Słaby złoty winduje wyniki zagranicznych inwestycji

11.09.2019 | Roman Przasnyski
Źródło: NikoNomad / Shutterstock.com
Tegoroczne wakacje przyniosły dynamiczne osłabienie naszej waluty. Początek września zapowiada możliwość odwrócenia tej tendencji, jednak wszystko zależeć będzie od kondycji dolara

Nasza waluta traci na wartości względem dolara już od półtora roku. Od połowy lutego 2018 r. do pierwszych dni września obecnego roku dolar podrożał z 3,32 do niemal 4 zł, czyli o ponad 20%. Tylko od początku 2019 r. kurs dolara poszedł w górę o 5%, osiągając na początku miesiąca poziom najwyższy od prawie dwu i pół roku, wyższy niż w okresie największego nasilenia skutków globalnego kryzysu finansowego (w lutym 2009 r. kurs dolara wynosił maksymalnie 3,9 zł).

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.


Można wymienić całą litanię argumentów, mogących świadczyć o tym, że słabość złotego jest niezasłużona. Wszystkie one jednak tracą na znaczeniu wobec dwóch kwestii. Po pierwsze, nie ma mocnych na mocnego dolara, a po drugie, w warunkach awersji do ryzyka na wartości tracą wszystkie waluty rynków wschodzących, niezależnie od czynników fundamentalnych. Od początku roku indeks dolara względem głównych światowych walut zyskał 2,5%, a drugie 2,5 punktu procentowego, składające się na wspomniane 5% osłabienie złotego, można przypisać „premii” za naszą przynależność do emerging markets.

Podobnie przedstawia się sytuacja w dłuższym horyzoncie. Trwająca od lutego 2018 r. fala osłabienia złotego pokrywa się idealnie ze wzrostem wartości Dollar Indeks, który w tym czasie zyskał ponad 14%. Naszej walucie nie pomogła ani nadzwyczajna dynamika PKB, ani poprawiająca się kondycja finansów państwa, ani nadwyżka w bilansie handlowym, ani dobre oceny formułowane pod naszym adresem przez agencje ratingowe. Zarówno w krótkim, jaki i w długim horyzoncie, złoty zachowuje się podobne jak czeska korona, forint, rumuński lej, koreański won czy brazylijski real.

Konsekwencje osłabienia złotego można rozpatrywać z perspektywy polskiego inwestora, lokującego kapitał w aktywach zagranicznych, wycenianych w dolarach oraz z punktu widzenia obecnego na naszym rynku gracza, dla którego rodzimą walutą jest dolar. W tym drugim przypadku, porównanie 4,5% spadku WIG20 od początku roku z przekraczającą 8% zniżką WIG20 wyrażonego w dolarach, pokazuje że zagraniczni inwestorzy nie mają powodów do zadowolenia z obecności na naszym parkiecie. Od lutego 2018 r. WIG20 stracił 17%, a „dolarowy” WIG20 poszedł w dół o 29%.

Słabnący złoty był zaś bardzo na rękę tym polskim inwestorom, którzy zdecydowali się na zakupy aktywów zagranicznych. Korzystając z bardzo prostego i taniego instrumentu, jakim jest notowany na warszawskiej giełdzie ETF na indeks S&P500, mogli oni uczestniczyć w hossie, trwającej na nowojorskim parkiecie, zyskując przy tym więcej, niż sami Amerykanie. S&P500 od początku roku rośnie o prawie 19%, zaś ETF na ten indeks, dzięki walutowemu przelicznikowi zyskuje 26%. Licząc od lutego 2018 r., czyli od początku fali osłabienia złotego względem dolara, nabywca ETF mógł zyskać 36%, a więc dwukrotnie więcej w porównaniu do skali zwyżki instrumentu bazowego, czyli S&P500, który w tym czasie zwyżkował o 15%.

Niemal identyczne wyniki można było osiągnąć kupując złoto i wykorzystując osłabienie złotego. W przypadku kruszcu sytuacja jest o tyle ciekawsza, że jego notowania w złotych pokonały historyczne maksimum z 2011 r., osiągając poziom 6127 zł, podczas gdy notowaniom złota liczonym w dolarach do rekordu brakuje jeszcze 29%.


Zasadnicze pytanie brzmi, czy słabość złotego wobec dolara będzie się utrzymywać i czy można tę tendencję wykorzystać. Odpowiedź nie jest prosta i zależy od oceny perspektyw dla dolara. Tu zaś jednym z głównych czynników są działania Fed i interpretacja przez inwestorów, a więc kwestia tego, czy obecne obniżki stóp procentowych są jedynie chwilowym dostosowaniem, jak deklaruje szef rezerwy federalnej, czy też początkiem dłuższego cyklu luzowania polityki pieniężnej. Na razie trudno o tym przesądzać, a trzeba też pamiętać, że pozostałe główne banki centralne, w tym EBC, także planują silną monetarną stymulację. Liczyć się więc będzie splot wielu czynników, co jeszcze bardziej komplikuje prognozowanie tego, co będzie się działo.

Wydaje się, że kontynuacja gry opierającej się na dalszym umocnieniu dolara jest obecnie obarczona zbyt dużym ryzykiem, a w każdym razie z pewnością trudno liczyć na tak spektakularne wyniki, jakie można było osiągnąć do tej pory.

TAGI:

rynek walutowy

zobacz także

↑ na górę