Brazylia zapłaci wysoki rachunek

18.07.2018 | RDM Wealth Management
Jeszcze 3 lata temu kondycja brazylijskiej gospodarki była fatalna – poważna recesja, duże bezrobocie, wysoka inflacja i poziom stóp procentowych. Wówczas w Kraju Kawy ogromnym problemem były spadające ceny ropy naftowej i słaba waluta. Gdy w 2016 sytuacja na globalnych rynkach finansowych zaczęła się poprawiać, Brazylia stałą się jednym z najbardziej obiecujących kierunków inwestycyjnych. Dwa lata później po świetlanych perspektywach mogą już tylko pozostać wspomnienia…

Rys historyczny.
Jeszcze w 2015 roku gospodarka brazylijska pogrążona była w jednej z największych recesji od wielu dziesięcioleci, inflacja zbliżała się do 10%, a główna stopa procentowa była na poziomie 14%. Do tego mocno spadające wynagrodzenia, wysokie bezrobocie, problemy polityczne ówczesnej prezydent i fatalne wskaźniki wyprzedzające.

Przełomowa okazała się pierwsza połowa 2016 roku. Wzrost ceny ropy naftowej, początek trendu osłabienia amerykańskiej waluty i zsynchronizowane przyspieszenie globalnej gospodarki sprawiły, że kapitał zaczął szerokim strumieniem płynąć do rynków wschodzących, w tym również do Brazylii. Mniej więcej w tym samym czasie toczyła się sprawa impeachmentu ówcześnie rządzącej Dilmy Rousseff – oskarżono ją o naruszenie prawa administracyjnego i podatkowego, co oznaczało złamanie lokalnej konstytucji. Gdy było już wiadomo, że Rousseff na stanowisku się nie utrzyma, inwestorzy zaczęli dyskontować zajęcie jej miejsca przez dotychczasowego wiceprezydenta – Michela Temera. Gdy wszystko już było jasne, zaczął się „run” na brazylijskie aktywa.
 
Temer miał zreformować kraj.
Michel Temer dla inwestorów zagranicznych miał być swoistym zbawicielem. Zapowiadał odważne reformy, skompletował odpowiedni gabinet i wydawał się być nieco wyjęty z lokalnych układów politycznych. I przez jakiś czas udawało mu się taką opinię utrzymywać. Niestety sytuacja dość szybko zaczęła się zmieniać. Liczne śledztwa związane z korupcją w spółkach państwowych coraz częściej dotykały najbliższe otoczenie prezydenta, by kilka miesięcy później okazało się, że również on osobiście był uwikłany w jedną ze spraw związanych z łapówkami (sądu uniknął tylko dzięki parlamentowi, który nie wyraził zgody na zniesienie immunitetu). Z drugiej strony z zapowiadanych reform nie wyszło właściwie nic, a budżet państwa poprawiał się tylko wskutek ogólnej poprawy koniunktury na świecie, a nie działań rządu.

Punktem kulminacyjnym okazał się rok 2018. Urzędujący prezydent postanowił, że w jesiennych wyborach nie weźmie udziału, choć trudno mu się dziwić skoro jego poparcie oscylowało w okolicy błędu statystycznego.  A do tego ci kierowcy ciężarówek, których protest sparaliżował kraj, a jego negatywne skutki będą odczuwalne jeszcze przez wiele miesięcy.
 
Strajk kierowców gwoździem do trumny?
Analizując gospodarkę brazylijską na przestrzeni ostatnich 2-3 lat można dojść jednego bardzo ważnego wniosku. Otóż, gdy koniunktura gospodarcza na świecie zaczęła się poprawiać, wartość dolara spadła, a wyceny surowców wzrosły, perspektywy dla Brazylii znacząco się poprawiły, co widoczne było w twardych danych. Zwiększenie wymiany handlowej poprawiło sytuację budżetową, a wysokie carry stało się atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych. To umocniło walutę i pozwoliło bankowi centralnemu bardzo mocno obciąć stopy procentowe i tym samym dalej wspomagać gospodarkę. W tym wszystkim brakło jednak pilnych reform strukturalnych (reforma rynku pracy i bardzo ważna reforma systemu emerytalnego, które spaliły na panewce) i dlatego, gdy globalna sytuacja zaczęła się kilka miesięcy temu delikatnie pogarszać, z brazylijskiej szafy zaczęły wypadać stare trupy.

Oczywiście w tym całym obrazie nie bez znaczenia jest niedawny strajk, który swoim zasięgiem ogarnął właściwie cały kraj. Ogromne ilości zmarnowanego jedzenia i brak bieżących dostaw spowodowały skok inflacji, a decyzja o obniżeniu cen paliwa (to była przyczyna strajku) pogorszy sytuację budżetową. Ale polityka i tak nie daje o sobie zapomnieć…
 
Strach przed Lulą…
Luiz Inacio Lula da Silva – to (wciąż) kandydat na następnego prezydenta Brazylii, którego kapitał boi się jak ognia. Inwestorzy pamiętają jeszcze jego „prospołeczną” politykę z poprzedniej dekady, która jest jedną z przyczyn obecnych problemów. Ale prezydenta wybierają obywatele, a nie „jacyś inwestorzy”, a Ci Lulę kochają, a wyroku nie mają mu za złe. Gdy ponad dekadę temu ustępował z urzędu miał niemal 80% poparcie. A jakie to ma dziś znaczenie?

Lula jest obecnie skazany prawomocnym wyrokiem za pranie brudnych pieniędzy i przyjęcie korzyści majątkowych. A z wyrokiem i z więzienia kandydować w wyborach nie może, ale o tym ostatecznie i tak będzie jeszcze decydował tzw. Sąd Wyborczy. A ponieważ jego prawnicy będą składali apelację do wyroku, kilka tygodni temu pojawiły się informacje, które sugerowały, że istnieje prawdopodobieństwo, że były prezydent wyjdzie z więzienia i będzie miał szansę wziąć udział w wyborach. O tym czy opuści więzienie zadecyduje Sąd Najwyższy, a o tym czy będzie mógł startować w wyborach jeszcze, wspomniany wcześniej, Sąd Wyborczy. Jeżeli jednak sądy zdecydują, że podczas dalszych apelacji będzie mógł przebywać poza więzieniem, wówczas istnieje prawdopodobieństwo, że wystartuje w wyborach. A mając 30% poparcia jest murowanym zwycięzcą pierwszej tury i poważnym kandydatem na wygranie wyborów. A to mogłoby się skończyć katastrofą i potężnym odpływem kapitału zagranicznego…
 
Gdzie szukać światła w tunelu?
W tej chwili wokół Brazylii i lokalnych aktywów istnieje bardzo duże ryzyko. Gospodarka spowalnia, prognozy wzrostu gospodarczego są regularnie rewidowane w dół, bank centralny zakończył cykl luzowania pieniężnego by ratować słabnącą gwałtownie walutę, wzrost inflacji przyspieszył, a wyprzedzające indeksy PMI sugerują mocne pogorszenie sytuacji. Gdyby jeszcze Lula mógł startować w wyborach i by je wygrał, wówczas z dużym prawdopodobieństwem inwestorzy nie będą mieli dla lokalnych aktywów litości i rozpocznie się poważny odpływ kapitału.

Naszym zdaniem obraz świetlanej przyszłości Kraju Kawy sprzed dwóch lat jest już nieaktualny. Poprawa miała miejsce tylko z uwagi na uwarunkowania zewnętrzne, a ponieważ w tym czasie nie podjęto odpowiednich reform, to pogarszające się środowisko zewnętrzne, może nam zacząć przypominać lata 2014-2015. I nawet jeżeli jesienne wybory rozstrzygną się po myśli inwestorów, to może się okazać, że przespane dwa lata dobrej koniunktury będą od Brazylijczyków wymagały zdecydowanie bardziej „drastycznych” reform niż jeszcze 2 lata temu. 
 
Szymon Juszczyk, Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami, RDM Wealth Management

TAGI:

Brazyliakomentarze zarządzającychRDM Wealth Management

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.


Pozostałe komentarze

16
wrz
Empty-hex
Irracjonalność na rynku
Rentowności w górę
11
wrz
Empty-hex
Banki centralne znajdują się pod presją
4
wrz
Empty-hex
​Hossa na rynku obligacji
Trzy powody, by zainteresować się spółkami wypłacającymi coraz wyższą dywidendę
3
wrz
Empty-hex
​BofA: czas na zakup akcji
16
sie
Empty-hex
Chińskie kontruderzenie
7
sie
Empty-hex
Podsumowanie lipca na rynkach
Empty-hex

zobacz także

↑ na górę