Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Ujemne stopy w Polsce? [LIVE]

02.06.2020 | analizy.pl
Szansa na ujemne stopy procentowe, ale mała. Głos z RPP. Dla kogo to szansa dla kogo ryzyko? Rafał Bogusławski i Robert Stanilewicz w Analizy Live

  

Czy są możliwe ujemne stopy procentowe w Polsce? Mam na myśli wypowiedź członkini Rady Polityki Pieniężnej profesor Grażyny Ancyparowicz, która nie wyklucza takiej możliwości

Ta wypowiedź jest oczywiście z zastrzeżeniami. Członkowie RPP poczekają, aż poznają najnowszą, czerwcową projekcję inflacji. Profesor Ancyparowicz powiedziała, że nie widać ryzyka ujemnej inflacji. To będzie oznaczało, że realne stopy procentowe będą ujemne. Ta ostatnia obniżka już i tak nie zaszkodziła depozytom, gdyż one już i tak są bliskie zera. W tej sytuacji problem mają banki. Pekao podało, że te trzy obniżki stóp procentowych będą kosztowały bank do 700 mln dochodów odsetkowych, PKO BP – do 900 mln zł, a Santander – do 700 mln zł dochodów odsetkowych. To jest mniej więcej jedna trzecia dochodów odsetkowych kwartalnych, które te banki mają. Będą więc musiały to jakoś skompensować w inny sposób, pewnie podnosząc opłaty. Już widać, kto na tym starciu zyskuje.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

W tej informacji pojawiła się też informacja, jaki był cel obniżki – jedną z głównych intencji cięcia stóp procentowych była obniżka kosztów obsługi już zaciągniętego kredytu, by nie wystąpiło zjawisko pętli zadłużenia. Nie chodzi więc o to, by niskimi stopami zachęcić do brania nowych kredytów na cele rozwojowe.

Jesteśmy w sytuacji, w której RPP pojawiają się rozmowy o możliwości wprowadzenia ujemnych stopach procentowych. Ja bym przestrzegał przed tym. Przejście na ujemne stopy powoduje wiele zagrożeń. W Europie mamy niepokojące rezultaty, banki są w gorszej sytuacji. Bardzo ciężko jest wyjść już z polityki zerowych stóp procentowych. Wydaje się, że obniżenie w Polsce stóp procentowych do ujemnego poziomu jest stworzeniem dodatkowego zagrożenia dla całego systemu finansowego.

TFI rozdają pieniądze albo obniżają opłaty. O co chodzi?

Widać, że koronawirus wykonał ciężką pracę, jeśli chodzi o zmianę modelu biznesowego w portfelach dłużnych w TFI. Na razie Santander TFI wprowadził promocję (dodaje 1%), a PKO TFI ścięło opłatę. To się będzie działo w najbliższym czasie. To nie jest tak, że tylko te dwa TFI wykonały takie działania. W przypadku portfeli dłużnych będzie bardzo duży problem z tym, żeby te fundusze zarabiały jakieś sensowne pieniądze. Szczególnie jeśli chodzi o fundusze rynku pieniężnego, inwestujące w skarbowe papiery krótkoterminowe. W ich portfelach najczęściej pojawiają się tzw. WZ-tki, w których co pół roku jest ustalany kupon. Czyli co pół roku jest dostosowanie do rynku. Tam nie ma dużej zmienności w cenie. W listopadzie kupon wynosił 1,79%, czyli przez pół roku fundusz tyle zarabiał, w ujęciu rocznym. Obecnie ta obligacja ma kupon 0,69%, co jest pochodną dwóch obniżek stóp procentowych, przed ustaleniem kolejnego kuponu. Czyli do listopada ta obligacja będzie tyle zarabiała (w skali roku). Natomiast w listopadzie, jeśli stopy procentowe się nie zmienią, to prawdopodobnie kupon wyniesie 0,29%. To jest duże wyzwanie dla zarządzających, jeżeli popatrzymy na opłaty za zarządzanie, które w tego typu funduszach wynoszą ok. 0,9%-1,0%.

Dlatego Santander TFI zaproponował przejście do bardziej ryzykownych funduszy, za co będzie dawał dodatkowe 1,0%. PKO TFI poszło trochę inną drogą, obniżyło opłaty za zarządzanie nawet o połowę. To pokazuje, że to nie są drobne ruchy. To są działania, które zmieniają sytuację towarzystw funduszy inwestycyjnych. Ale tego wymaga sytuacja rynkowa. Wydaje mi się, że następne TFI będą tą drogą podążały.

Zajmijmy się matematycznymi dowodami na to, że są szanse na kontynuację wzrostów na Wall Street. O co chodzi w tym liczeniu?

JPMorgan postawił tezę, że biorąc pod uwagę jakie były tendencje w ostatnim czasie na rynkach kapitałowych, to był popyt na papiery dłużne. Natomiast inwestorzy nie są zaangażowani na rynku akcji, tak jak mogliby być. Tymczasem jeżeli popatrzymy na niskie stopy procentowe, nie ma możliwości zarabiania bez ryzyka, więc inwestorzy będą przenosili kapitał na rynki akcji. JPMorgan wyliczył, że nadal zaangażowanie niebankowych podmiotów w akcje wynosi zaledwie 40%. A to jest zdecydowanie niżej niż w ostatnich latach (powyżej 45%).

Jeżeli popatrzymy na to, co może się dziać w najbliższym czasie, to JPMorgan zakłada, że to zaangażowanie wzrośnie do 49%. To by spowodowało, że pojawi się hossa wynikająca z tego, że inwestorzy będą przesiadali się z instrumentów dłużnych na akcyjne. Druga część rozumowania pokazuje, jak dużo obecnie spekulantów ma otwarte krótkie pozycje, gra na spadki. To są dane porównywalne do 2015 roku. To by wskazywało na to, że w tej chwili mamy walkę byków i niedźwiedzi. Pytanie kto kogo przeciągnie. Jeżeli są bardzo duże pieniądze postawione po obu stronach, to jeżeli rynki zostaną przepchnięte w górę, to grający na spadki będą musieli pogodzić się ze stratami i coraz wyższymi wzrostami. Natomiast jeżeli wygrają ci, którzy grają na spadki, a rynek się cofnie na przykład o 10%, to ci którzy nie zdążyli wejść na rynek, to wtedy kupią akcje i rynek będzie poruszał się płynniej. Ja bym wolał, żeby rynek trochę się cofnął i potem szedł do góry. Ale JPMorgan zakłada, że jednak będą dalsze wzrosty.

TAGI:

Analizy Live

zobacz także

↑ na górę