Bal na TitaBRIC-u?
13.02.2017 | Marcin Różowski
Inwestorzy w poszukiwaniu okazji inwestycyjnych często zwracają uwagę na to, co w ostatnim czasie zyskiwało na wartości. Na przykładzie wycinka rynków wschodzących przyglądamy się, czy czasem nie warto postąpić dokładnie odwrotnie

Stara maksyma mówi, że na rynkach kapitałowych zazwyczaj warto być w mniejszości. Chociaż wydaje się to być mało intuicyjne, to z perspektywy historycznej najlepszymi inwestycjami okazywały się te, które dokonywane były przy złym sentymencie otoczenia. Warto więc stale rozglądać się za tymi rynkami, na których morale inwestorów jest niskie, a duży kapitał dokonał ewakuacji lub jest w jej trakcie. Jeżeli dojdą do tego nadzwyczajne wydarzenia, jak spektakularne bankructwo, działania polityków lub katastrofa, otrzymujemy „mieszankę wybuchową”.

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

W swojego rodzaju dołku, przynajmniej jeżeli chodzi o zaufanie inwestorów, są już od dłuższego czasu kraje BRICS (akronim od nazw państw – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Republika Południowe Afryki). W ostatnich latach gotówka płynęła przede wszystkim na rynki rozwinięte, takie jak np. Wall Street, która systematycznie ustanawia nowe rekordy hossy (i historyczne jednocześnie). Tymczasem dawni czempioni rynków wschodzących mają za sobą zdecydowanie chude lata. W ciągu ostatnich 5 lat MSCI BRIC Index wzrósł o „aż” +4,2%, a dla horyzontu 3 lat było to -5,7%. W tym samym czasie wspomniana giełda w Nowym Jorku wzrosła odpowiednio o +98,2% i +29,0%. Być może jest to przykład odrobinę tendencyjny, ale dobrze ilustruje, gdzie w ostatnich latach operuje duży kapitał.

Jednak same słabe stopy zwrotu nie wystarczą jeszcze do tego, by rynkowi (lub całej ich grupie, jak w tym przypadku) nadać łatkę „zapomnianego przez Boga i inwestorów”. Do takiej historii przydałoby się dopisać jeszcze wydarzenie, które dodatkowo podkreśliłoby zły sentyment. I właśnie z takim mieliśmy do czynienia w listopadzie ubiegłego roku, kiedy to gracz światowego formatu – Franklin Templeton – zdecydował o częściowym zamknięciu dla inwestorów swojego flagowego funduszu rynków wschodzących. Mowa tu o Templeton BRIC Fund, zarządzanym przez guru rynków wschodzących Marka Mobiusa. Powody były czysto biznesowe – aktywa tego rozwiązania w ciągu 3 lat spadły o połowę (w momencie zamykania było to ok. 750 mln USD, na koniec stycznia zaś – niecałe 700 mln USD). Wygląda na to, że wiara nawet tej instytucji, utożsamianej przecież z rynkami wschodzącymi, została podkopana.

Można by to uznać za jednorazowe wydarzenie, gdyby nie to, że kilka miesięcy wcześniej BNP Paribas Investment Partners zadecydował o włączeniu swojego funduszu BRIC (Parvest Equity BRIC fund) do "szerszego" produktu rynków wschodzących Parvest Equity World Emerging. W praktyce z identycznego powodu – fundusz skurczył się do na tyle niewielkich poziomów, że jego utrzymywanie miało ograniczony sens. Na podobny ruch jeszcze w 2015 roku zdecydował się Goldman Sachs , po tym jak jego fundusz BRIC w ciągu 5 lat stracił prawie 90% aktywów, z blisko 800 mln USD w 2010 do ok. 100 mln USD w momencie przejęcia przez fundusz rynków wschodzących.

Mamy zatem do czynienia z rejteradą nie tylko inwestorów indywidualnych, ale też globalnych rozgrywających na rynkach finansowych. Trudno wyobrazić sytuację (czy może ocenę) dla BRIC gorszą niż obecna. Tymczasem jednak sytuacja niepostrzeżenie – i co istotne, po cichu - zdaje się odwracać na korzyść "maruderów". Styczeń okazał się dla tego typu rozwiązań bardzo dobry, a w lutym passa ta była kontynuowana – wystarczy napisać, że stopy zwrotu od początku roku sięgają blisko +10%. W rezultacie wydarzenia z początku roku wpisują się w scenariusz charakterystyczny dla tych rynków, na których „miarka się przebrała” – w rozumieniu, że gorzej być nie może. Gwoli sprawiedliwości, tak dobry wynik to zasługa przede wszystkim rynku w Brazylii, gdzie indeksy kontynuują ubiegłoroczną passę (kiedy to urosły o ponad +50%). Być może jest to jednak pierwsza jaskółka ożywienia, na którą rynki BRIC tak długo czekały…

Marcin Różowski
Analizy Online

TAGI:

BRICfundusze akcji BRICrynki wschodzące

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę