Co nas czeka w tym roku zdaniem zarządzających TFI?
„Inwestuj, nie zgaduj” mawiał John Templeton założyciel jednej z największych grup funduszy powierniczych na świecie. Ale może jednak warto spróbować przewidzieć przyszłość. Wkroczyliśmy w 2012 rok i już za kilka miesięcy minie 5 lat od szczytu ostatniej hossy. Czy jest szansa na odrobienie strat i osiągnięcie poziomów z 2007 roku? A może chociaż odrobimy straty poniesione w 2011 roku na rynku akcji?
Większość prognoz na ten rok jest relatywnie ostrożna. Wielu zarządzających proponuje stopniowe akumulowanie ryzykownych aktywów. W tym zarządzający z Opera TFI. Obecna słabość rynku, która sprowadziła wyceny akcji do atrakcyjnych poziomów, zwiększa zasadność stopniowego, rozłożonego na wiele „rat”, akumulowania tego rodzaju aktywów w momentach pojawiania się na giełdach wyraźniejszych zniżek. Przy takim podejściu warto jednak wyznaczyć sobie górny pułap zaangażowania, powyżej którego taka strategia przestałaby się realizować z uwagi na trudny do oszacowania w obecnych uwarunkowaniach potencjał wzrostu.
Zdaniem Grzegorza Łętochy, zarządzającego z BPH TFI, brak nadmiernego optymizmu może okazać się dobrym prognostykiem. Duża część inwestorów posiada relatywnie niewielką ekspozycję na rynek akcji – ocieplenie nastrojów może skłonić ich do zwiększenia zaangazowania. Tak więc nie można wykluczyć, że w trakcie obecnego roku zbliżymy się do ubiegłorocznych szczytów. Jednak w ocenie Łętochy potencjał wzrostowy jest ograniczony. Wysokie zadłużenie w krajach rozwiniętych jest problemem, który będzie oddziaływał na gospodarki i rynki w długim okresie. Nie widać perspektyw zdecydowanego ożywienia popytu czy istotnego wzrostu inwestycji. Również marże zysków spółek w USA są na bardzo wysokich poziomach, co skłania do ostrożności w dłuższym terminie. Możemy natomiast spodziewać się dalszych działań monetarnych wspomagających rynki, ale działania te mogą być w dużej części uwzględnione w cenach akcji.
Wojciech Juroszek zarządzający w AgioFund TFI (sprawdź wyniki ich funduszy) uważa, że panuje zgodność opinii, że pierwszy kwartał będzie słaby zarówno dla rynków akcji, jak i dla gospodarki realnej. Politycy krajów strefy euro w dalszym ciągu będą się spotykać i rozmawiać o rozwiązaniach dla nadmiernie zadłużonych państw. Z dużym prawdopodobieństwem dojdzie do bankructwa Grecji, która zostanie wykluczona ze strefy euro. Pozostałe kraje, które miały problem z finansowaniem długów publicznych, mogą być wspierane przy rolowaniu obligacji skarbowych przez Europejski Bank Centralny tak długo, aż gospodarka strefy euro zacznie wykazywać tendencje do wzrostu lub stabilizacji.
W długim terminie ceny akcji powinny jednak rosnąć, szczególnie małych i średnich spółek, które w wielu przypadkach uległy nadmiernej przecenie. Wskaźniki ich cenowej atrakcyjności przemawiają za pozytywnym scenariuszem rozwoju wydarzeń na giełdach. Wiele spółek notowanych jest na rynku poniżej ich wartości księgowej. Te spółki prowadzą zdrowy biznes, posiadają zbywalne aktywa, jednak ze względu na negatywną atmosferę i umorzenia w funduszach inwestycyjnych uległy nadmiernej przecenie. W chwili obecnej brakuje chętnych, żeby je kupować, jednak w długim terminie prawdopodobieństwo wzrostów Juroszek ocenia jako wysokie.
Ceny akcji notowanych na giełdzie w sposób bezpośredni zależą od relacji popytu do podaży, a nie tylko od stanu gospodarki i prezentowanych przez spółki zysków. Polacy wycofują środki z funduszy inwestujących w akcjach, a drugi znaczący instytucjonalny inwestor – OFE, pozyskują o wiele mniej nowych środków na skutek obniżenia składki z 7,3% do 2,3% wynagrodzenia. Stąd obserwowane spadki cen akcji, pomimo utrzymywania się stosunkowo wysokiego tempa wzrostu gospodarczego i zazwyczaj bardzo wysokich zysków przedsiębiorstw – twierdzi Maciej Rogala, prowadzący blog dla Union Investment TFI. Zarządzający z BZ WBK TFI oszacowali wpływ obniżenia składki do OFE na rynek akcyjny. Z ich opinii wynika, że utrzymująca się niska alokacja funduszy emerytalnych w akcje (ok. 30%), przy obowiązującym w 2012 roku limicie 45% implikuje potencjalny popyt na akcje w wysokości 35 mld PLN. Alokacja funduszy inwestycyjnych polskich i zagranicznych również jest na niskim poziomie. Wszystko to sugeruje, że nawet niewielki powiew optymizmu na rynkach może zaowocować zwiększonym popytem na akcje w 2012 roku.
Polski parkiet, podobnie zresztą, jak inne rynki w naszej części świata, znalazł się w niesprzyjającym otoczeniu nie tylko z uwagi na zjawiska gospodarcze. Nie sprzyjają mu również kwestie polityczne, związane u nas z decyzjami w sprawie podatku od kopalin, czy opłatą ostrożnościową w sektorze finansowym, czy też utrzymująca się presja na rynku surowców, rzutująca na postrzeganie wszystkich emerging markets – uważają zarządzający Opera TFI.
Po bardzo słabym 2011 roku, w którym WIG stracił ponad 20%, rok 2012 powinien przynieść poprawę sentymentu na GPW, uważają zarządzający z Amplico TFI. Ich zdaniem, w bieżącym roku indeksy na warszawskim parkiecie, pomimo spowolnienia jakie niewątpliwie nastąpi w polskiej gospodarce, pokażą inwestorom dwucyfrowe dodatnie stopy zwrotu. Rozwiązanie kryzysu zadłużeniowego strefy euro oraz bardzo atrakcyjne poziomy wycen spółek notowanych na GPW są czynnikami wspierającymi wzrosty na warszawskim parkiecie w drugiej części roku 2012. Pierwsza część bieżącego roku, zdaniem zarządzających, przyniesie pogorszenie sentymentu oraz dalsze spadki na rynkach akcji w Europie spowodowane nasilającym się kryzysem zadłużenia w strefie euro.
Podobną opinię wyraził Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds TFI. Jego zdaniem ten rok przewrotnie dla giełdy może być lepszy od poprzedniego. W pierwszych miesiącach będzie dużo okazji do kupna akcji i dużo zmienności, w takt zmian na arenie politycznej w EU, lepsza natomiast będzie druga połowa roku.
Pesymistycznie o perspektywach pierwszych tygodni tego roku na rynkach akcji myśli Krzysztof Stępień, główny analityk i dyrektor inwestycyjny Opera TFI. Na globalnym rynku akcji wydarzenia minionych miesięcy coraz bardziej wpisują się w formację głowy z ramionami, z której wybicie zapowiadałoby znaczącą falę zniżkową, z obecnych poziomów zabierającą nawet wysokie kilkanaście procent. Od linii szyi takiej formacji dzieli jakieś 5 proc. Dość dużo przy grudniowej zmienności, nie aż tak wiele przy zmienności z ostatnich kilku miesięcy. Dziś trudno sobie wyobrazić tak duży ruch przy napływających ostatnio danych gospodarczych, które w ogólnym odbiorze nie są aż tak złe. Wrażenie takie tworzą jednak przede wszystkim doniesienia ze Stanów Zjednoczonych. Z innych części świata nadchodzą mniej pozytywne wiadomości. Wydaje się jednak, że obecnie to nie tej natury czynniki mają kluczowe znaczenie. W krótkim i średnim terminie bardziej znaczące mogą okazać się zależności międzyrynkowe.
Robert Rafał, zarządzający z TFI PZU prognozuje 10% wzrost WIG20 w okolice 2400 pkt w 2012 roku. Aby ten scenariusz się zmaterializował, w I kwartale potrzebne są napływy do funduszy GEM/EMEA, rozwiązanie problemu wykupu greckich obligacji zapadających w marcu br., dalsza poprawa na rynku obligacji krajów peryferyjnych w Europie oraz brak „twardego lądowania” w Chinach. Po dobrym pierwszym kwartale, w kolejnych 3 miesiącach rynki doświadczą korekty, do której przyczynią się słabsze dane płynące z gospodarek. Korekta ta nie powinna jednak zabrać całej fali wzrostowej I kw.
Mimo niepweności co do zachowania rynku, w większości sektorów można znaleźć atrakcyjnie wycenione spółki, ale trudniej mówić o relatywnej atrakcyjności poszczególnych sektorów. Jeśli wzrost gospodarczy na świecie osiągnie oczekiwane 4%, można liczyć na to, że dobrze będą zachowywały się m.in. spółki surowcowe. Niestety, na polskim rynku akcji sentyment do tego sektora znacznie pogorszył się po zapowiedzi wprowadzenia wysokiego podatku od srebra i miedzi. Generalnie, w warunkach poszukiwania źródeł przychodów przez zadłużone kraje ryzyko działań regulacyjnych niekorzystnych dla spółek będzie rosło. Niekorzystne rozwiązania mogą dotyczyć przykładowo banków, dużych sieci handlowych czy firm użyteczności publicznej. Można też poszukiwać spółek w sektorach innowacyjnych, takich jak biotechnologie. W ubiegłym roku sektor ten był jednym z najmocniejszych wśród spółek notowanych na NASDAQu. W Polsce niestety praktycznie brak reprezentacji tego sektora – zauważa Grzegorz Łętocha z BPH TFI.
Zdaniem Wojciecha Juroszka z AgioFund TFI, satysfakcjonujące stopy zwrotu w najbliższych latach pozwoli osiągnąć sektor wydobywczy. Chodzi głównie o branżę węglową (kopalnie) oraz producentów maszyn górniczych. Potrzeby energetyczne świata rosną. Niedobory energii w krajach azjatyckich, takich jak Indie i Chiny, powodują konieczność wybudowania kilkuset kopalń w ciągu najbliższych lat. Te kopalnie trzeba będzie wyposażyć w sprzęt właściwy dla standardów wydobycia w tej części świata. Polskie spółki – takie jak Kopex – mogą mocno skorzystać na węglowej koniunkturze – tłumaczy Juroszek.
Zarządzający z BZ WBK TFI polecają spółki, które są silne fundamentalnie i zdolne operować w trudniejszym otoczeniu. Najlepiej, aby miały mocny bilans, wzrost na swoim rynku, dyktowały ceny i dzieliły się z akcjonariuszami zyskami np. przez dywidendy czy skup akcji. Zdaniem Roberta Rafała, zarządzającego funduszami TFI PZU, w całym roku pozytywnie powinny wypaść spółki energetyczne, materiałowe, przemysłowe, a także dobra pierwszej potrzeby i ochrony zdrowia.
Składając prognozy w jedną całość wyłonił się ciekawy obraz rynku. Do warszawskiego parkietu można już się zbliżać i powoli zapełniać portfele akcjami, ale z rozwagą i przeprowadzoną wcześniej analizą spółek jak również z zachowaniem pełnej czujności co do sytuacji makroekonomicznej zarówno Polski, jak i Świata.
Monika Lurie, młodszy analityk
Analizy Online
Reklama
13.01.2012



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania