Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Trzy decyzje w kwestii OFE, które zdecydują o koniunkturze na GPW

30.03.2020 | Rafał Bogusławski
Źródło: paikong / Shutterstock.com
Utrzymująca się niepewność co do przyszłości OFE może skutkować tym, że zniechęcenie inwestorów do warszawskiej giełdy przejdzie w stan permanentny, co będzie oznaczało powolną agonię naszego rynku. Są trzy pomysły, które mogą temu zapobiec

Otwarte Fundusze Emerytalne wystartowały w 1999 roku z nadziejami uczestników, że nowy system emerytalny zapewni godne emerytury i spokojną starość. Start programu przypadł na ostatni rok trwania hossy internetowej. Kolejne trzy lata dla rynku giełdowego nie były korzystnym okresem, ale uczestnicy OFE, dzięki ponad sześćdziesięcioprocentowemu udziałowi części dłużnej i wysokim poziomom stóp procentowych w tamtym czasie, przeżyli ten czas bez większych strat. Już w II połowie 2001 roku ceny jednostek funduszy OFE zaczęły szybko rosnąć. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej i dzięki hossie na rynkach akcji do 2007 roku średni wzrost ceny jednostki funduszy OFE, liczony od początku działalności, osiągnął 200%. Oczywiście były fundusze zarządzane lepiej i gorzej, ale przeciętny uczestnik miał bardzo przyzwoitą średnioroczną stopę zwrotu. Na ten wzrost wpływ miała dobra koniunktura na giełdzie, która była pochodną rozwoju polskiej gospodarki, ale również zmiany w wycenach spółek notowanych na GPW. Inwestorzy zagraniczni docenili szybki wzrost gospodarczy Polski, ale również uznali, że OFE przez wiele lat będą generowały stały strumień popytu na polskie akcje, co uzasadniało wyższe ich wyceny w porównaniu z innymi rynkami rozwijającymi się.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Ta sielanka skończyła się w 2008 roku. Wielki Kryzys, który przyniósł załamanie na większości rynków akcji, nie ominął warszawskiej giełdy. W konsekwencji średnia cena jednostek OFE spadła od lipca 2007 do marca 2009 o ponad 37%.

Rozpocząłem przygodę z inwestowaniem na polskiej giełdzie w 1992 roku, kupując w ofercie na rynku pierwotnym akcje Żywca. Od tego czasu albo inwestowałem własne pieniądze, albo pracowałem dla firm, które zarządzały pieniędzmi inwestorów. Przeżyłem załamanie z 1994, kryzys rosyjski z 1998, pęknięcie bańki internetowej w 2000 roku i Wielki Kryzys 2008. Za każdym razem byłem przekonany, że ceny akcji podniosą się, a inwestorzy wrócą na warszawski parkiet i giełda będzie się rozwijać.

Moja wiara w pozytywny scenariusz dla GPW zaczęła słabnąć w 2011 roku. Ówczesny rząd zdecydował o zmniejszeniu składki przekazywanej z ZUS-u do OFE z 7,3% do 2,3% wynagrodzenia. Siła nabywcza OFE zaczęła słabnąć. Oczywiście powodem tej zmiany był gwałtownie rosnący dług publiczny. W latach 2009-2011 zadłużenie Polski rosło każdego roku o ponad 100 miliardów złotych. Ponieważ środki gromadzone w OFE, według europejskich zasad wyliczania deficytu, traktowane są jako dług publiczny, to ograniczenie tej składki z jednej strony miało na celu zatrzymanie większej części składki w ZUS, z drugiej spowolnienie narastania zadłużenia. Na skutek tych zmian siła nabywcza OFE zaczęła słabnąć.

Kolejne zmiany, które wprowadzono w 2014, po raz kolejny wystawiły mój optymizm na próbę. Zmiany te spowodowały, że w OFE z ponad 16 milionów osób płacących składki zostało 2,5 miliona, a ponad połowa aktywów, głównie w postaci obligacji, została z OFE zabrana i zapisana  na subkontach w ZUS jako zobowiązanie. Wprowadzono równie zasadę „suwaka”, która polega na tym, że OFE zostały zobligowane do stopniowego przekazywania środków zgromadzonych na rachunku uczestnika do ZUS-u, przez okres dziesięciu lat przed osiągnieciem wieku emerytalnego. Już w 2014 roku zasada suwaka spowodowała, że OFE z tego tytułu przekazały do ZUS-u  3,7 miliarda złotych, a równocześnie gwałtownie spadły składki przekazywane z ZUS-u do OFE ze względu na obniżoną składkę i znacznie mniejszą liczbę uczestników.

Między innymi te zmiany przyczyniły się do tego, że zagraniczni inwestorzy przestali postrzegać nasz rynek akcji jako rynek, na którym warto akceptować wyższe wyceny spółek w porównaniu z innymi rynkami wschodzącymi. W kolejnych latach stopniowo nasz rynek przestał być wyceniany z premią, a po 2016 roku pojawiło się dyskonto. To co zniechęcało inwestorów do inwestowania na GPW, to nie tylko zmiana zasad działania OFE, ale również obawa o to, że jeżeli politycy raz sięgnęli po pieniądze z OFE, to mogą to zrobić drugi raz. Pomysł, że wszystkie pozostałe aktywa OFE mogą zostać przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej, pojawiał się nie tylko na forach internetowych, ale również w artykułach. Obawy inwestorów dotyczyły po pierwsze potencjalnej podaży akcji, po drugie przejęcia przez skarb państwa kontroli nad wieloma prywatnymi spółkami, w których OFE miały większościowe udziały.

W 2019 roku pojawił się projekt, mający na celu definitywne zakończenie historii OFE. Zgodnie z nim uczestnicy OFE mieliby możliwość wyboru. Mogliby zgodzić się na przekształcenie ich rachunku w OFE w rachunek IKE, dzięki tej zmianie środki stałyby się ich prywatną własnością, ale zostałyby pomniejszone o 15% opłaty przekształceniowej lub złożyć dyspozycję przeniesienia środków do ZUS-u, ale wówczas środki te nie byłyby dziedziczone. Po przekształceniu w IKE z rachunku nie byłyby pobierane środki wynikające z zasady „suwaka”, bo „suwak” przestałby obowiązywać.

13 lutego 2020 roku sejm przyjął rządowy projekt reformy OFE i wydawało się, że jedyna niepewność może być związana z liczbą osób, które zdecydują się na przekazanie swoich pieniędzy do ZUS-u. Jeżeli byłoby to ponad 20% wszystkich osób posiadających rachunki OFE, to fundusze emerytalne, które w portfelach średnio posiadały nieco ponad 80% akcji, mogłyby być zmuszone do sprzedawania akcji, co mogłoby się odbić na koniunkturze na GPW. Jednak życie niesie niespodzianki.

Koronawirus i walka z nim poprzez zamknięcie gospodarki spowodował gwałtowną wyprzedaż na rynkach akcji. W konsekwencji sytuacja zmieniła się na tyle, że w ubiegłym tygodniu minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz stwierdziła: „Nie zawieszamy reformy OFE. Odkładamy ją w czasie”. Paweł Borys prezes Polskiego Funduszu Rozwoju uzupełnił, że rząd nie zdecydował jeszcze czy reforma wejdzie w życie w tym roku, a decyzje mają zapaść w kwietniu lub maju w zależności od rozwoju sytuacji epidemicznej.

Paweł Borys stwierdził jeszcze, że brak reformy OFE w tym roku, oznacza spadek dochodów budżetowych o 15 miliardów złotych. Mogę zrozumieć troskę o finanse publiczne, zwłaszcza w obliczu czekających rząd wydatków, ale chciałbym również, by rząd zatroszczył się o inwestorów na GPW.

Mamy gwałtowny wzrost niepewności zarówno w gospodarce, jak i na rynkach finansowych. Brak decyzji o dalszych losach OFE może dodatkowo zniechęcać do inwestowania w spółki notowane na warszawskiej giełdzie. Jeżeli zaczną pojawiać się komentarze czy nawet pogłoski, że rząd rozważa przekazanie całości środków z OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej, to obawiam się, że nasz rynek akcji nadal, tak jak to było w ubiegłych latach, pozostanie w ogonie pod względem stóp zwrotu. Utrzymująca się niepewność może skutkować tym, że zniechęcenie inwestorów przejdzie w stan permanentny, a to będzie oznaczało powolną agonię naszego rynku. Nie będzie to spektakularny upadek, ale po prostu zanikanie handlu, znikanie z parkietu kolejnych spółek i coraz mniejsza liczba inwestorów.

Jeżeli nie chcemy do tego dopuścić, to warto by rząd jak najszybciej podał konkretne informacje na temat dalszych losów reformy OFE. Wiem, że sytuacja jest dynamiczna, ale trwanie w stanie zawieszenia na pewno rynkowi nie pomoże. Po drugie proponowałbym zawieszenie lub zniesienie obowiązywania „suwaka”. Ten mechanizm właśnie spełnił swoją rolę, a comiesięczne odpływy z OFE do ZUS-u, przy braku dywidend wypłacanych przez spółki, to powolne „wykrwawianie” naszej giełdy. Punkt trzeci, najważniejszy, jeżeli ktokolwiek by rozważał przekazanie funduszy z OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej, to niech zastanowi się, czy cena tej operacji jest warta jej poniesienia. Sam fakt, że kontrolę nad kilkudziesięcioma firmami, w których obecnie znaczne udziały mają OFE, przejąłby de facto skarb państwa, byłby wystarczającym powodem, by zniechęcić inwestorów do inwestowania długoterminowego. Ostatnie dwa lata pokazały, że spółki, w których skarb państwa ma dominujący udział, delikatnie mówiąc, nie traktują maksymalizacji zysku jako głównego kryterium efektywności działania.

Mam nadzieję, że reforma OFE zostanie dokończona i nie będzie to reforma w stylu roku 2014. I mam nadzieję, że nie pozostanie mi tylko nadzieja, że kiedyś, któryś rząd zrobi coś, co wesprze naszą giełdę.

TAGI:

likwidacja OFEOFEprzyszłość OFE

zobacz także

↑ na górę