Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe, nowa tarcza finansowa i co dalej?

09.04.2020 | Rafał Bogusławski
Skrócone posiedzenie do jednego dnia i brak zwyczajowej konferencji prasowej po posiedzeniu, to otoczka kwietniowego spotkania członków Rady Polityki Pieniężnej. A efekty? Obniżka stóp o 50 punktów bazowych i wspólna konferencja prasowa prezesa Glapińskiego z premierem Morawieckim, na której została zaprezentowana tarcza finansowa dla firm.

RPP obniżyła stopę depozytową do poziomu 0%, stopę referencyjną do poziomu 0,5%, a lombardową do poziomu 1%. Decyzja zaskoczyła ekonomistów, którzy spodziewali się obniżek, ale w późniejszym okresie, choć z pewnością nie jest pozbawiona sensu. Gdy na początku marca Fed ciął stopy procentowe pojawiły się głosy krytyki, że jest to działanie przedwczesne. Potem, gdy Fed ściął stopy procentowe praktycznie do zera, już nikt nie kwestionował sensowności tego ruchu. W połowie marca ekonomiści zdawali sobie już sprawę ze skali spowolnienia, które zostanie spowodowane przez zamknięcie gospodarki. RPP nie tylko obniżyła stopy procentowe, ale również zapowiedziała skup obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa i kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielonych przez banki firmom.

Prezes Glapiński rozpoczął swoje wystąpienie od przywołania słów Mario Draghiego z czasu kryzysu w strefie euro, że on w ramach swojego mandatu zrobi wszystko co niezbędne, by ocalić euro. Prezes NBP powiedział: „Zrobię wszystko, aby kryzys był dla Polski łagodny i żebyśmy jak najszybciej, jak to możliwe ustabilizowali sytuację.” Żeby nie było wątpliwości, w jakim kontekście prezes to mówił, jego wystąpienie miało miejsce po wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego, który zapowiedział tarczę finansową dla firm o wartości 100 miliardów złotych.

Obniżka stóp procentowych ma ułatwić spłatę kredytów, natomiast skup obligacji skarbowych i instrumentów dłużnych posiadających gwarancje Skarbu Państwa to zapowiedź sfinansowania potrzeb pożyczkowych rządu. Oczywiście NBP nie będzie kupował obligacji bezpośrednio od rządu. Jak wielokrotnie podkreślił to prezes Glapiński, NBP będzie kupował obligacje na rynku wtórnym w ramach mandatu mającego na celu utrzymanie płynności tego rynku. Jeżeli jednak banki będą kupowały obligacje skarbowe emitowane przez Ministerstwo Finansów lub przez Polski Fundusz Rozwoju, wiedząc, że NBP je odkupi, to jaka to różnica?

Podstawowy problem z udziałem banku centralnego w finansowaniem wydatków rządu, i mówię tu o wszystkich bankach centralnych, polega na określeniu momentu, kiedy bank powinien się z takiego działania wycofać. Kiedy sytuacja poprawi się na tyle, by bank centralny nie musiał w ten sposób wpływać na rynek długu? Ile musi osiągnąć suma bilansowa banku centralnego w stosunku do PKB kraju, by uznać dalsze jej zwiększanie za zbyt ryzykowne? A może trzeba to oceniać przez pryzmat rezerw walutowych? A co będzie jeżeli sytuacja gospodarcza nie poprawi się szybko i deficyt budżetowy w kolejnych latach nadal będzie rósł. Historia podpowiada, że w polityce raz przetarte ścieżki z dostępem do pieniędzy, rzadko kiedy ponownie zarastają.

Sytuacja jest dramatyczna i nie kwestionuję decyzji NBP. Prawdopodobnie w dzisiejszej sytuacji rynkowej uplasowanie emisji obligacji o wartości 100m iliardów złotych byłoby trudne, a z pewnością bardzo kosztowne. NBP obniżając stopy procentowe nie tylko chroni kredytobiorców, ale również obniża koszty obsługi długu publicznego. Nowo emitowane obligacje, również dzięki interwencjom NBP będą mogły być sprzedawane drożej lub będą miały niższe oprocentowanie. Czysty zysk dla budżetu. Gdzie są więc ryzyka?

Na razie jedynymi poszkodowanymi wydają się banki. WIG-Banki stracił na wczorajszej sesji prawie 7%. To oczywiście pochodna obniżki stóp i obaw inwestorów o dochody odsetkowe banków. Złoty zareagował do głównych walut symbolicznym dwugroszowym osłabieniem. Rentowności obligacji 10-letnich spadły do poziomu 1,55% z 1,60%. Wygląda więc na to, ze rynki przyjęły ta decyzję spokojnie. Ja również nie doszukuję się większych problemów w perspektywie najbliższych tygodni czy miesięcy. Te problemu mogą się pojawić wówczas, gdy epidemia okaże się długotrwała, a załamanie finansów państwa głębsze, niż to się w tej chwili wydaje. Czy tak może być?

Dzień wcześniej NBP opublikował przeprowadzaną co kwartał ankietę dotyczącą prognoz sytuacji gospodarczej w Polsce. Odpowiedzi 22 ekonomistów pokazały, że rozrzut prognoz wzrostu gospodarczego, zarówno na rok 2020 jak i 2021 jest duży i trudno wyłonić tak zwany „scenariusz centralny”. Ankieta została przeprowadzona w dniach 28 marca – 2 kwietnia, więc ekonomiści mieli już obraz sytuacji związanej z epidemią i konsekwencjami gospodarczymi. Mimo to poziom niepewności utrzymuje się tak wysoko, że w komentarzach ekonomistów pojawiają się zastrzeżenia, że przedstawianie punktów prognoz, to znaczy wskazanie konkretnej liczby opisującej wzrost gospodarczy ma bardzo ograniczoną przydatność.

My dziś po prostu nie wiemy, jak głębokiego załamania gospodarki doświadczymy. Jeżeli bank centralny angażuje się we wspieranie rządu w pozyskiwaniu kapitału, wcześniej czy później pojawia się ryzyko utraty wiarygodności przez bank. Na amerykańskich dolarach widniej napis „In God We Trust”. Zaufanie czy wiara to wszystko co mamy w przypadku pieniędzy emitowanych przez banki centralne. Pieniądz nie ma już pokrycia w złocie, banki centralne, by zapewnić wiarygodność pieniądza utrzymuje rezerwy walutowe, a wiarygodność waluty zapewnia silna gospodarka i inflacja pod kontrolą. I cały system opiera się na zaufaniu. Zapytam więc: A co się stanie z walutami poszczególnych krajów, czy światowym systemem walutowym, gdy ludzie przestaną ufać? Ale to pytanie, które pewnie pojawi się za dwa lata.

TAGI:

NBPRPP

zobacz także

↑ na górę