Nieoczywiste relacje między giełdą a inflacją

23.01.2020 | Roman Przasnyski
Choć generalnie wzrost inflacji uznawany jest za sygnał niekorzystny dla giełdowej koniunktury, to jednak zależność między sytuacją na rynku akcji a wzrostem cen nie jest wcale tak jednoznaczna, a wnioski zależeć mogą od przyjętego punktu widzenia

Znajdujemy się w momencie dynamicznie rosnącej inflacji oraz nadziei na poprawę słabej od dłuższego czasu koniunktury na warszawskim parkiecie. Jeśli do tego dołożymy wyraźnie widoczne spowolnienie tempa wzrostu polskiej gospodarki, to wydaje się, że trudno liczyć na zyski z inwestycji na giełdzie. Sprawa nie jest jednak tak prosta, a wszystko zależy od tego, czy będziemy zwracać uwagę na przesłanki o charakterze rynkowym i związanymi z przepływami kapitału, czy też fundamentalnymi, a więc opartymi na analizie zjawisk makroekonomicznych, wynikających z cykliczności koniunktury gospodarczej. Z historycznych obserwacji wyciągać można bardzo różne wnioski.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Przeczytaj także: Jak pokonać inflację w swoich inwestycjach?

Zestawiając stopy zwrotu osiągane na poszczególnych giełdach, najczęściej przy okazji okresowych podsumowań sytuacji na rynkach, wielu inwestorów i analityków już na wstępie musi rozstrzygnąć dylemat, czy brać pod uwagę indeksy giełd na przykład w Argentynie, czy Wenezueli. Okazuje się bowiem, że od wielu lat na czele rankingu najmocniej zwyżkujących indeksów znajduje się argentyński Merval, który z kilkoma wyjątkami, od dwudziestu lat co roku rośnie po kilkadziesiąt procent rocznie. A przecież Argentyna nie należy do gospodarczych potęg, raczej ocierając się o status bankruta. Podobnie jest w przypadku Wenezueli, gdzie w 2017 r. indeks wzrósł o ponad 3880 proc.

Tym, co poza niemal permanentnym kryzysem gospodarczym, łączy te kraje jest gigantyczna inflacja i spadek wartości waluty. W Wenezueli sięgała ona w 2017 r. 7000 proc., a w Argentynie przekracza 50 proc., a od lat rzadko schodzi poniżej 20 proc. Inflacja, której oficjalne miary koncentrują się zwykle na dobrach konsumpcyjnych, przenosi się więc w naturalny sposób na rynki aktywów, czyli akcji i na przykład nieruchomości. Przy tej okazji warto przypomnieć sobie także historię warszawskiej giełdy, na której „wenezuelskie” (w 1993 r. WIG zyskał 1095 proc.) zwyżki z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, idealnie korelowały z „argentyńską” inflacją, oscylującą między 30 a 45 proc.

Odrębną kwestią jest to, czy na rynek akcji „przenosi” się inflacja rzędu 3-4 proc. Dochodzimy tu do drugiego mechanizmu o charakterze rynkowym, polegającego na tendencji do poszukiwania przez posiadaczy oszczędności wyższych stóp zwrotu, chroniących ich kapitał przed inflacyjną erozją. Wyższe stopy zwrotu można uzyskać na rynkach aktywów bardziej ryzykownych, w tym na rynku akcji. Przepływy oszczędności z nieopłacalnych lokat bankowych w innych kierunkach, obserwować było można w naszej historii już kilkukrotnie. Rolę ochrony przed inflacją wcześniej pełniły złoto i dolary, później także giełda oraz nieruchomości. Wydaje się że obecnie awersja do rynku akcji jest zbyt duża, by wysoka inflacja skłoniła do inwestycji na giełdzie, a dominującym, w przypadku osób dysponujących większym kapitałem, wyborem pozostaną nieruchomości.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na trzy czynniki, „sterujące” przepływami kapitału. Pierwszy, najbardziej chyba powszechny, to nominalna stopa inflacji. W przypadku, gdy jest ona niewielka, zwykle nie mobilizuje posiadaczy oszczędności do poszukiwania alternatyw dla lokat bankowych. Gdy jednak sięga 3-4 proc., zaczyna być bardziej odczuwalna i może skłaniać do aktywności. Dodatkowym czynnikiem jest czas utrzymywania się nasilonej inflacji oraz perspektywa w tym zakresie. Posiadacze oszczędności zwykle z opóźnieniem reagują na zjawiska inflacyjne oraz mają tendencję do przesadnych oczekiwań co do czasu ich trwania. Trzecia wreszcie kwestia w tej kategorii, to relacje między inflacją a stopami procentowymi. Choć wynoszący w grudniu 3,4 proc. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych znalazł się na poziomie najwyższym od września 2012 r., nie musi on jeszcze na oszczędzających robić dużego wrażenia. Tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że po wzroście wskaźnika inflacji w najbliższych miesiącach, w ciągu roku będzie się on ponownie obniżał.

Istotny jest tzw. realny poziom stóp procentowych, czyli różnica między wskaźnikiem inflacji a oficjalnymi stopami procentowymi NBP, lub w wymiarze bardziej praktycznym, między inflacją a średnim oprocentowaniem lokat bankowych. Ten zaś jest najniższy w historii i może to mieć wpływ na decyzje przynajmniej w przypadku tzw. smart money.

Inflacja

Co do kwestii fundamentalnych, sytuacja wydaje się dość jednoznaczna. Wskutek działania czynników o specyficznym charakterze, w ostatnich latach warszawska giełda i działający na niej inwestorzy, nie skorzystali z bezinflacyjnego boomu gospodarczego. Obecnie weszliśmy w fazę dość wyraźnego spowolnienia polskiej gospodarki, przy jednoczesnym nasileniu się tendencji inflacyjnych. Według teorii oraz historycznych doświadczeń, taki układ warunków nie sprzyja giełdowej koniunkturze, ale też nie w pełni determinuje jej perspektywę. Od czasu wybuchu globalnego kryzysu finansowego, wiele zjawisk i tendencji miewa nietypowy przebieg.

TAGI:

inflacjaWIG

zobacz także

↑ na górę