Czy światu grozi kolejny tak duży krach?
13.09.2018 | Katarzyna Czupa
Zdaniem ekspertów czynników ryzyka jest kilka. Najważniejszy to sposób zażegnywania ostatniego kryzysu, rosnący poziom długu w gospodarce światowej oraz zbyt wysokie wzrosty cen aktywów

Od wybuchu największego kryzysu finansowego naszych czasów minęła już blisko dekada. W tym czasie podjęto szereg działań, które miały załagodzić wywołane spustoszenie i zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości. Plan naprawczy obejmował udzielenie pomocy podmiotom borykającym się z trudną sytuacją finansową (w niektórych przypadkach dokonano nacjonalizacji) oraz uruchomienie pakietów stymulacyjnych mających pobudzić gospodarki USA i krajów strefy euro. Uchwalono również regulacje zwiększające bezpieczeństwo sektora bankowego, w tym przepisy wprowadzające wytyczne w zakresie obrotu tzw. CDS-ami (ang. credit default swaps), wymóg okresowego przeprowadzania stress testów i podwyższenie wymogów kapitałowych[1]. Miało to zapobiec drastycznemu pogorszeniu się sytuacji firm finansowych „zbyt dużych by upaść”.

Okrągła rocznica skłania do podsumowań. Zdecydowała się na nie m.in. redakcja The Economist. Jak czytamy w jednym z artykułów, kapitalizacja banków amerykańskich i europejskich uległa poprawie, najbardziej ryzykowna część działalności została zredukowana (miejsce aktywnego handlowania instrumentami zajmuje zarządzanie majątkiem zamożnych), a nieprawidłowości na rynku kredytów hipotecznych praktycznie zniknęły. Podjęte działania zdają się przynosić pożądane efekty – gospodarki USA i Europy rosną w stabilnym tempie, a rynki kapitałowe nie tylko wyszły z pokryzysowego dołka, ale ustanowiły nowe historyczne rekordy. 

Czy zatem oznacza to, że wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski? Jak mówi Grzegorz Raupuk, wiceprezes zarządu w RDM Wealth Management, choć mija 10 lat od wybuchu jednego z największych kryzysów finansowych w nowożytnych czasach, trudno z dzisiejszej perspektywy powiedzieć, że nauczył on nas, nadzorców i decydentów zapobiegania podobnym zdarzeniom w przyszłości.

Mimo, że wydawałoby się, że gospodarka światowa wyszła z kryzysu, to jednak tak nie jest. Tkwimy po same uszy w skutkach tamtych zdarzeń, a nierównowaga gospodarcza wielu krajów zamiast zanikać, stale występuje lub wręcz się nasila. Dotychczasowe lekarstwo w postaci ultra luźnej polityki monetarnej w USA i Europie zadziałało, lecz trudno uznać, by światowy system finansowy został uleczony – dodaje.

Tomasz Tarczyński, prezes zarządu Opoka TFI, zwraca również uwagę, że sposób zażegnania ostatniego krachu sprzyja powstaniu następnego. Jak mówi, w epicentrum kryzysu, czyli w USA z pieniędzy podatników zostały przepompowane miliardy dolarów do kieszeni banków oraz bankierów i nikt z czołowych  osób odpowiedzialnych za problemy i malwersacje nie trafił do więzienia.

–  Więc niestety wnioski jakie establishment finansowy mógł wyciągnąć, to takie, że opłaca się nadmiernie ryzykować, bo konsekwencji nie ma. Zwłaszcza, że takie podejście do rozwiązywania problemów trwa już co najmniej od 1998 roku od awaryjnego ratowania funduszu LTCM – tłumaczy. 

Jego zdaniem zagrożeniem jest także poziom długu w gospodarce światowej, który po chwilowym zatrzymaniu po kryzysie 2008 zwiększył się w ostatnich latach w eksplozywny sposób.

Dopóki nie ma zjawisk recesyjnych w gospodarce, poziom długu nie stanowi problemu, jednak gdy te wystąpią, lewar zwiększy skalę negatywnych zjawisk – mówi.

Grzegorz Raupuk podkreśla, że zaciskanie pasa i redukcja deficytów budżetowych ponownie jest passé, a uzależnienie świata gospodarczego od stóp procentowych w USA i mocy dolara pokazuje, że niewiele się zmieniło.

Starając się przewidzieć, kiedy i skąd nadejdzie kolejny kryzys, niekiedy uciekamy się do porównań z przeszłymi zdarzeniami. Jak mówi Tomasz Hońdo, starszy analityk w Quercus TFI, ostatnie dwie dotkliwe recesje w USA, połączone z bessą na giełdach, były poprzedzone serią podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną.

Jednak uważamy, że na razie stopy procentowe nie osiągnęły jeszcze takich poziomów, by na dobre wykoleić wzrost gospodarczy – dodaje.

Analityk podkreśla również, że dobrze zwrócić uwagę na rynek nieruchomości.

Przed kryzysem z 2008 roku miała miejsce silna hossa na rynkach nieruchomości, których wyceny osiągnęły nieracjonalne poziomy. Teraz też mamy taką hossę, ceny rosną coraz szybciej, ale również i tutaj nie dostrzegamy jeszcze tak niebezpiecznych poziomów, jak ponad dziesięć lat temu – wyjaśnia.

Zwraca się również uwagę, że kolejny kryzys może zacząć się na rynkach wschodzących, tak jak to miało miejsce w 1994 czy 1998 r. Od początku roku indeks MSCI EM stracił ok. -13,3%, co jest efektem problemów gospodarczych części krajów z tej grupy (w tym Turcji i Argentyny), umocnienia dolara oraz nasilającej się wojny handlowej.

Mówi się, że obecnie mamy do czynienia „z cyklem spółek technologicznych”. Oznacza to, że być może to one będą również przyczyną kolejnego giełdowego krachu. W ocenie Tomasza Hońdy, problemem są zwłaszcza wygórowane wyceny amerykańskich akcji, szczególnie tych z segmentu e-commerce. Od początku roku wartość indeksu Nasdaq, grupującego spółki technologiczne, wzrosła o ok. +15,2% wspinając się na historyczne maksima. Co więcej, obecnie ceny są sześciokrotnie wyższe niż w pokryzysowym dołku z marca 2009 r. To istotnie więcej niż w przypadku pozostałych indeksów. W tym roku S&P500, grupujący amerykańskie blue chipy, zyskał +0,81%, a przemysłowy Dow Jones Industrial „tylko” +5,2%. Porównując z pokryzysowymi minimami, ceny przedsiębiorstw wchodzących w skład obu wskaźników wzrosły czterokrotnie.
 
Czynnikom ryzyka regularnie przygląda się także Światowe Forum Ekonomiczne. W corocznym raporcie publikowane jest zestawienie, w którym przedstawiane są problemy mogące zagrozić stabilności globalnego wzrostu i porządku globalnego. Jak podkreślono, tegoroczna wersja publikacji obejmuje więcej źródeł ryzyka niż kiedykolwiek wcześniej. Wśród najbardziej prawdopodobnych zagrożeń gospodarczych wymienia się zbyt wysokie wyceny aktywów (bańki), nierównowagi na rynku pracy oraz niewydolność instytucji i mechanizmów rynku finansowego.

Katarzyna Czupa
Analizy Online



[1] Znacząca część zapisów tzw. ustawy Dodda-Franka, została zawieszona w maju br. Był to jeden z głównych punktów kampanii prezydenta USA Donalda Trumpa, który zarzucał regulacjom istotne ograniczanie rentowności instytucji finansowych.

TAGI:

FEDGrzegorz RaupukLehman BrothersMSCI EMRDM Wealth ManagementTomasz HońdoTomasz Tarczyński

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

zobacz także

↑ na górę