Odpalamy nowe analizy.pl! Start już wkrótce!

Koronawirus zainfekował złotego

26.03.2020 | Roman Przasnyski
Złoty mocno ucierpiał w związku z epidemią koronawirusa. Choć względem dolara jest najniżej od prawie 20 lat, to jednak waluty wielu innych krajów osłabiły się jeszcze bardziej

Na początku mijającego tygodnia za dolara trzeba było płacić prawie 4,3 zł. Poprzednio taki kurs wymiany widziany był w sierpniu 2001 r. Tylko od początku roku dolar podrożał o ponad 10,5 proc. W marcu deprecjacja naszej waluty przekracza 7 proc. i jest to najgorszy miesięczny wynik od listopada 2016 r. Znacznie silniejsze, kilkunastoprocentowe spadki złoty notował poprzednio w latach 2011-2012 oraz w czasie globalnego kryzysu finansowego.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.


Kurs euro w miniony poniedziałek przekroczył 4,6 zł. Poprzednio wspólna waluta była tak droga w kwietniu 2009 r. Od początku roku kurs euro wzrósł o ponad 7 proc. Największa, przekraczająca 5,5 proc. część tej deprecjacji miała miejsce w marcu, a pod tym względem mijający miesiąc był najgorszy od września 2011 r.

Nie lepiej wygląda sytuacja w przypadku franka, który od początku roku podrożał aż o 9,6 proc., a jego kurs jest najwyżej od pamiętnego stycznia 2015 r., gdy szwajcarski bank centralny zrezygnował z utrzymywania stałego parytetu swojej waluty względem euro. W ostatnich dniach kurs franka momentami zbliżał się do 4,4 zł, pogarszając sytuację osób zadłużonych w tej walucie.

Wszystko to oczywiście efekt obaw inwestorów związanych z konsekwencjami pandemii koronawirusa i ucieczki od najbardziej ryzykownych aktywów. Globalnie działający inwestorzy w takich sytuacjach nie analizują kondycji poszczególnych krajów lecz pozbywają się w pierwszej kolejności walut rynków wschodzących. Na tym tle złoty i tak wypada nie najgorzej. Pod względem skali deprecjacji wobec dolara zajmuje dopiero piętnastą pozycję, plasując się nieznacznie lepiej niż czeska korona, brytyjski funt, czy chiński juan, nie mówiąc już o rublu, który osłabił się od początku roku aż o 27 proc., niewiele mu ustępującym meksykańskim peso, czy brazylijskim realu.

W czasach rynkowych perturbacji króluje dolar, a sekundują mu zazwyczaj szwajcarski frank i japoński jen. Tak też jest tym razem i nie ma na to rady, a lokalne czynniki zupełnie tracą na znaczeniu. Co gorsza, wobec wstrzymania lub znacznego ograniczenia produkcji w wielu firmach oraz załamania popytu, słaby złoty nie jest w stanie pomóc polskim eksporterom towarów i usług. Wielu przedsiębiorców zadłużonych w obcych walutach może mieć z kolei spore problemy ze spłatą zobowiązań. Mocno drożeje z kolei import towarów i komponentów, z którego nie sposób całkowicie zrezygnować.

Wobec nietypowego charakteru obecnych zawirowań oraz nieprzewidywalności rozwoju sytuacji, wszelkie prognozy są warte niewiele więcej niż wróżenie z fusów. Wypada więc poprzestać na dość oczywistych stwierdzeniach, że sytuacja poprawi się w przypadku szybkiego wygasania pandemii oraz powracania globalnej gospodarki do względnej równowagi, po szoku niespotykanym od dziesięcioleci.

Osłabienie złotego nie stanowi też wielkiego pocieszenia ani szansy z punktu widzenia polskich inwestorów. Skala spadków notowań większości zagranicznych aktywów, od akcji po surowce, jest tak duża, że korzystny wpływ deprecjacji złotego nie jest w stanie ich skompensować. O wielkiej wygranej mogą mówić jedynie ci, którzy w swoich portfelach mają złoto. Od początku roku wartość kruszcu wyrażana w złotych wzrosła o 17,5 proc., mimo że w ujęciu dolarowym jego notowania poszły w górę o nieco ponad 6 proc. Z punktu widzenia rodzimych inwestorów, złoto którego notowania zbliżyły się w ostatnich dniach do 7000 zł za uncję jest najdroższe w historii.

TAGI:

Dolareurorynek walutowy

zobacz także

↑ na górę