestabilność dotyczy także gospodarki ukraińskiej. Nie zdążyła się ona w pełni podnieść po recesji roku 2009, a za oknem czai się widmo kolejnego kryzysu. Ma on związek z sukcesywnym pogarszaniem się kondycji ukraińskiego systemu bankowego oraz perspektyw dla głównych kół napędowych gospodarki w minionych dwóch latach – przemysłu oraz rolnictwa. Trudności w pozyskaniu kapitału poza granicami Ukrainy przyczyniają się do wzrostu kosztów kredytów. Sprawia to, że ten rodzaj finansowania dla wielu przedsiębiorstw staje się nieopłacalny, więc zmuszone są zamrozić inwestycje. Przemysł radzi sobie coraz gorzej ze względu na słabnący wzrost gospodarczy na świecie. Natomiast rolnictwo boryka się z problemem cykliczności, jakiemu ulegają ceny płodów rolnych oraz klęsk żywiołowych. Według oficjalnych informacji, po bezśnieżnej i mroźnej zimie, zniszczeniu uległo 15% upraw ozimych (głównie pszenicy). Jednak prawdziwym problemem może się okazać pogoda w okresie wiosennym. W wielu regionach kraju od końca marca panuje susza. Według ostatnich komunikatów Narodowego Centrum Pogody może ona się przyczynić do spadku produkcji rolnej we wschodniej Ukrainie aż o 30 procent.
Według najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, gospodarka Ukrainy powinna urosnąć w bieżącym roku o 3 proc. wobec 5,2 proc. w roku 2011. Te założenia wydają się zdecydowanie zbyt optymistyczne, szczególnie jeśli spojrzy się na słabe dane makroekonomiczne za pierwszy kwartał 2012 roku (wzrost PKB o 1,8 proc. przy oczekiwaniach 2,8 proc.). Wzrost ten kraj zawdzięcza utrzymującej się na wysokim poziomie konsumpcji wewnętrznej oraz kończącym się przygotowaniom do organizacji Euro2012 przy negatywnej kontrybucji eksportu netto. To z kolei negatywnie wpływa na deficyt w rachunku obrotów bieżących, który na koniec roku może przekroczyć 6 proc. Jeśli w drugim półroczu sytuacja na świecie znacząco się nie poprawi, istnieje realne ryzyko, że gospodarka ukraińska wejdzie w recesję. A wtedy dewaluacja hrywny będzie nieunikniona. Może to mieć negatywne następstwa dla przedsiębiorstw posiadających zadłużenie w walutach obcych.
Jak wobec tego wyglądają perspektywy dla spółek ukraińskich notowanych na GPW? Niekoniecznie musi to oznaczać że czeka je jakiś Armagedon. Cześć z nich znajduje się w dobrej kondycji, więc poradzą sobie w obliczu nowych trudności. Jednak historia notowań niektórych ze spółek pokazuje, że należy zachować szczególną ostrożność przy podejmowaniu decyzji o inwestowaniu na Ukrainie. Dotyczy to szczególnie firm, które okazały się kompletnym rozczarowaniem dla inwestorów, takich jak Westa czy Agroton. Spółki te nie zrealizowawszy obietnic z okresu IPO, obecnie wydają się być na tyle nieobliczalne, że trudno w ich przypadku prognozować przyszłość. Wpływa to bardzo negatywnie na ryzyko inwestycyjne. Dużo lepiej na ich tle prezentują się pierwsze spółki, które pojawiły się na GPW – Astarta oraz Kernel. Do tej pory historia ich rozwoju wskazuje, że powierzone im pieniądze zostały właściwie zagospodarowane. Jednak problemy „outsiderów” negatywnie wpływają na postrzeganie wszystkich spółek ukraińskich, także tych najlepszych. Jest kolejny powód przyczyniający się do niskich obecnie wycen spółek znad Dniepra (w wielu przypadkach wskaźnik C/Z kształtuje się w przedziale 4-7, przy średniej dla WIG wynoszącej 12).
W związku z pogorszeniem się nastrojów nastąpiło wyhamowanie ofert publicznych spółek ukraińskich. Większość z nich czeka na lepsze czasy. A te nie nadejdą wcześniej niż za pół roku. Do tego czasu nie powinniśmy więc oczekiwać pojawienia się nowej fali emitentów zza wschodniej granicy. To dobra wiadomość dla spółek już notowanych, których kursy w przeszłości były pod presją na skutek pojawiania się nowych firm o podobnym profilu działalności, sprzedających akcje z dyskontem.
Czy więc Ukraina zmierza w stronę samozagłady? Niekonieczne. Jednak problem polega na tym, że Ukraińcy sami nie wiedzą, w jaką stronę podąża ich kraj, czy ich przyszłością jest strategiczne partnerstwo z Rosją czy Europą Zachodnią. Władze sprawiają wrażenie jakby nie było to dla nich istotne, tak samo jak nie liczą się z opinią międzynarodową. Z pewnością ze względu na w dalszym ciągu wczesną fazę rozwoju gospodarczego oraz bogactwa naturalne Ukraina ma duży potencjał rozwoju. Jednak ten rozwój obwarowany jest wieloma barierami, z których najważniejszą pozostaje nieprzewidywalna polityka. Ukraina bezwzględnie potrzebuje stabilizacji w tym zakresie. Wydaje się, że inwestując w spółki ukraińskie będzie można jeszcze sporo zarobić, jednak ryzyko inwestycyjne jest obecnie wysokie. W związku z czym kolejne miesiące mogą się okazać nerwowe dla posiadaczy akcji ukraińskich spółek.
/kp
Reklama
23.05.2012



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania