Hossa może być jeszcze silniejsza
15.02.2017 | Zespół Analiz Online
Siła popytu na warszawskiej giełdzie będzie zależała od osób, które jeszcze nie kupiły akcji. Jeśli zdecydują się je nabyć hossa będzie naprawdę żywiołowa – uważa Dominik Gaworecki

Struktura oszczędności Polaków sprawia, że sprężyna hossy jest mocno naciągnięta, dużo bardziej niż kilka lat temu, powiedział Dominik Gaworecki,  zarządzający funduszem Excalibur FIZ w wywiadzie dla Parkietu.

Bądź na bieżąco

Dołącz do 14 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

W funduszach akcji polskich ulokowanych jest zaledwie 20 mld zł. Dla porównania w funduszach akcji zagranicznych 10 mld zł, w funduszach absolutnej stopy zwrotu 15 mld zł, w bezpiecznych funduszach 80 mld zł. A wartość depozytów to astronomiczne 700 mld zł.

Wystarczy, że 3 proc. tej kwoty zostaną przerzucone do funduszy akcji, a ich aktywa dosłownie się podwoją. Na pytanie o to, jak taka zmiana wpłynie na wyceny polskich spółek, nie trzeba odpowiadać. A scenariusz taki nie jest wzięty z sufitu. W latach 2005-2007 zdarzały się kwartały, gdy napływy do funduszy akcji sięgały kilku miliardów złotych, a baza depozytowa była wówczas zdecydowanie niższa – wyjaśnia.

(sprawdź wyniki funduszy akcji polskich uniwersalnych)

Jak zauważa Gaworecki, inwestorzy detaliczni, którzy odkładają większość oszczędności do banku, nie dość, że akcji nie mają, to jeszcze są bardzo sceptycznie nastawieni do giełdy, głównie dlatego, że przez ostatnie lata byli dosłownie bombardowani negatywnymi informacjami ze sfery polityki oraz geopolityki.

- To ludzie, którzy akcji nie mają, a nie ci, którzy już zainwestowali, przesądzą o tym, czy na GPW zagości teraz żywiołowa hossa. Zachowania inwestorów w ostatniej fazie rynku byka bywają irracjonalne. Ale faktem jest, że wywołują najbardziej dynamiczne zwyżki na giełdzie. Uważam, że ten etap właśnie się rozpoczyna - dodaje.

Zarządzający zauważa, że optymizm na polskiej giełdzie ma w dużej mierze podstawy psychologiczne. Chodzi o nastawienie inwestorów do działań polityków.

- Na giełdzie nie chodzi o to, jakie będą ostateczne rozwiązania konkretnych problemów, tylko jakie te rozwiązania okazują się względem wcześniejszych oczekiwań. A na GPW te oczekiwania były w ostatnich latach naprawdę apokaliptyczne. Inwestorzy zagraniczni spodziewali się, że system bankowy w Polsce się zawali przez przewalutowanie kredytów denominowanych we frankach, że OFE zostaną całkowicie zdemontowane, co doprowadzi do zapaści na GPW w związku z masową podażą akcji z tych funduszy, że rząd PiS wywoła recesję – tłumaczy.

Zdaniem zarządzającego ewentualna podwyżka stóp procentowych w USA zakończy hossę trwającą na rynku amerykańskim. Jednak jak wskazuje, nie powinno to stanowić zagrożenia dla GPW.

(sprawdź wyniki funduszy akcji amerykańskich)

- Wydaje mi się, że tak może wyglądać ten rok - trend boczny przy Wall Street i hossa przy Książęcej. Zauważmy, że do Polaków informacja o hossie na GPW docierała przez rok. Jeżeli więc za oceanem nie wydarzy się prawdziwy kataklizm, inwestorzy nad Wisłą prędko nie zauważą, że zwyżki w USA wytraciły impet. Nasza polska hossa podręcznikowo wpisuje się w ostatnią fazę globalnego cyklu gospodarczego - drożeją surowce, umacniają się waluty rynków wschodzących, obserwujemy zwyżki na parkietach krajów rozwijających się, pojawia się inflacja, o której jeszcze rok temu nikt nie mówił – wyjaśnia.

Za: Parkiet nr 37 (2017-02-15), Jan Morbiato, s. 8, Scenariusz optymistyczny dla GPW? Hossa jak w latach 2005-2007

TAGI:

Dominik Gaworeckifundusze akcji amerykańskichfundusze akcji polskichGPWstruktura oszczędności

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę