Na co można liczyć inwestując w fundusze private equity?
11.06.2018 | Artykuł partnera
Dla świadomych inwestorów fundusze private equity są ważnym elementem zdywersyfikowanego portfela - mówi Michał Staszkiewicz, wiceprezes zarządu MCI Capital TFI S.A.

Fundusze private equity postrzegane są jako znacznie bardziej odporne na koniunkturę giełdową. Ile jest w tym prawdy?
 
Michał Staszkiewicz (MS): Inwestycje w fundusze private equity charakteryzują się potencjalną wyższą stopą zwrotu niż akcje, obligacje korporacyjne lub skarbowe. Takie wnioski można wyciągnąć na podstawie historycznych danych rynkowych. W USA w latach 1990 – 2017 fundusze private equity osiągnęły wyraźnie wyższą stopę zwrotu niż indeks S&P 500.
 
Wielu inwestorom inwestycje typu private equity kojarzą się z bardzo dużym ryzykiem. Czy słusznie? Gdyby spróbować umiejscowić PE na osi ryzyka, to gdzie by się znalazły?
 
MS: Przy długoterminowej inwestycji należy uznać, że poziom ryzyka przy aktywach PE jest umiarkowany. Jednocześnie, potencjalne zwroty są wyższe niż przy bardziej standardowych rozwiązaniach. Poziom ryzyka funduszy PE wynika z ich inwestycji na rynku niepublicznym. Nie należy jednak mylić inwestycji w PE z inwestycjami w startupy – to zupełnie inne obszary.
 
Dla inwestorów rozumiejących fundusze PE i akceptujących związane z nimi ryzyko, PE są ważnym elementem ich zdywersyfikowanego portfela. Przez tych inwestorów PE są traktowane jako inwestycja alternatywna, uzupełniająca portfel. To jego ważny element, ale z uwagi na długoterminowy charakter tej inwestycji, nie powinien w nim dominować. Nasze fundusze PE, dostępne w dystrybucji, inwestują w przedsięwzięcia już rozwinięte. Celem inwestycji są gotowe biznesy, które chcą korzystać z szybko rozwijającej się gospodarki cyfrowej.
 
Na jakie średnioroczne stopy zwrotu może liczyć inwestor inwestując na rynku PE? Jak wypada PE na tle tradycyjnych rynków kapitałowych?
 
MS: Jak już wspomniałem wcześniej, stopy zwrotu osiągane przez fundusze PE historycznie przebijają osiągnięcia rynku publicznego, w tym funduszy akcyjnych inwestujących w spółki giełdowe. Dla polskiego rynku nie ma dokładnych danych, ale w USA ta zależność jest regularnie badana. W połowie lutego tego roku dziennik „Wall Street Journal” opublikował analizę, z której wynika, że inwestycje w fundusze private equity na rynku amerykańskim przyniosły inwestorom od 2001 do połowy 2017 roku około +280% zysku, gdy w tym samym czasie notowania S&P 500 wzrosły o około +160%. Te 120 pkt. proc. różnicy w stopie zwrotu uzyskane na przestrzeni tych kilkunastu lat daje pewne wyobrażenie, jak bardzo różnią się te dwa modele inwestycyjne.
 
Biorąc pod uwagę to, że PE inwestują głównie w spółki nienotowane (trudne do szybkiego spieniężenia), w jaki sposób fundusze PE zarządzają płynnością?
 
MS: Nasze fundusze mają zróżnicowane źródła gromadzenia kapitału na inwestycje, a proces ten trwa stale. Tutaj warto wprowadzić definicję funduszu commitmentowego, w którym zespół zarządzający najpierw identyfikuje cel inwestycyjny, a dopiero w kolejnym kroku wzywa inwestorów do dostarczenia mu środków na zakup. To model, który zdaje egzamin dla dużych inwestorów instytucjonalnych, ale nie sprawdza się w przypadku mniejszych inwestorów indywidualnych. Dla nich, alternatywą są fundusze captive/evergreen, które cały czas są w cyklach zarówno zbierania kapitału, jak i kupna i sprzedaży spółek. Jest to model, w którym działa MCI. Dzięki temu, w naszych funduszach, mamy do czynienia z inwestycjami zarówno niedawno dodanymi do portfela, jak i takimi, które są już w nim kilka lat. Są inwestycje nowe, które dopiero rozwijamy, oraz takie, które zbliżają się już do exitu. Ten fakt oraz stały fundraising (sprzedaż certyfikatów inwestycyjnych, publicznych i prywatnych obligacji korporacyjnych, otrzymane dywidendy) i wpływy ze sprzedaży inwestycji, pozwalają na zachowanie bieżącej płynności. Ze względu na bezpieczeństwo inwestorów, którzy chcą pozostać w funduszu, oraz samych spółek (często pracujemy z założycielami spółek, którzy nam zaufali, że razem będziemy rozwijali ten biznes najlepiej jak potrafimy) jest wprowadzony statutowo 10% limit umorzeń certyfikatów w skali roku. To daje poczucie bezpieczeństwa uwzględniając długoterminowość procesu inwestycyjnego.
 
Typowe dla funduszy private equity jest konieczność zamrożenia środków na kilka lat przez klienta. Jak to wygląda w MCI i czy polscy klienci podchodzą do tego z wyrozumiałością?
 
MS: Nie da się ukryć, że PE to trudny temat. Wymaga zrozumienia przez inwestorów. Wiedza na temat PE jest znacznie mniej powszechna niż na temat bardziej popularnych instrumentów akcyjnych. Dlatego staramy się stawiać na edukację. Mamy tu realne oczekiwania – PE nigdy nie będzie powszechnym rozwiązaniem – zawsze pozostanie produktem elitarnym, ale uważamy za naszą misję doprowadzenie do tego, żeby produkt był rozumiany przez jak największą grupę inwestorów i przedsiębiorców.
 
Trzeba podkreślić, że PE z założenia musi mieć ograniczoną płynność, stąd wspomniane wcześniej 10% ograniczenie zapisane w statucie. Stale szukamy jednak dodatkowych rozwiązań, które przybliżą ten produkt świadomym inwestorom. Stąd na przykład w funduszu MCI.CreditVentures, który również dostępny jest w dystrybucji, dla najnowszych serii mamy wypłatę zysku na poziomie 3% rocznie, co można traktować jak dywidendę.
 
W PE dopóki aktywa nie zostaną upublicznione, np. poprzez wprowadzenie na giełdę, stopa zwrotu jest określana metodami księgowymi. Czy to adekwatna informacja dla inwestorów?

MS: Tak, bo wszystkie wyceny są weryfikowane przez zewnętrznego audytora. Jest kilka modeli wyceny – od porównawczej (kiedy to sprawdzamy, jak wyceniane są podobne aktywa notowane na giełdzie), przez wycenę ostatniej transakcji (oparte na nowych rundach finansowania poszczególnych spółek) do innych modeli, które najlepiej oddają wartość godziwą danej inwestycji na dzień wyceny. Dodatkowo, zachowujemy daleko idący konserwatyzm – przez co najmniej 12 miesięcy po zakupie spółki, nie podwyższamy jej wyceny i ujmujemy ją po cenie zakupu. Historia naszych exitów też jest weryfikacją naszych wycen – dotychczas nie sprzedaliśmy żadnego znaczącego aktywa po cenie niższej, niż to było w naszych ostatnich wycenach.
 
W jaki sposób ustalany jest benchmark PE, skoro podejmowane inwestycje nie są skorelowane z rynkiem?
 
MS: Tutaj znowu kluczem jest zrozumienie modelu wycen, o którym wspominałem wcześniej. Jedna z metod, porównawcza, stara się zestawić spółki niepubliczne do ich notowanych odpowiedników, a ci, są oczywiście narażeni na wahania giełdowe. Jednocześnie, my możemy wtedy wykorzystywać okres dekoniunktury na zakupy. To nam daję przewagę, w porównaniu z funduszami akcji, w których transakcje kupna i sprzedaży odbywają się niemal non-stop.
 
Jakie są standardy w funduszach PE jeśli chodzi o opłaty za zarządzanie?
 
MS: Nasze opłaty nie odbiegają od standardu rynkowego. Dzielą się na stałą opłatę za zarządzanie i tzw. success fee  w przypadku osiągnięcia dobrych wyników przez Fundusz. Poziomy opłat różnią się w zależności od serii certyfikatów.
 
Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych rok 2017 r. był rekordowym, jeśli chodzi o wartość inwestycji PE/VC w Polsce. Wartość zainwestowanego kapitału przekroczyła 2,2 mld Euro – jak wypadamy na tle Europy i świata i jak duży potencjał dostrzega Pan dla tej branży w przyszłości?
 
MS: Rok 2017 był specyficzny, bo w jego trakcie pojawiły się duże transakcje wsparte przez PE: Żabka i Allegro. Dzięki temu udział PE w PKB przekroczył jeden punkt procentowy. To jednak jest w dalszym ciągu relatywnie niewielka wartość – na rozwiniętych rynkach zachodnich, ten wskaźnik oscyluje wokół 2-3 proc. rocznie. Trend płynący z rynków zachodnich wskazuje, że ten wskaźnik powinien rosnąć.
 
Czy konstrukcja prawna PE w Polsce znacząco odbiega od standardów światowych, a jeśli tak, czy generuje to istotne problemy?
 
MS: Jest w dalszym ciągu wiele różnic między regulacjami rynku PE w Polsce, a tymi za granicą. Z jednej strony, chodzi o dostęp do kapitału – za granicą znaczący udział w kapitale gromadzonym przez fundusze PE stanowią instytucje oszczędzające z długim horyzontem, m.in. fundusze emerytalne. Tutaj odporność na zmienność giełd jest elementem wspierającym. Na Zachodzie dzięki większej popularności PE jest też rozwinięty rynek wtórnego obrotu, który wspiera płynność. Tych elementów w Polsce brakuje.
 
Jak dużą konkurencję dla PE mogą stanowić, szeroko komentowane w ostatnim czasie, platformy crowdfundingowe?
 
MS: To są zupełnie dwa inne światy, które nie mają w zasadzie żadnych części wspólnych. Fundusze Private Equity, w naszym przypadku działające pod parasolem FIZ-u, są profesjonalnie zarządzanymi instytucjami finansowymi, nadzorowanymi przez KNF (w Polsce), w których inwestycje są transparentne. Fundusze PE obok kapitału, dają przede wszystkim know-how, wiedzę; mają plan na rozwój firmy, często blisko współpracują z założycielami. To jest w pełni zaplanowany i profesjonalny proces.
 
Natomiast platformy crowdfundingowe to tylko zbieranie gotówki, w dodatku na mniejsze projekty. W przeciwieństwie do PE, takie zbieranie kapitału odbywa się bez planu wsparcia czy rozwoju danego projektu.
 
Wiele zachodnich funduszy emerytalnych inwestuje część środków (5-10%) w private equity. Czy w przededniu wprowadzenia reformy emerytalnej w Polsce uważa Pan, że PPK również powinny mieć taką możliwość?

MS: Od zawsze jesteśmy za wspieraniem polskiej gospodarki i popieramy wszelkie inicjatywy, czy to rządowe czy sektora prywatnego realizujące ten cel. Fundusze z Grupy MCI to największa grupa PE z polskim kapitałem.

Jednym z zadań stawianych przed PPK jest budowa kapitału Polaków i wzrost poziomu indywidualnych oszczędności, z których realizowane mogą być inwestycje pobudzające polską gospodarkę. W skrócie - wprowadzenie PPK ma się przełożyć na wzrost polskiego PKB, przy zachowaniu bezpieczeństwa emerytalnego inwestorów. Mądrze zarządzane fundusze PE spełniają te oba warunki.



Nota Prawna:
Wyłącznym i prawnie wiążącym źródłem informacji o funduszach inwestycyjnych, w tym prowadzonej przez te fundusze polityce inwestycyjnej oraz czynnikach ryzyka związanych z inwestowaniem w fundusz są warunki emisji certyfikatów inwestycyjnych oraz statuty funduszy. Informacje zawarte w powyższym materiale nie stanowią wystarczającej wiedzy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Wyniki inwestycyjne osiągnięte w okresach historycznych, nie stanowią gwarancji uzyskania podobnych wyników w przyszłości. Fundusze nie gwarantują realizacji założonych celów inwestycyjnych ani uzyskania określonych wyników.

TAGI:

MCI Capital TFIprivate equity

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Popularne


zobacz także

↑ na górę