Niech żyje król dolar
03.01.2017 | Katarzyna Czupa
Chociaż obecnie kurs dolara względem euro znajduje się poziomie najwyższym od 20 lat, implementacja tzw. Trumponomiki może pociągnąć za sobą dalszy wzrost wartości amerykańskiej waluty 

Pakiet stymulacyjny Trumpa przyniesie mocnego dolara, a wzrost populizmu i niepewności w Unii Europejskiej zaciążą na kursie euro oraz funta. Jeżeli chodzi o reala i rubla, prawdopodobnie ich wartość wzrośnie, jednak wszystko zależy od tego czy władze będą realizowały działania zgodne z obranym w 2016 r. kursem. Takie przewidywania jawią się jako prawdopodobne scenariusze na rynku walutowym w rozpoczynającym się roku.

Bądź na bieżąco

Dołącz do 15 000 inwestorów, którzy prosto na maila otrzymują powiadomienia o nowych artykułach, wynikach inwestycyjnych oraz ważnych wydarzeniach rynkowych.

Przypomina nam to o znaczeniu ryzyka walutowego w funduszach inwestycyjnych. Inwestorzy lokując środki finansowe w fundusze inwestujące za granicą, niezabezpieczone przed ryzykiem walutowym, są bowiem narażeni na zmianę wartości inwestycji w zależności od kierunku zmiany kursu walutowego. Mówiąc wprost, dodatkowo zyskują, gdy polski złoty się osłabia w stosunku do waluty bazowej, oraz tracą gdy wartość polskiej waluty rośnie. Gdy decydujemy się ulokować kapitał w fundusze niezabezpieczone przed tym rodzajem ryzyka, zwłaszcza w krótkim terminie, warto na bieżąco śledzić trendy i prognozy na rynku walut.

Zacznijmy od dolara. W tym roku jego wartość będzie kształtowana przez trzy główne czynniki: działania prezydenta elekta Donalda Trumpa w sferze gospodarczej; decyzje Fed w odniesieniu do stóp procentowych oraz sytuację polityczną w Unii Europejskiej. Jeżeli chodzi o pierwszy z nich, głównymi założeniami tzw. Trumponomiki jest stymulacja fiskalna. Przyszły prezydent zamierza m.in. przeznaczyć 500 mld dolarów na poprawę amerykańskiej infrastruktury, zwiększyć wydatki na zbrojenia i armię, oraz obniżyć podatki dla przedsiębiorstw i najbogatszych obywateli USA. Zgodnie z założeniami taki pakiet stymulacyjny ma ożywić amerykańska gospodarkę.

Większa aktywność gospodarcza oznacza wyższą inflację (ta i tak ma wzrosnąć w związku z wyższymi cenami surowców, w tym ropy), co prowadzi nas do drugiego z czynników – decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W grudniu Fed postanowił podnieść stopy procentowe. Jak wskazują analitycy, w 2017 r. powinniśmy spodziewać się 2-3 podwyżek. Wyższe stopy procentowe w danym kraju przyciągają zagranicznych inwestorów i tym samym, w związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na daną walutę, prowadzą do wzrostu jej wartości. Ten z czynników jest tym ważniejszy, że w Unii Europejskiej stopy procentowe oscylują w okolicach zera i w najbliższym czasie nie wzrosną, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że program luzowania ilościowego w strefie euro będzie trwał aż do jesieni. Oznacza to, że inwestorzy będą bardziej skłonni wybierać aktywa amerykańskie a nie europejskie, co podbije wartość dolara, a warto zaznaczyć, że obecnie jego kurs względem euro znajduje się poziomie najwyższym od ok. 20 lat.

Zauważa się jednak, że w kolejnych miesiącach ta spekulacyjna powyborcza aprecjacja może ustąpić gdy Donald Trump wreszcie obejmie urząd. Co więcej, eksperci wskazują też na niedociągnięcia w planie Donalda Trupa. Jak mówią, zwiększone wydatki oraz obniżka podatków doprowadzą do dwukrotnego wzrostu deficytu budżetowego. Co więcej, jak argumentuje Dhaval Joshi z BCA Research, wyższe potrzeby pożyczkowe oraz zwiększone wydatki państwa (lub samo ich widmo) pociągają za sobą wyższe koszty finansowania dla sektora prywatnego.

- W rezultacie, sektor prywatny rezygnuje z planowanych wydatków i w efekcie działania państwa nie doprowadzą do wzrostu PKB – wyjaśnia.

Na korzyść dolara na pewno będą grać niepokoje polityczne w Unii Europejskiej, a w 2017 r. w Europie będzie dziać się naprawdę dużo. W kolejnych miesiącach będą miały miejsce wybory w Holandii (marzec), we Francji (czerwiec), w Niemczech (wrzesień) i Czechach (październik). To kogo obywatele wymienionych państw wybiorą na odpowiedne urzędy będzie miało kluczowe znaczenie dla przyszłości Unii Europejskiej, a tym samym i unijnej waluty. Po tym, jak Brytyjczycy w ubiegłorocznym referendum zdecydowali o opuszczeniu wspólnoty na Starym Kontynencie narastają nastroje nacjonalistyczno-populistyczne. Szczególnie ważne będą wyniki wyborów we Francji i Niemczech, krajów stanowiących rdzeń UE. We Francji na urząd prezydenta startuje Marine Le Pen, ciesząca się dużą popularnością przewodnicząca nacjonalistycznego Frontu Narodowego, która opowiada się za wystąpieniem tego kraju z UE.  W Niemczech istnieje ryzyko, że w wyborach parlamentarnych Angela Merkel stojąca na czele Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej nie uzyska liczby głosów wystarczającej do samodzielnych rządów.

Jak zaznacza Katarzyna Pisarska dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji, trudno przewidywać co się stanie z UE w sytuacji wygranej kandydatów populistycznych.

- Od II wojny światowej nie mieliśmy do czynienia z tak dużą grupą populistycznych polityków. (…) W sytuacji wygranej, ci politycy, którzy dotychczas działali w Parlamencie Europejskim i robili wszystko żeby zniszczyć konstrukcję integracji europejskiej, będą to robić na dużo wyższym poziomie w Radzie Unii Europejskiej i nawet jeśli nie wyjdą z UE będą ją psuć – podkreśla.

Jak mówi Łukasz Lipiński, dyrektor ds. analiz w centrum analitycznym Polityka Insight, wszyscy zadają sobie pytanie czy to co się zaczęło Brexitem to jest początek jakiegoś trendu wywracania się kostek europejskiego domina, czy pojawią się wydarzenia, które ten trend przełamią. Niepewność polityczna rodzi niepewność na rynkach finansowych, a to nie wpływa dobrze na rynek walut. Nawet jeśli do władzy dojdą kandydaci proeuropejscy do czasu ostatecznego wyklarowania sytuacji euro nie będzie cieszyło się dużą popularnością, a to będzie przechylało parytet dolar-euro dalej w kierunku dolara.

Podobnie rzecz ma się z funtem szterlingiem. Od czasu historycznego referendum minęło ponad pół roku, a nadal nie wiadomo co dokładnie się stanie. W styczniu ma zapaść ostateczna decyzja brytyjskiego Sądu Najwyższego w kwestii procedury uruchomienia art. 50 Traktatu o Unii Europejskiej. Jeżeli werdykt będzie korzystny dla zwolenników Brexitu (brak konieczności wyrażenia zgody przez parlament) powinniśmy spodziewać się spadku wartości funta. Oczywiście brytyjska waluta już sporo straciła, ale wynikało to głównie z obaw inwestorów o to co i czy może się stać, a nie realnych konsekwencji. Teraz może być znacznie gorzej.

A co z walutami rynków wschodzących? W zeszłym roku najwięcej zyskały brazylijski real (+22,6%) oraz rosyjski rubel (+18,9%). Trudno spodziewać się, by w 2017 r. obie waluty odnotowały podobne wzrosty, ale jeżeli w tym roku władze będą dalej realizowały działania mające na celu stabilizację gospodarek, to trend powinien być kontynuowany. Za tym poglądem przemawia również to, że obie waluty wciąż pozostają mocno niedowartościowane. 

Katarzyna Czupa
Analizy Online

TAGI:

FEDfundusze akcji amerykańskichfundusze akcji europejskichrynki wschodzące

zobacz także

Copyright © Analizy Online S.A. 2017

↑ na górę