Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Jak przetrwać wirusowy szok gospodarczy? [LIVE]

30.03.2020 | analizy.pl
W bazowym scenariuszu epidemia na świecie zostanie opanowana do połowy roku, po czym gospodarka będzie wracać do swojej normalnej kondycji – mówi Mariusz Adamiak, Szef Biura Strategii Rynkowych PKO BP

 

  • Doskonale pamiętamy, co działo się w 2008 roku. Wydawało się, że jest to pokoleniowy wstrząs. Zanosi się, że obecne pokolenia będą miały do czynienia z czymś o wiele większym. Jaka będzie skala recesji w polskiej gospodarce?

–Jeśli chodzi o cały rok, wszystko zależy od tego jak długo będzie trwać kwarantanna gospodarki i jak szybko będzie w stanie wrócić do w miarę normalnej działalności. Bazowe scenariusze, zakładają, że epidemia na świecie zostanie opanowana do połowy roku, natomiast w drugiej połowie roku gospodarka będzie wracać do swojej normalnej kondycji. Trzeba pamiętać, że nowoczesna gospodarka to przede wszystkim usługi. Najwięcej jest ich w USA, około 80%, w Europie Zachodniej około trzy czwarte. W sytuacji, kiedy kryzys zamroził właśnie te obszary gospodarki, uderzenie w aktywność będzie ogromne. W strefie euro z pewnością możemy spodziewać się recesji w drugim kwartale rzędu 15%.
 
  • Czy działania rządowe mogą pomóc realnej gospodarce? Czy jest możliwy jej szybki „restart”?

–Im dłużej będzie utrzymywał się stan zagrożenia epidemiologicznego, tym o ten „restart” będzie trudniej. Jednak w pewnym momencie musi on nastąpić. Chodzi o to, by nastąpił w miarę szybko i silnie. Problemem dla naszej gospodarki są uciekający z Polski imigranci, którzy jak do tej pory w dużym stopniu uzupełniali kadry pracownicze. Kolejną rzeczą jest wznowienie łańcuchów logistycznych. Jeżeli kraje są na różnych etapach epidemii, a któreś z ogniw łańcucha dostaw w kraju jest zerwane, to nawet jeśli inne kraje dochodzą już do takiej kondycji, w której mogą sprawnie działać, w innych może dojść do opóźnienia odbicia. Najistotniejsze jest to, aby możliwie jak największa część gospodarki przetrwała ten okres w gotowości do szybkiego wznowienia działalności.
 
  • Na świecie dochodzi do bezpośredniego wsparcia przedsiębiorców w czasach kryzysu. Rząd Australii przeznaczył 16% rocznego PKB na wsparcie firm płacąc 1,5 tysiąca dolarów australijskich na jednego pracownika raz na dwa tygodnie. W Polsce pomoc rządowa wynosi 10% PKB. Czy nie trzeba zastosować bardziej radykalnych działań wspierających przedsiębiorców?
 
–Być może będzie trzeba. Ogłoszony program jest jeszcze w trakcie prac legislacyjnych, więc nie jest wykluczone, że ulegnie on zmianie. To czy okaże się on być wystarczający zależy od rozwoju sytuacji i długości zamrożenia gospodarki. Od strony koncepcyjnej jest kilka elementów, które wydają się adresować problemy, w których znalazła się gospodarka. W pierwszej linii znajduje się pomoc służbie zdrowia, która obecnie jest bardzo obciążona. Z drugiej strony niezbędne jest zapewnienie zasiłków ludziom, którzy utracili dochody. Kluczowe elementy rządowego wsparcia wiążą się z utrzymaniem zdolności produkcyjnych gospodarki.
 
  • Czy mamy na tyle wystarczające zasoby, aby przeprowadzić w Polsce tzw. „helicopter money” i dać na utrzymanie miejsc pracy gotówkę, czy raczej przewróciło by to nasz system finansowy i gospodarkę?
 
Ze względu na spadające przychody państwa będzie ono musiało zapożyczyć się u swoich obywateli lub za granicą, aby móc wesprzeć przedsiębiorstwa w czasie obecnego kryzysu, czy to przez ulgi podatkowe, czy przez bezpośrednią pomoc gotówkową. Polska znajduje się w innej sytuacji niż kraje takie jak Australia czy USA, gdyż w krytycznej sytuacji, kapitał, który jest tak bardzo potrzebny, opuszcza gospodarki postrzegane jako wschodzące. Z pewnością Polska jest darzona zaufaniem na arenie międzynarodowej, ale nie jest to pierwsza liga „bezpiecznych przystani”, przez co dodruk pieniądza nie załatwia problemów gospodarczych tak, jak ma to miejsce w krajach o wyższej pozycji gospodarczej.
 
  • Pojawiają się różne, czasem sprzeczne opinię, na temat minięcia okresu najgorszych spadków na giełdzie. Czy dołek na rynku akcji mamy już za sobą?
 
Skala przeceny była bardzo duża. Dow Jones Podczas kryzysu w 2008 spadł o 53% na przestrzeni 17 miesięcy. W 2020 roku na przestrzeni jednego miesiąca Dow Jones spadł o 37%. Duża część spadków jest jeszcze za nami, ale nie wiemy, czy jest to już ich koniec. Okres, w którym dokonał się spadek był o wiele krótszy. Zmienność na rynku jest ogromna, zdecydowanie większa niż w 2008 roku. Przyczyniły się do tego m.in. struktura rynku i udział handlu elektronicznego opartego na algorytmach. Chcąc określić, czy najgorsze spadki są już za nami, posłużyłbym się analogiami z epidemii SARS w 2003 roku. Rynki osiągnęły swoje dołki w momencie, w którym były w stanie wymodelować dalszy rozwój sytuacji. Epidemia SARS cały czas się wtedy rozwijała, lecz można było racjonalnie zakładać w jakim horyzoncie ona wygaśnie. Wtedy rynki zaczęły rosnąć, wyprzedzając szczyt zachorowań i dołek ekonomiczny epidemii. Jeśli chodzi o obecna sytuację, myślę, że będzie podobnie, jednak jest ona zdecydowanie trudniejsza do wymodelowania.
 
  • Jakie jest ryzyko wystąpienia wysokiej inflacji?

Zacząć trzeba od tego, że ten szok, z którym mamy do czynienia, jest inny w porównaniu do tych, z którymi mieliśmy do czynienia w przeszłości. Wcześniej dochodziło do szoków popytowych, to znaczy, że gospodarki były przegrzane, po czym zaczynało brakować popytu na spłatę zadłużenia, które było budowane w czasach dobrej koniunktury. Natomiast wstrząsy o charakterze podażowym są charakterystyczne dla kataklizmów naturalnych. Zwykle jednak miały charakter lokalny. Obecnie mamy do czynienia z dwoma rodzajami tych szoków w skali globalnej. Zależnie od rodzaju towaru, mamy do czynienia albo z ogromnym wzrostem cen albo ich spadkiem. Uważam, że w krótkim terminie będą przeważały czynniki deflacyjne. W dłuższym okresie zagrożenia wzrostem inflacji są całkiem poważne.

TAGI:

Analizy LivePKO BP

zobacz także

↑ na górę