Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Słabe dane makro, a giełda rośnie

27.05.2020 | Rafał Bogusławski
Ubiegły tydzień przyniósł dane z polskiej gospodarki, które pokazały, że głębokość spadku aktywności gospodarczej przerosła oczekiwania ekonomistów. Czy rynki akcji dyskontują przyszłość, czy ostatnie wzrosty to pułapka bess?

Głębokość załamania gospodarki w kwietniu zwiększa ryzyko upadłości firm, ponieważ przy tak gwałtownym spadku sprzedaży detalicznej i załamaniu produkcji przemysłowej, część firm może nie podnieść się, nawet wówczas gdy lockdown skończy się w czerwcu.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Dane o produkcji przemysłowej  w kwietniu były zimnym prysznicem dla analityków, którzy średnio prognozowali spadek o 10% w ujęciu rok do roku. W rzeczywistości spadek ten średnio wyniósł prawie 24,6%. Spadki zanotowały wszystkie branże poza produkcją wyrobów farmaceutycznych.


Kolejne dane, które rozczarowały to sprzedaż detaliczna. Spadek rok do roku w kwietniu wyniósł aż 22,9%.  W poszczególnych grupach prezentował się następująco:


 
Największe spadki wystąpiły w grupie „tekstylia, odzież, obuwie” aż o 63,4%, co było związane przede wszystkim z zamknięciem sklepów. Duże straty poniosły podmioty handlujące pojazdami samochodowymi, motocyklami i częściami, o 54,4%. W przeciwieństwie do marca spadła również sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Sytuacja wygląda więc groźnie.

W takim razie jak na te dane zareagowała warszawska giełda? W ciągu ostatniego miesiąca zachowanie indeksów  WIG, WIG20, sWIG 80 wyglądało następująco:



A ostatnie 5 sesji (w środę i w czwartek w ubiegłym tygodniu pojawiły się dane o produkcji przemysłowej) indeksy prezentowały się tak: 
 

 
Czy to oznacza, że im gorzej tym lepiej? A może inwestorzy patrzą jednak na inne wskaźniki

Analitycy Pekao SA wprowadzili ciekawy wskaźnik Pekao Tracker. To wskaźnik wykorzystujący między innymi wewnętrzne informacje banku na temat płatności kartami czy wpływach na konta małych i średnich firm, dane dostępne publicznie, jak na przykład dane o zużyciu energii elektrycznej czy dane z policji na temat liczby wypadków drogowych, które dają informacje na temat wielkości ruchu drogowego. Jak powiedział Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku, wskaźnik ten wiąże się z sytuacją, która powstała po wybuchu epidemii. Szybkość zmian w gospodarce jest zbyt duża, by bazować na danych historycznych. GUS dane o produkcji przemysłowej czy sprzedaży detalicznej publikuje przeszło trzy tygodnie po zakończeniu miesiąca. To obecnie prehistoria.
 
Zdjęcie

Wskaźnik ten pokazuje zmiany, które nastąpiły w poziomie aktywności gospodarczej zarówno po zamknięciu gospodarki jak również po rozpoczęciu jej „rozmrażania”. Wzrost aktywności, czyli nadzieje na powrót do normalności mają obecnie większe przełożenie na zachowanie rynków akcji, niż historyczne dane pokazujące skalę załamania. Podobnie dzieje się w innych krajach, gdzie inwestorzy patrzą w przyszłość i większe znaczenie dla nich ma spadek liczby zachorowań, niż rekordowe spadki produkcji czy sprzedaży z kwietnia.

Nadzieje na ożywienie gospodarki to oczywiście istotny czynnik, natomiast dla naszego rynku akcji, zwłaszcza dla WIG20 większe znaczenie mają przepływy kapitału na rynki wschodzące. Najłatwiej obserwować to poprzez zmiany kursów walut krajów traktowanych jako rynki wschodzące do amerykańskiego dolara.


Zmiany kursów takich walut jak złoty, meksykańskie peso czy południowoafrykański rand, pokazują ewolucję nastrojów od marca do dziś. Marcowa panika spowodowała silne umocnienie dolara, czyli typowy risk-off. Prawie dwa miesiące konsolidacji związane z utrzymywaniem się niepewności co do rozwoju sytuacji związanej z pandemią i osłabienie dolara, czyli umocnienie walut EM od ubiegłego tygodnia. Inwestorzy zakładają, że najgorsze już za nami i zaczynają poszukiwać wyższych stóp zwrotu. Czy mają rację?

Takie zmiany przepływów kapitału utrzymują się zazwyczaj kilka tygodni. Warto jednak pamiętać o ryzykach. Napięcie na linii USA – Chiny rośnie w obliczu zmian prawa, które Chińczycy chcą przeforsować w Hongkongu. Głębokie spowolnienie gospodarcze jest faktem i fala bankructw firm jest jeszcze przed nami bez względu na to jak dużej pomocy udzielą rządy i banki centralne. To wszystko skłania do zachowania umiaru, bo wciąż negatywne informacje są przed nami i wciąż niepewność co do rozwoju sytuacji w gospodarce jest wysoka. Natomiast jedno jest pewne. W obecnym otoczeniu makro, a zwłaszcza przy takim poziomie stóp procentowych i rentowności obligacji, poszukiwanie atrakcyjnych stóp zwrotu będzie wymagało akceptowania ryzyka. Widać, że inwestorzy zaczynają zdawać sobie z tego sprawę.

TAGI:

Rafał Bogusławski

zobacz także

↑ na górę