Investors TFI: ryzyko rozpoczęcia bessy wydaje się zażegnane

17.07.2019 | Zespół Analiz Online
Źródło: dominic8 / Shutterstock.com
Bardzo dobre pierwsze półrocze na amerykańskim rynku akcji potwierdza tezę, że wydarzenia z końcówki minionego roku były jedynie „twardym resetem” wycen, nastrojów i oczekiwań – uważa Jarosław Niedzielewski

Ryzyko zmiany długoterminowego trendu wzrostowego i rozpoczęcia bessy wydaje się zażegnane - uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI. - Reaktywacja hossy, podbudowana obietnicą zakończenia zacieśniania (a nawet rozpoczęciem luzowania) polityki monetarnej przez Fed oraz złagodzeniem retoryki na polu wojen handlowych, okazała się bardzo silna i zdrowa – mówi.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Jego zdaniem o sile odbicia świadczy szerokość rynku (mierzona liczbą rosnących spółek oraz sektorów), masowy powrót notowań wielu firm powyżej ich długoterminowych średnich, a także ustanawianie kolejnych rekordów przez wcześniejszych liderów hossy. Niepokoi jedynie względna słabość indeksów małych i średnich spółek. 

W tym generalnie pozytywnym obrazie typowej hossy na ryzykownych aktywach nie pasuje jeden element – silny wzrost cen obligacji skarbowych, których rentowności spadły w połowie roku do najniższych poziomów od trzech lat (USA) lub w całej historii (jak w Niemczech, czy Australii) - zwraca uwagę Niedzielewski. Rozbieżność między akcjami a długiem rządowym jest stosunkowo rzadkim zjawiskiem i zwykle nie trwa zbyt długo. - Ponieważ spadek rentowności obligacji skarbowych jest pochodną globalnego spowolniania gospodarczego, które pod koniec ubiegłego roku dotarło w końcu do USA, i związanego z nim spadku presji inflacyjnej, nowe maksima giełdowych indeksów akcji można traktować albo jako pułapkę, albo zapowiedź rychłego ożywienia w światowej gospodarce – uważa Jarosław Niedzielewski.

Struktura i dynamika wzrostów na Wall Street oraz utrzymujący się dość duży sceptycyzm inwestorów pozwalają wierzyć, że tegoroczna hossa nie okaże się jedynie mirażem. Jednak nauczka z przełomu poprzedniego i tego roku każe podchodzić z ostrożnością do stawiania jednoznacznych sądów. Tym bardziej, że póki co nie widać oznak ożywienia w światowej gospodarce. - Nadzieje, jakie inwestorzy pokładali w rychłym odrodzeniu chińskiej gospodarki na razie okazały się płonne. Gospodarka Stanów Zjednoczonych znajduje się od ponad pół roku w fazie spowolnienia obejmującego w głównej mierze przemysł, czyli dokładnie ten sam element, którego słabość trapi od początku 2018 roku resztę świata - mówi Niedzielewski.

Podsumowując, tak jak pod koniec ubiegłego roku rynek akcji zadziwiał słabością w obliczu silnej gospodarki, tak obecnie zadziwia swą siłą w obliczu jej względnej słabości. Jedynie rynek obligacji skarbowych, konsekwentnie, od pół roku zdaje się obstawiać kontynuację spowolnienia, a może i nadejście recesji. Któryś z rynków przesadził w swojej ocenie sytuacji, a nietypowa rozbieżność między indeksami akcji a rentownością obligacji powinna do końca roku się zmniejszyć. - Wydaje się, że to rynek akcji ma nieco więcej argumentów po swoje stronie, a lipcowa obniżka stóp przez Fed okaże się ostatecznie działaniem na wyrost, jak w 1995 roku - uważa ekspert.

Dodaje przy tym, że budowanie pozytywnego obrazu rynku akcji jedynie na obietnicach obniżki stóp procentowych, wymuszonej pogarszającą się sytuacją makroekonomiczną, ma krótkie nogi. - Jeżeli obecna słabość przemysłu nie ustąpi w miarę szybko, to firmy będą zmuszone ograniczyć inwestycje oraz zatrudnienie. To już jest recepta na recesję i koniec trendu wzrostowego na Wall Street - mówi.

zobacz także

↑ na górę