Dlaczego wybory do Bundestagu są istotne
11.09.2017 | Artykuł sponsorowany
Najnudniejsza kampania wyborcza w historii. Bitwa na poduszki. Duet zamiast rywalizacji.

To tylko niektóre bardziej przyjazne komentarze na temat ostatnich tygodni przed wyborami do niemieckiego Bundestagu, które odbędą się 24 września. Te mniej przychylne sugerują psucie demokracji. W szczególności kanclerz Angelę Merkel oskarża się o uchylanie się od poważnej debaty politycznej. To może brzmieć niesprawiedliwie dla kanclerz, która z natury zachowuje się raczej ostrożnie i do tego w dalszym ciągu znajduje się w korzystnej sytuacji względem swojego przeciwnika. Jednak zagraniczni obserwatorzy mówią o swego rodzaju letargu. Po ekscytujących wyścigach wyborczych w pierwszej części tego roku, szczególnie w zmagających się z populistycznym zagrożeniem Holandii i Francji, z punktu widzenia rynków finansowych wybory do Bundestagu wydają się mieć znikome znaczenie. O ile tak może być w przypadku premii za ryzyko w okolicy terminu wyborów, o tyle takie znudzenie kampanią może doprowadzić do błędnego wniosku, że te wybory nie mają znaczenia dla rynków w nieco dłuższej perspektywie. Uważamy, że tak nie jest. Nudne czy nie, wybory do Bundestagu z dużym prawdopodobieństwem mogą zadecydować o tym, co będzie się liczyło przez najbliższe cztery lata – a może dłużej – stąd bierze się ich znaczenie dla rynków.
 
Po części jest tak ze względu na ewentualny kierunek koalicji rządzącej. Jeżeli na przykład CDU/CSU zdobędą około 37-39% głosów, a FDP nie poprawi swojego wyniku (obecnie około 7-9%), wówczas mielibyśmy koalicję chrześcijańsko-liberalną. Jeżeli zaś SPD zakończy wyścig na poziomie 25% (co nie jest niemożliwe, biorąc pod uwagę to, ze SPD we wszystkich poprzednich wyborach odrabiało sporo strat w ostatnich tygodniach, patrz wykres poniżej), mielibyśmy sześć partii w Bundestagu, a w rezultacie ponowną koalicję głównych partii. Uważamy, ze powtórka z Wielkiej Koalicji nie byłaby optymalna, ale jest bardziej prawdopodobna niż druga alternatywa, czyli koalicja z FDP i Zielonymi. Taki mariaż, uznawany obecnie za całkiem poważną opcję, byłby zupełnie nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Jednak wydaje się on mało realistyczny ze względu na zbyt wiele różnic pomiędzy FDP a Zielonymi. Uważamy również, że doświadczona kanclerz lepiej wspomina obie kadencje w koalicji z SPD niż cztery lata (2009-2013) z FDP. Ewentualne pojawienie się Zielonych mogłoby w ocenie Merkel obniżać spójność koalicji.
 
 
Jeżeli więc przyjmiemy, że Wielka Koalicja się utrzyma, sytuacja na rynkach finansowych może być bardziej pozytywna, niż wielu się spodziewa. Z trzech powodów. Po pierwsze, dobrze zgrany aparat rządowy będzie kontynuował swoją pracę, co w czasach geopolitycznej niestabilności (Korea Północna, Rosja, Turcja, etc.) może być dobrze postrzegane. Po drugie, CDU/CSU wraz z SPD mogłyby łatwiej kontynuować preferowany przez Merkel projekt odnowy i pogłębienia integracji europejskiej, ze sporymi ustępstwami wobec ważnego partnera, jakim jest Francja. To większe zaangażowanie na rzecz Francji i krajów Południa mogłoby potencjalnie obniżyć spready na obligacjach tych ostatnich. Mając na uwadze nadchodzący koniec skupowania obligacji przez EBC, może to mieć istotne znaczenie dla rynków. Po trzecie, CDU/CSU oraz SPD mają niemal identyczne podejście do konfliktu pomiędzy gospodarką a ekologią. Tak więc Wielka Koalicja zdaje się być bardziej przewidywalnym scenariuszem niż koalicja z FDP, które na pierwszym miejscu stawia ekonomiczne interesy Niemiec, oraz z Zielonymi, którzy chcą chronić środowisko kosztem wzrostu i miejsc pracy. A inwestorzy lubią przewidywalność.
 
Istnieje możliwość, że CDU/CSU i FDP same utworzą koalicję. To tradycyjnie wybór preferowany przez inwestorów, ponieważ niesie ze sobą większe prawdopodobieństwo obietnic dotyczących legislacji gospodarczej, jak na przykład obniżanie podatków czy deregulacja. W tym kontekście jednak należy pamiętać, że na rynkach obligacji tak pozytywne postrzeganie wcale nie jest oczywiste, szczególnie w przypadku FDP. Partia ta na przykład jest sceptyczna względem głębszej integracji europejskiej, w szczególności jeżeli oznaczałoby to zwiększenie transferów z Niemiec. Zaś usunięcie Grecji ze strefy euro, co jest popularnym postulatem w FDP, mogłoby doprowadzić do eskalacji kryzysu eurolandu za sprawą zwiększenia spreadów na południu Europy. Tak pozytywna reakcja, jak w przypadku koalicji CDU/CSU z SPD, nie miałaby tutaj miejsca.
 
Wszystko to sugeruje, że nie ma znaczenia, z kim CDU/CSU utworzą następny rząd. Jednak kontynuacja Wielkiej Koalicji byłaby najpewniej nie tylko najbardziej popularną opcją, ale także niosłaby ze sobą najmniej ryzyka dla rynków finansowych.

Dr Martin Lueck, Główny Strateg Inwestycyjny BlackRock

TAGI:

Angela MerkelBlackRockMartin LueckNiemcy

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę