IZFiA: Nadmierne regulacje największym zagrożeniem dla rynku TFI

26.11.2018 | Zespół Analiz Online
Największym zagrożeniem dla rynku funduszy jest nadmierna regulacja, szansą na przyszłość są natomiast Pracownicze Plany Kapitałowe, które zostaną uruchomione w przyszłym roku – uważa prezes IZFiA Marcin Dyl
 

"Głównym zagrożeniem, z jakim boryka się branża, jest przeregulowanie i tworzenie przepisów, które nie wynikają bezpośrednio z dyrektyw unijnych. W niektórych obszarach lepiej po prostu nic nie robić, zostawić sprawy takimi jaki są, by czegoś co działa dobrze nie zepsuć" - ocenił w wywiadzie dla PAP Biznes Marcin Dyl.
 
"Gdy się spojrzy na gigantyczną liczbę zmian od kilku lat, to nawet jeśli z punktu widzenia przeciętnego inwestora nie są one widoczne, to dla firm zarządzających powodują wzrost kosztów i wymuszają zmiany organizacyjne. Jest to jeden z czynników konsolidacyjnych tej branży" - dodał.
 
Zaufanie do funduszy inwestycyjnych zostało mocno zachwiane
Prezes IZFiA uważa, że po kłopotach GetBacku, a także części prywatnych TFI, zaufanie do funduszy inwestycyjnych zostało mocno zachwiane. Obraz jednak nie jest jednoznacznie negatywny, gdyż w tym roku było więcej miesięcy z napływami dodatnimi, co świadczy o popycie na określone fundusze. Z dziesięciu miesięcy w 2018 roku tylko w czterech wystąpiły ujemne napływy. "Oczywiście, są miesiące lepsze i gorsze. Chcielibyśmy, żeby było stabilniej, ale to nie zależy tylko od branży, jest mnóstwo innych czynników, które przekładają się na giełdę, łącznie z tym, jak funkcjonują organy państwa i jak wygląda dialog KNF z rynkiem.
 
Pogorszenie postrzegania rynku kapitałowego może utrudniać wprowadzanie PPK. Automatycznie zapisani do PPK będą wszyscy uprawnieni, ale mają oni prawo do wystąpienia. Minister finansów Terasa Czerwińska ocenia, że sukcesem będzie, jeśli pozostanie ponad 50%uprawnionych, ale konieczne są działania promocyjne i edukacyjne.
 
Ten rok to będzie kwestia PPK
"Ten rok to będzie kwestia PPK. Od dłuższego czasu czekamy na ten projekt, przygotowujemy się i wspieramy. Jest to szansa nie tylko dla zarządzających środkami, ale również dla rynku kapitałowego i dla całej gospodarki. Poprzeczka jest podniesiona bardzo wysoko – koszty praktycznie znikome dla uczestnika. Rola i odpowiedzialność zarządzających i pracodawców jest bardzo duża. Zobaczymy, jakie będzie zainteresowanie, jak podejdą do tego pracodawcy, czy dużo osób skorzysta z oferty uczestnictwa. Są kraje, w których tego typu programy się sprawdziły np. Wielka Brytania czy Nowa Zelandia, ale i tak na początku było pod górę, a są kraje jak Włochy, gdzie to się niezbyt udało" - powiedział Dyl.
 
Jego zdaniem, polski rynek kapitałowy posiada wszystko, by sprawnie funkcjonować: infrastrukturę, giełdę, trochę domów maklerskich i rynek TFI, który się konsoliduje, ale od lat badania pokazują, że problemem jest brak stałego dopływu kapitału. Jak będzie kapitał, to spółki będą się garnęły na giełdę, a inwestorzy będą chętnie je kupować.
 
"PPK to jedyna szansa w najbliższych latach, bo nie stworzymy szybko innego mechanizmu dopływu kapitału na rynek. Są pomysły dotyczące strategii, ale dyskusje toczą się od kilku lat, a ważniejsze niż zapisy w strategii jest to, co będzie pod nią podpięte, w jakim kształcie będą ustawy. Cały czas też brak jasnego stwierdzenia, co z OFE. To ciąży rynkowi giełdowemu" - dodał.
 
Toczymy dyskusję z KNF dotyczącą mechanizmów zachęt czy dystrybucji
Najbliższy rok to też prace nad implementacją MIFID 2. Chociaż dyrektywa już działa, to ustawa weszła w życie z poślizgiem, a niektórych aktów wykonawczych ciągle nie ma. W efekcie MIFID 2 wdrażany jest na raty. "Toczymy dyskusję z KNF dotyczącą mechanizmów zachęt czy dystrybucji, ale tymczasem w ustawie pojawił się zapis, który z MIFID nie wynika, dotyczący wpłaty bezpośredniej. Problem w tym, że nie wiadomo, co to jest. KNF założył, że będzie taniej, jeśli nie byłoby dystrybutora, a klient wpłacałby bezpośrednio do funduszu. Ale pytanie, czy rzeczywiście jest taniej i bezpieczniej" - powiedział prezes IZFiA.
 
Dodaje, że konieczne jest chociażby badanie klienta pod kątem jego znajomości zasad inwestycji, a także legalności pochodzenia wpłacanych środków, a to jest rolą dystrybutora. Dystrybutor także dysponuje bazą klientów i jego zadaniem jest budowanie i utrzymywanie długoterminowych relacji z klientem, opartych na zrozumieniu i zaufaniu. Jeżeli zaś chodzi o rozwiązania oparte na nowych technologiach, to przecież ktoś musi stworzyć platformy transakcyjne i dbać o ich bezpieczeństwo.
 
"To wszystko stanowi koszt. Jeśli TFI jest duże, to nie ma problemu, ale jeśli TFI będzie miało bazę tylko kilku tysięcy osób, to nie ma szans, żeby było taniej" - powiedział Dyl.
 
Prezes przypomniał, że w zeszłym roku IZFiA zwróciła się do KNF z prośbą o wyjaśnienie kwestii zachęt, co jest sprawą kluczową dla problemu dystrybucji funduszy inwestycyjnych. "Przedyskutowaliśmy listę czynności, które mogą być uznane za zachęty, KNF odpowiedział w sierpniu, ale czekamy na ostateczne wyjaśnienia. Tymczasem nadal brak ostatecznej listy czynności, które mogą być przedmiotem umowy między TFI a dystrybutorem. Towarzystwa mają terminowy obowiązek zawierania umów pod nowym reżimem. Istnieje więc ryzyko, że w przyszłości KNF stwierdzi, że coś zostało zrobione nie tak. To wszystko bardzo utrudnia i komplikuje pracę, zwłaszcza tym mniejszym, prywatnym TFI" - powiedział.
 
Zamiana wyceny liniowej na rynkową niewiele zmieni
Marcin Dyl wskazał, że zamiana wyceny liniowej, stosowanej przez większość funduszy dłużnych, na wycenę rynkową - chociaż sam pomysł nie jest zły - w praktyce, przy obecnej płynności i wielkości rynku, w wielu sytuacjach niewiele zmieni.
 
"Jeśli rynek byłby płynny, to wycena liniowa będzie taka sama jak rynkowa. Znam przypadki funduszy, które nie mogły przejść na wycenę rynkową gdy widziały, że liniowa nie działa. To co rynkowe jest bardziej transparentne, ale co w sytuacji, gdy nie ma rynku. Są różne modele, można przyjąć wartość godziwą" - powiedział. "Rozmawialiśmy z wieloma ministrami finansów, temat przewija się od dziesięciu lat, od początku kryzysu finansowego. Wycena rynkowa też w niektórych sytuacjach ma swoje pułapki. To jak z przepisami prawa - najważniejsze, żeby je stosować mądrze i patrzeć na nie jako na całość. Ważne żeby wyceny nie były rozstrzelone, przedział nie był za szeroki" - dodał.
 
MIFID 2 siłą rzeczy obniży opłaty za zarządzanie
Prezes IZFiA jest przeciwny narzucaniu na rynek limitu opłat za zarządzanie, a jeśli takie zmiany muszą być wprowadzane, to powinny być robione powoli.
 
"Ten rok pokaże, jak się ukształtuje kwestia kosztów od strony dystrybutorów i jak TFI ułożą z nimi relacje. Nie ma sporu, wszyscy są zgodni co do tego, że MIFID 2 siłą rzeczy obniży opłaty za zarządzanie. Niech więc to się zadzieje. Popatrzymy w połowie przyszłego roku i zobaczymy, jak opłaty za zarządzanie faktycznie się kształtują. Dopiero wtedy trzeba określić, czy rynek się dostosował czy nie" - powiedział Dyl.
 
Jeśli opłaty zostaną obniżone za mocno, to dystrybutorzy nie będą ich sprzedawali
 
Nie wiadomo też, jak dystrybutor będzie kształtował zachęty i jak odniesie się do nich regulator.
"Fundusze to jeden rodzaj produktu i są skazane na dystrybutora. Nawet gdy ruszymy z wpłatami bezpośrednimi i sprzedażą internetową, to i tak ponad 90 proc. stanowić będzie sprzedaż przez dystrybutora. Jeśli opłaty na jego rzecz zostaną ograniczone, a dystrybutor będzie nadal sprzedawał fundusze, to dobrze, ale jeśli opłaty zostaną obniżone za mocno, to nie będzie ich sprzedawał. Ciężko powiedzieć, jaka jest przestrzeń na obniżenie przychodów, kiedy nie wiemy, jak się ukształtują koszty" – powiedział.
 
"Jeśli regulacje mają działać, to najpierw na poziomie nie ingerującym w rynek i – co najważniejsze – za rok, od 2020 rok, kiedy już będzie wiadomo, jak wygląda MIFID i jak dystrybutor kształtuje swoje wynagrodzenie w relacji do oferowanych produktów. Obecna ścieżka jest za szybka. W efekcie będą mogły powstawać produkty alternatywne, nie tak transparentne jak fundusze" – dodał.
 
Marcin Dyl, pytany czy w wyniku zmian na rynku może dojść do duopolu kilku największych TFI, ocenia, że taki scenariusz jest zbyt skrajny, ale procesy konsolidacyjne będą wymuszane przez wysoki stopień skomplikowania regulacji czy systemów bezpieczeństwa.
 
"W branży domów maklerskich mieliśmy już konsolidację i pewnie czeka je jeszcze druga faza. Rynek TFI na większą skalę zaczął powstawać dużo później, pod koniec lat 90. i pierwszą fazę koncentracji przechodzi dopiero teraz. W dużym stopniu jest to wymuszone zwiększającymi się rygorami i kosztami funkcjonowania, dużymi ryzykami operacyjnymi i biznesowymi" – powiedział Dyl.
 
"W przyszłości część małych TFI będzie nadal funkcjonowała, w zależności od tego, jakie będzie miała produkty i jaką zajmie niszę, natomiast trzeba się liczyć ze zmianami konsolidacyjnymi, a ich głębokość będzie uzależniona od tego, jak się ukształtuje kwestia zachęt czy opłat za zarządzanie" – dodał prezes IZFiA.
 
Piotr Rożek, Tomasz Jóźwik (PAP Biznes)

TAGI:

IZFiAMarcin Dyl

zobacz także

↑ na górę