Wojna w planach, a rynki już krwawią
12.04.2018 | Zespół Analiz Online
Źródło: Nerthuz / shutterstock.com
O wojnie handlowej głośno zrobiło się w połowie marca, ale pierwsze „strzały” padły w niej już pod koniec stycznia. Choć powodów rozpoczynających się wówczas spadków na giełdach upatrywano gdzie indziej, to właśnie zapowiedzi protekcjonistycznych działań Donalda Trumpa mogły wystraszyć inwestorów.

Nagły skok indeksu strachu (VIX), uruchamiający zamykanie pozycji przez grających na instrumentach związanych ze zmiennością, wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, sygnały dotyczące ostrzejszych niż się spodziewano działań Fed, to czynniki wskazywane jako impulsy do silnej spadkowej korekty na giełdach, rozpoczętej na przełomie stycznia i lutego.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Warto jednak zwrócić uwagę, że to właśnie w ostatnich dniach stycznia Donald Trump poinformował o nałożeniu wysokich ceł na panele słoneczne i pralki, sprowadzane do Stanów Zjednoczonych. Początkowo wiadomość ta została niemal zignorowana, jednak można ją uznać za pierwszy ruch w realizacji protekcjonistycznej polityki prezydenta USA. Zaledwie kilka dni później analitycy Goldman Sachs przewidywali rychłe objęcie cłami importu aluminium i ostrzegali przed konsekwencjami działań odwetowych ze strony innych krajów, w tym Chin, które zresztą już wówczas przestrzegały, że amerykańskie działania pogorszą nastroje w światowym handlu.

Trudno przypuszczać, by przynajmniej część inwestorów przeoczyła takie sygnały i przeszła obok nich obojętnie, tym bardziej że w kolejnych tygodniach znajdowały one bardzo dobitne potwierdzenie. W połowie marca, po pralkach przyszedł czas nie tylko na aluminium i stal, ale szerszą listę towarów z Chin o wartości 50 mld dolarów, która szybko się powiększała, prowokując do odpowiedzi ze strony Pekinu i rozpoczynając drugą falę spadków na giełdach.


Przyjmując takie założenie, warto na skalę i przebieg korekty spojrzeć także z tej perspektywy i ocenić jej skutki na poszczególnych parkietach. Straty dwóch głównych rywali handlowej wojny, a więc Stanów Zjednoczonych i Chin, można mówić o remisie ze wskazaniem na pierwszego z nich. Od styczniowego szczytu do dołka z pierwszych dni kwietnia Dow Jones stracił 11,6 proc., a Shanghai Composite zniżkował o 12 proc. Obecnie (według stanu na 11 kwietnia) Wall Street jest 8 proc. poniżej szczytu, a Szanghaj traci 10 proc. Pomiędzy nimi, z sięgającym 9 proc. spadkiem, plasuje się indeks we Frankfurcie, który jednak w najgorszym momencie zniżkował o 13 proc., potwierdzając tezę, że niemiecka gospodarka, mocno zależna od handlu zagranicznego, może najmocniej ucierpieć na zaburzeniach w globalnej wymianie, nawet jeśli amerykańskie cła nie uderzyłyby bezpośrednio w niemieckie towary. Przekraczający 10 proc. spadek Nikkei sygnalizuje, że także aktywna w handlu Japonia, jest mocno narażona na negatywne konsekwencje wojny celnej, a indeks tokijskiego parkietu pod koniec marca tracił aż 14,5 proc.

Dość nerwowo na zapowiedzi Donalda Trumpa reagowały także wskaźniki giełd meksykańskiej i kanadyjskiej, zniżkujące po 8-10 proc., odrabiając jednak sporą część strat, gdy okazało się że front przebiega głównie między USA a Chinami. Generalnie na tym tle nie najgorzej prezentuje się indeks rynków wschodzących, który jedynie w najgorszym momencie szedł w dół o ponad 12 proc. zaś obecnie znajduje się niecałe 8 proc. poniżej styczniowego szczytu. Okazuje się, że najmocniej rykoszetem handlowy niepokój odbił się na naszym WIG20, który traci ponad 13 proc., a 4 kwietnia zniżkował aż o ponad 16 proc.

Na obecnym etapie zmiany indeksów odzwierciedlają jednak bardziej nastroje inwestorów, niż są wyznacznikiem fundamentalnych konsekwencji wojny handlowej dla gospodarek poszczególnych krajów, czy regionów.

Roman Przasnyski

TAGI:

ChinyUSAwojna handlowa

Popularne


zobacz także

↑ na górę