Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Co dalej z gospodarką?

06.04.2020 | Rafał Bogusławski
Próba opanowania koronawirusa poprzez zamykanie gospodarki będzie miało wysoką cenę w postaci głębokiego spowolnienia gospodarczego, upadłości firm i gwałtownego wzrostu bezrobocia.

Choć jeszcze w lutym większość ekonomistów uważała, że polska gospodarka odczuje skutki epidemii, ale będą one przejściowe i niezbyt dotkliwe. Dziś sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej.
 
Prognozy dla Polski nie napawają optymizmem, a ekonomiści zaczynają kreślić coraz bardziej niepokojące scenariusze. W ostatnich dniach prognozę dla polskiej gospodarki przedstawił mBank. Według ekonomistów tego banku gospodarka w całym 2020 roku skurczy się o 4,2%. Największy spadek przypadnie na II kwartał, gdy PKB spadnie o 8,4%. Ekonomiści mBanku spodziewają się również znacznego ograniczenia konsumpcji i inwestycji, które w tym roku spadną odpowiednio o 10,6% i 9,4%. Załamanie gospodarki doprowadzi do skokowego wzrostu bezrobocia, którego wzrost zostanie nieco ograniczony dzięki tarczy antykryzysowej, ale i tak na koniec roku osiągnie 13%, co oznacza, że nawet 1,5 miliona osób może stracić pracę.
 
Citi Handlowy prognozuje spadek PKB Polski w bieżącym roku o 3,2%.z zastrzeżeniem, że jest to w miarę optymistyczny scenariusz zakładający, że przestoje w gospodarce potrwają do maja, a potem gospodarka zacznie wracać na tory „normalności”. Zastrzegają jednak, że przy nieco wolniejszym powrocie aktywności gospodarczej spadek PKB może wynieść 6%. Nawet w tym „optymistycznym” scenariuszu spodziewają się, że stopa bezrobocia na koniec roku wyniesie 10,9%, a inwestycje obniżą się aż o 15%.
 
Mniej pesymistyczną prognozę przedstawili ekonomiści banku Credit Agricole. Według nich spadek PKB w 2020 roku wyniesie 2,1%. Spodziewają się zdecydowanie mniejszej skali spadku konsumpcji i inwestycji, które mają w bieżącym roku wynieść odpowiednio :-3,4% i 2,1%. Również stopa bezrobocia ma być niższa i na koniec roku ma wynieść 6,3%.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

prognozy banków

Te prognozy to tylko przykład wyzwań, które stoją przed ekonomistami w przewidywaniu skutków pandemii i związanej z nią ograniczeniem aktywności ekonomicznej. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich prognoz przedstawianych pod koniec marca i na początku kwietnia jest to, że zakładają one znacznie gorszy scenariusz, niż ten prognozowany pod koniec lutego lub w połowie marca. Drugi wspólny obszar to fakt, że niemal wszystkie prognozy są uzupełniane o zastrzeżenia o wysokiej nieprzewidywalności sytuacji i prezentują również inne, zazwyczaj bardziej pesymistyczne scenariusze rozwoju sytuacji, w której pandemii nie da się opanować w maju lub kiedy powrót gospodarki do wzrostów będzie opóźniony lub słabszy niż spodziewany.
 
Ciekawą analizę rozwoju sytuacji w gospodarce przedstawił Polski Instytut Ekonomiczny  w swoim marcowym Miesięczniku Makroekonomicznym. Ekonomiści PIE przedstawili trzy scenariusze rozwoju sytuacji. Pierwszy, dziś już praktycznie nierealny, zakłada, ze epidemia wygasa na początku kwietnia i pod koniec kwietnia lub na początku maja gospodarka wraca na właściwe tory. W takim przypadku unikamy recesji i gospodarka w ciągu roku rośnie o 1,1%. Drugi scenariusz zakłada, że szczyt zachorowań przypada na początek maja, a epidemię udaje się opanować do lata. Wówczas nasza gospodarka notuje spadek o 0,7%. I trzeci scenariusz, który zakłada, że epidemii nie udaje się opanować w tym roku, to znaczy nie udaje się również znieść ograniczeń w funkcjonowaniu gospodarki. W takim scenariuszu spadek PKB powinien wynieść 4,7%.
 
Patrząc jednak na informacje napływające ze świata gospodarki, wydaje się, że negatywne skutki dla gospodarki w scenariuszu drugim i trzecim są niedoszacowane. Zamknięcie gospodarki na dłużej niż dwa miesiące prawdopodobnie spowoduje skutki, które przez wiele lat będą ograniczały tempo wzrostu gospodarczego, konsumpcji i inwestycji, choćby dlatego, że zarówno firmy, jak i konsumenci, będą musieli spłacać długi i będą chcieli zwiększyć poziom oszczędności.
 

Więc jakich odpowiedzi potrzebujemy, by oszacować skutki epidemii dla gospodarki?

 
Po pierwsze: Określenie, kiedy uda się znieść ograniczenia uniemożliwiające normalne funkcjonowanie firm? Obserwując tempo pojawiania się nowych przypadków, założenie że stanie się to już w kwietniu jest nierealistyczne. Czy uda się to w połowie maja? W takim scenariuszu być może rację mają ekonomiści banku Credite Agricole, że spowolnienie wyniesie 2,1%, a bezrobocie nie wzrośnie powyżej 6,3%. Choć patrząc co się dzieje z rynkiem pracy w innych krajach europejskich, jak na przykład w Hiszpanii, gdzie w marcu pracę straciło ponad 800 tysięcy osób, a liczba bezrobotnych wzrosła do 3,5 miliona, a rząd zakazał firmom zwalniania pracowników ze względu na epidemię, to nie możemy spodziewać się optymistycznego scenariusza dla Polski.
 
Po drugie: Jak szybko gospodarka będzie wracała do „normalności” i czy w ogóle do tej normalności powróci? Już dziś z informacji płynących od przedsiębiorców można wnioskować, ze część firm nie przetrwa zamknięcia gospodarki, nawet jeżeli trwałoby tylko do końca kwietnia. Im dłużej będzie trwał „lockdown”, tym więcej firm „wypadnie” z rynku. Upadłości firm mogą uruchomić lawinę, gdy problemy jednej firmy pogrążają kolejne i tu niezbędne są działania ze strony rządu. Podtrzymanie firm w trudnym okresie powinno być głównym celem działania rządu i program tarczy antykryzysowej jest krokiem we właściwym kierunku, niestety krytyka ze strony przedsiębiorców pokazuje, że może być niewystarczającym. Warto mieć jednak świadomość, że im dłużej będzie trwało zamknięcie gospodarki, tym trudniej będzie firmom przetrwać, a potem nawet tym, które przetrwają, powrócić do poziomu aktywności sprzed kryzysu.
 
Po trzecie: Czy uda się opanować sytuację w innych krajach? Polska gospodarka jest uzależniona od wymiany handlowej. Obniżanie przez ekonomistów prognoz wzrostu dla Polski wynika również z problemów z globalnymi łańcuchami dostaw, eksportem i importem. Prognoza Citi dla PKB Niemiec przewiduje 11% spadek, jeżeli będzie realizował się scenariusz wolniejszego powrotu do aktywności. Jest to nasz główny partner handlowy i z pewnością takie załamanie niemieckiej gospodarki bardzo silnie odbije się na nas. Pandemia w Europie czy w USA wciąż nie jest opanowana i na razie możemy mieć nadzieję, że w większości europejskich krajów najbliższe dwa tygodnie przyniosą spadek liczby nowozarażonych. To jeszcze nie będzie oznaczało wygranej wojny z koronawirusem, ale może być pierwszym światełkiem, dającym nadzieję, że w maju lub na początku czerwca, większość europejskich krajów będzie znosiła ograniczenia.
 

Co wiemy?

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millenium zaprezentował zmiany wartości transakcji klientów banku kartami i przez internet w branżach najbardziej dotkniętych przez zamknięcie gospodarki.

płatności kartowe

To pokazuje, dlaczego zwłaszcza dla tych branż każdy dzień zamknięcia gospodarki ma znaczenie. Nawet najlepsza firma bez przychodów nie jest w stanie przetrwać kilku miesięcy. Nawet zwolnienia podatkowe i kredyty nie pozwolą przetrwać kilku miesięcy, zwłaszcza bez nadziei na wznowienie działalności.
 
Informacje z innych banków potwierdzają spadek płatności o około 30% średnio we wszystkich sektorach gospodarki w porównaniu z poprzednimi miesiącami. To oznacza, że przynajmniej taka część popytu „wyparowała”, a może być gorzej, bo ze względu na wymogi sanitarne część osób zrezygnowała z płacenia gotówką.
 
Wiemy również że sytuacja w polskim przemyśle jest zła. Wskaźnik PMI za marzec spadł do poziomu 42,4 z 48,2 w lutym. Spadek zanotowała produkcja, nowe zamówienia i zatrudnienie. Taki odczyt zapowiada, że w kwietniu można oczekiwać silnego pogorszenia koniunktury w przemyśle. 

W USA liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w ciągu dwóch tygodni wzrosła łącznie o prawie 10 milionów. To ponad 6% pracujących w tym kraju. Amerykańska gospodarka charakteryzuje dużo większą elastycznością rynku pracy niż gospodarki europejskie. Tam zwolnienia następują znacznie szybciej niż w Europie, bo pracownika jest znacznie łatwiej zwolnić. Ale to pokazuje jaka presja na rynku pracy pojawi się w kolejnych miesiącach w Europie, w tym w Polsce. Działania osłonowe ze strony rządów są niezbędne, by ograniczyć falę zwolnień. Pytanie czy nasza tarcza antykryzysowa jest wystarczająca.
 
Amerykanie uchwali plan ratunkowy dla gospodarki o wartości 2 bilionów dolarów. Niemcy plan o wartości 750 miliardów euro. Te pieniądze są niezbędne, ale spowodują również wzrost deficytów budżetowych. Koszty tarczy antykryzysowej dla budżetu w Polsce są szacowane różnie, ale uwzględniając również spadek przychodów, a nie tylko wzrost wydatków budżetowych założenie, ze deficyt w tym roku wzrośnie tylko o 100 miliardów, czyli utrzyma się poniżej poziomu 5% do PKB jest zbyt optymistyczne. Bardziej prawdopodobny jest deficyt na poziomie 7-8% do PKB, a więc powyżej 140 – 150 miliardów złotych. Sfinansowanie tego może być wyzwaniem, a jeżeli głównym kupującym obligacji skarbowych będzie NBP, to może skutkować spadkiem wiarygodności kredytowej Polski i turbulencji na polski złotym.
 
Porównując skalę spadków na warszawskiej giełdzie do spadków w poprzednich okresach spowolnienia, można zaryzykować tezę, ze nasz rynek zdyskontował scenariusz spadku PKB, być może nawet na poziomie dwóch czy trzech procent. Porównania są utrudnione bo polska gospodarka nie znalazła się w recesji od 30 lat, ale poprzednie okresy spadku głównych indeksów na warszawskiej giełdzie sugerowałyby, ze ten scenariusz jest w cenach. Rynek nie wycenia raczej trzeciego scenariusza przedstawionego przez Polski Instytut Ekonomiczny. W takim przypadku nasz rynek akcji zapewne musiałby zdyskontować znacznie boleśniejszy rozwój sytuacji.
 
Nie wiemy więc, czy nasza gospodarka wróci do normalnej aktywności już w czerwcu. Nie wiemy jak silne będzie odreagowanie w drugiej połowie roku i czy ono nastąpi i jakie konsekwencje będzie miał koronawirus dla inwestycji i konsumpcji nie tylko w tym roku, ale również w przyszłym. Wiemy, że rynek pracownika się skończył, nie wiemy jak szybki będzie wzrost stopy bezrobocia i do jakiego poziomu.
 
Historia uczy jednak, że największy pesymizm i najgorsze informacje pojawiają się wówczas, gdy nie widać jeszcze szans na poprawę koniunktury, ani w gospodarce, ani na giełdzie. W lutym 2009 roku Warren Buffett w liście do akcjonariuszy przedstawiał raczej ponurą wizję przyszłości, choć nie rezygnował z utrzymywania w portfelu akcji zakupionych jeszcze przed upadkiem bank Lehman Brothers, czyli kilkadziesiąt procent drożej. W marcu 2009 rynek akcji w USA rozpoczął najdłuższą w historii hossę. Dziś sytuacja również nie wygląda zbyt optymistycznie. Gospodarkę czeka spowolnienie, rynki akcji są po silnej korekcie. Nie można jednoznacznie stwierdzić, ze koniunktura giełdowa poprawi się w ciągu miesiąca czy dwóch. Nadal niepewność co do rozwoju sytuacji w gospodarce jest duża, ale biorąc pod uwagę skalę i wartość środków zaradczych podejmowanych przez banki centralne i rządy, można oczekiwać, że w przyszłym roku sytuacja się poprawi. Nie oznacza to, że rynki akcji mają całość spadków za sobą, ale podobnie jak w 2009 roku, odreagowanie na giełdach, gdy pojawią się szanse na wyjście z gospodarczej zapaści, powinno być adekwatne do dzisiejszego poziomu strachu.

TAGI:

kryzysPKBprognozy 2020

zobacz także

↑ na górę