M. Wojewódka: o sukcesie PPK zadecydują siły sprzedaży

06.08.2018 | Katarzyna Czupa
Doradcy są autorytetami dla klientów, a nasze oszczędzanie to dla nich zarobek, więc zależy im by zapewnić dużą partycypację w systemie PPK, uważa dr Marcin Wojewódka, członek zarządu Instytutu Emerytalnego i wspólnik zarządzający w Kancelarii Prawa Pracy Wojewódka i Wspólnicy

Analizy Online (AOL): Czy pracownicze plany kapitałowe (PPK) są potrzebne? 
 
Marcin Wojewódka (MW): Potrzebne, a wręcz niezbędne jest dodatkowe oszczędzanie. To, jaką ono będzie miało formę, jest trochę drugorzędne. Dotychczasowe produkty nie przyniosły niestety oczekiwanych efektów. Nie chcę powiedzieć, że się nie sprawdziły – to są bardzo dobre rozwiązania, jednak nie spełniły jak dotąd swojej roli. Można było zatem albo modyfikować istniejące produkty, albo utworzyć nowy. Zdecydowano się na tę drugą z opcji. Pytanie oczywiście, czy to rozwiązanie zadziała. PPK są potrzebne ludziom, którzy mają zamiar pracować jeszcze paręnaście czy więcej lat, bo to, co dostaniemy z systemu obowiązkowego będzie niewystarczające z perspektywy naszych potrzeb i aspiracji. Osoby, które nie chcą otrzymywać jedynie minimalnych świadczeń na emeryturze, muszą, kosztem dzisiejszej konsumpcji, odłożyć coś na przyszłość. 
 
AOL: Wspomniał Pan, że możliwości były dwie – zmodyfikować istniejące rozwiązania lub utworzyć nowe. Czy nie lepiej było wybrać pierwszą z opcji? Na przykład wprowadzić zmiany do pracowniczych programów emerytalnych (PPE)?
 
MW: Oczywiście, można było podjąć taką decyzję. Ja sam popełniłem w "Polityce Społecznej" w styczniu 2017 r. artykuł, w którym wskazywałem co warto by zmienić w PPE, by je upowszechnić. Moje wnioski były zbieżne z tym, co znalazło się w PPK – obligatoryjne zapisanie i oskładkowanie uczestników z możliwością ewentualnego wystąpienia. PPE nie rozwinęły się nie dlatego, że to jest zły produkt, lecz dlatego, że nie było zgłaszanej takiej potrzeby ze strony pracowników – oni nie przychodzą do pracodawcy i nie proszą o dostarczenie rozwiązań emerytalnych. Parę lat temu domagano się opieki medycznej – dla większości firm ten benefit jest obecnie standardem. W przypadku PPE pracodawcy skoro nie musieli, to ich nie zakładali – po co wydawać pieniądze na coś, czego nikt nie chce? Projektując obecną reformę, oczywiście można było iść inną ścieżką, zmienić pewne parametry PPE, jednak wybrano nowe, świeże rozwiązanie. 
 
AOL: Czy PPK w obecnej formie to rozwiązanie dobre i dla pracowników i dla gospodarki? 
 
MW: Zawsze można znaleźć śrubkę, którą można dokręcić. Natomiast w tym kształcie, który dziś mamy (projekt ustawy o PPK w wersji z dnia 4 lipca 2018 r.) nie jest najgorzej. PPK mocno ewoluowało. Przykładowo, pierwsze wersje zakładały, że początkowo, przez pierwsze dwa lata, PPK miały być zarządzane przez podmiot państwowy, a potem dopiero rozdystrybuowane do podmiotów prywatnych. To się zmieniło.
 
W mojej ocenie nadszedł już czas na wdrożenie projektu w życie. Lepiej już nie wprowadzać dalszych zmian. Kolejne modyfikacje mogłyby doprowadzić do wypaczeń. Niektóre zmiany wprowadzone w ciągu kilku ostatnich miesięcy nie są najlepsze. Mam tu na myśli chociażby problem osób najmniej zarabiających. Przypomnę, że w projekcie majowym wprowadzono zapis, który osobom zarabiającym 2,1 tys. zł (teraz to jest 120% minimalnego wynagrodzenia) dał możliwość dokonywania wpłat od 0,5% do 2% wynagrodzenia netto. Krótkoterminowo jest to korzystne – na PPK poświęcana jest mniejsza część pensji. Jednak w długim terminie znacząco wpłynie to na wysokość zgromadzonych środków – te po przejściu na emeryturę raczej nie będą wystarczające i to dlatego, że osoby te nie musiały oszczędzać tyle co inni. Do tego czym różni się osoba, która zarabia miesięcznie 2,6 tys. od osoby, której miesięczne wynagrodzenie to 2,5 tys. zł. Tego rodzaju wyłom systemowy nie jest dobrym rozwiązaniem. Pomysłodawca argumentuje, że jeśli nie będzie takiego wyjątku to osoby z niższym dochodem się wypiszą. Tyle tylko, że zaczynamy fastrygować. Podobna sytuacja jest z górnikami. Ministerstwo Energii od paru miesięcy konsekwentnie domaga się wyłączenia górników z obowiązku składkowania do PPK. Gdyby zgodzić się z ministrem, żeby wyłączyć górników węgla kamiennego, to czym oni się różnią od górnika węgla brunatnego lub hutnika lub stoczniowca? Każdy z nich jest przecież robotnikiem. Jak zaczniemy robić takie wyłomy w systemie, to ser stanie się dziurawy. Innymi słowy system nie będzie spełniał swojej roli. Na PPK należy patrzeć jako na rozwiązanie systemowe – jeżeli ono ma być powszechne, to musi mieć jak najmniej wyjątków. 
 
AOL: Czy PPK jako rozwiązanie dobrowolne dla pracowników będzie spełniało swoją rolę?
 
MW: Problem jest taki, że rozwiązanie to nie wynika z potrzeby, tak jak ma to miejsce w przypadku produktów medycznych. Żeby to miało sens długoterminowy, to trzeba albo sprytu albo siły. Siłą się nie da, więc zostaje spryt. Stąd cała koncepcja zapisu automatycznego i karania pracodawcy za nakłanianie do występowania – jest to forma sprytu. Zachęty schodzą trochę na drugi plan. Chodzi o to, by zmusić nas do oszczędzania, bo my jesteśmy leniwi. Sporo osób przyjmie to do wiadomości i przyzwyczai się do odkładania środków, choć oczywiście pewnie część uczestników ucieknie. Uczestnicząc w pracach przygotowawczych do tego projektu z ramienia ZUS, razem z zespołem proponowałem, by przez pierwsze 2-3 lata nie było możliwości wypisania się. Chodziło o przyzwyczajenie się do odkładania środków – gdy ułożymy sobie budżety domowe tak, że jego stałym elementem jest oszczędzanie, niejako do tego przywykniemy. Jednak zdecydowano się na inne rozwiązanie.
 
AOL: PPK obciąża pracodawców. Czy w sytuacji pogorszenia sytuacji gospodarczej rozwiązanie to nie będzie hamowało wzrostu zatrudnienia?
 
MW: Sam jako pracodawca muszę przyznać, że tak, że jest to zwiększenie kosztów pracy. Ale też trzeba patrzeć długoterminowo – ja zarabiam też na tym, że moim pracownikom chce się dobrze i wydajnie pracować. Muszą być zmotywowani, zadowoleni oraz pracować na pewnym standardzie, także w zakresie świadczeń. Jeżeli wśród pracodawców będzie standardem posiadanie świadczeń długoterminowych, to także ja muszę to zapewnić. Koszty pracy wzrosną, ale będzie to wzrost w miarę racjonalny i uzasadniony celem. Gdyby to był dodatkowy podatek, to zupełnie inna sytuacja. Ale jeżeli ja i tak mam potrzebę, żeby moi ludzie dostawali więcej, to bym bardziej przed PPK nie będę uciekał. 
 
AOL: Część środków dokłada też państwo.
 
MW: Tak, w mediach słyszymy, że państwo się dokłada do PPK. Ale te dopłaty państwowe to nie do końca środki publiczne. Pochodzą one z funduszu pracy, czyli od pracodawców. Konstrukcja wpłaty powitalnej i dopłaty rocznej jest o tyle trudna, że obecnie sytuacja gospodarcza jest sprzyjająca. Dzisiaj z funduszu pracy, z którego powinniśmy finansować bezrobotnych, nie czerpiemy, ponieważ bezrobocie jest niskie. Jednak cykl koniunkturalny jest zmienny. To nie pytanie „czy”, lecz „kiedy”. Za parę lat pewnie znowu będziemy mieli bezrobocie i trzeba będzie sięgnąć po środki z funduszu pracy, a te będą zubożone przez systemowe zasilenia do PPK. Oznacza to, że długoterminowo ten sposób finansowania zasileń publicznych do PPK jest groźny dla pracodawców. Hipotetycznie, co zrobi rząd, jak skończą się środki w funduszu pracy, a będzie miał zobowiązania z tytułu opłaty rocznej dla 10 mln uczestników PPK?
 
AOL: Czy pracodawcy będą uciekać przed PPK w PPE?
 
MW: Z pewnością znaczna część pracodawców będzie szukała rozwiązań efektywnych kosztowo, czyli tańszych dla nich. Wygląda przy tym na to, że PPK będzie tańsze niż PPE. To wcale nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że pracodawcy, którzy liczą każdą złotówkę, na pewno uciekną przed PPK w PPE. W wielu przypadkach może być tak, że dana pula środków wydatkowana na PPK pozwoli zapewnić wpłaty dla relatywnie większej liczby pracowników, niż ta sama kwota wydatkowana w ramach PPE. Czynnik kosztowy ma dla wielu osób duże znaczenie. Oczywiście, jest wiele innych aspektów – ryzyko PPK, ryzyko funduszy zdefiniowanej daty, ryzyko polityczne, problemy z wdrażaniem. Być może część pracodawców będzie chciała wybrać utworzenie PPE, ale w takim przypadku to nie koszty będą miały tu największe znaczenie. 
 
AOL: Czy można sobie wyobrazić taką sytuacją, że pracodawca, który ma PPE, zdecyduje się oferować pracownikom także PPK?
 
MW: W praktyce może to być bardzo rzadkie – będą to raczej pojedyncze przypadki. Myślę, że do przyszłego roku przybędzie jeszcze zauważalna liczba kilkuset PPE, a przytłaczająca większość z nich będzie miała składkę podstawową określoną na poziomie 3,5% lub wyżej. Czyli będą to typowe PPE „antyPPK”. Statystycznie z pewnością okaże się, że niektórzy pracodawcy będą też mieli takie PPE, które nie zwolni ich z obowiązku uruchamiania PPK. Ale to będą nieliczne przypadki. Natomiast wyobrażam sobie taką sytuację, że w niektórych dużych państwowych spółkach, które mają PPE i spełniają warunki do zwolnienia z obowiązku tworzenia PPK, może jednak zapaść decyzja o stworzeniu PPK. Na przykład w związku z naciskami ze strony związków zawodowych. Tu wspomnę, że jeśli chodzi o największe spółki państwowe, robiliśmy taką analizę, czy podmioty te zdecydują się na PPK. Wyszło nam jednak, że może to być dość wąskie grono – firmy te w większości mają dobre, oparte o wysokie składki i wysoki poziom uczestnictwa, programy PPE. 
 
AOL: Czy włączenie ubezpieczycieli do projektu było dobrym pomysłem?
 
MW: Z perspektywy promowania rynku i dotarcia do mniejszych przedsiębiorstw ubezpieczyciele to bardzo ważne ogniwo systemu. Tu kluczowa jest rola agenta – ubezpieczyciele są bliżej ludzi. W zasięgu TFI i PTE raczej znajdują się ci najwięksi pracodawcy. Z perspektywy powszechności systemu PPK i szansy na to, żeby więcej osób odkładało na emeryturę, to dopuszczenie ubezpieczycieli jest dobrym posunięciem. Można oczywiście zastanawiać się, czy PPK w formie UFK to jest najlepsze rozwiązanie. Przedmiotem debaty jest to, czy ubezpieczyciel, który ściga się z ryzykiem, a nie z inwestycjami, powinien zarządzać środkami emerytalnymi. Przewaga ubezpieczyciela jest jednak w tym, że nie musi docierać do klienta – on już tam jest z innymi produktami. W odniesieniu do efektywnej dystrybucji to kluczowe. Na myśli mam nie tylko sam wybór firmy zarządzającej, ale również partycypację – w interesie oferującego produkt jest, by jak najwięcej osób z niego korzystało. Agent ubezpieczeniowy jest więc natualnym interesariuszem rozwoju PPK.
 
AOL: Jak się ma to do wyboru PPK i zapisów ustawowych? 
 
MW: Jedno drugiego nie wyklucza. Pracodawca, wybierając dostawcę usług, musi wziąć pod uwagę trzy kryteria: doświadczenie dostawcy, wyniki i najlepiej pojęty interes pracownika. Przy wyborze dostawcy kluczowe znaczenie ma kwestia odpowiedzialności za wybór – pracownicy będą domagali się odpowiedzi, czy został on dobrze dokonany. Będą rozliczali wpłaty i wyniki. Oferta musi więc być wybrana rozsądnie, poprzedzona wcześniejszą analizą. Tu widzę szerokie pole do rozwoju doradztwa, wszelkiego rodzaju wyszukiwarek i rankingów. Ale rzetelnych, popartych doświadczeniem i odpowiedzialnością za dostarczane dane.
 
AOL: Co zatem zadecyduje o sukcesie PPK?
 
MW: Siły sprzedaży. To, komu będzie tu lepiej szło, jest drugorzędne, chodzi o dotarcie do ludzi. Często doradcy są autorytetami dla klientów, edukują i wyjaśniają, jak działają poszczególne produkty. Do tego nasze oszczędzanie to dla nich zarobek – zależy im, by zapewnić dużą partycypację, żeby wpłata do PPK „płynęła”. Do tego dochodzi postawa pracodawcy – czy będzie promował oszczędzanie na emeryturę wśród pracowników, czy zniechęcał. Czekają nas ciekawe czasy.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Rozmawiała Katarzyna Czupa

TAGI:

dodatkowa emeryturaemeryturaMarcin WojewódkaPPEPPK

zobacz także

↑ na górę