G.Latała: Kryzys finansowy sprzed dziesięciu lat siedzi w ludziach

10.10.2019 | analizy.pl

Polski oszczędzający ma krótką historię doświadczeń, a tym najsilniejszym był kryzys finansowy. W efekcie ci, którzy mogliby inwestować, wybierają relatywnie wysoko oprocentowane depozyty. Oszczędzający będą jednak coraz częściej odkrywać, że tak naprawdę nie zarabiają i będą musieli poszukać różnych form inwestowania

Badanie przeprowadzone na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pokazało, że osoby które odpowiedziały na pytanie o najbardziej ryzykowne inwestycje najczęściej wskazywały na fundusze inwestycyjne. Grzegorz Latała, główny ekonomista Aviva Investors TFI, przyczyny takiego podejścia Polaków do inwestowania widzi w stosunkowo odległej przeszłości naszego rynku.

Nasze doświadczenia są krótkie. Do 2009 roku, czyli do czasu kryzysu, generalnie ludzie oszczędzali trochę więcej w funduszach, ale nigdy nie mieli do czynienia z jakimś głębokim załamaniem się na rynku. Ten kryzys finansowy to było takie uderzenie w inwestorów, którzy absolutnie nie spodziewali się takiego zachowania rynków. Ten kryzys pozostaje z nami do dzisiaj. Osoby, które mogłyby w funduszach oszczędzać więcej, czyli te, które akumulowały oszczędności przez te ostatnie 10 lat, one właśnie mają te bardzo niedobre doświadczenia z czasów kryzysu – mówi Latała.

 

Grzegorz Latała zwraca uwagę na to, że rynki akcyjne nie są aż tak ryzykowne, jakby się mogło wydawać i jakby to mogło sugerować zachowanie się rynków akcyjnych i funduszy akcyjnych w czasie ostatniego kryzysu finansowego. Ekspert podkreśla jednak, że w polskiej niedługiej historii rynku inwestycyjnego to było najważniejsze i najbardziej dotkliwe doświadczenie. – To jest jedyne w zasadzie nasze doświadczenie, które tak mocno rzutuje na świadomość, było to pierwsze takie doświadczenie i było drastycznie głębokie, i to z nami pozostaje cały czas – mówi. 

 

To dramatyczne doświadczenie z czasów kryzysu finansowego zostało pogłębione przez strukturę inwestycji, jaka była powszechna przed 2009 rokiem. W funduszach inwestowało więcej osób niż obecnie i w większości były to inwestycje agresywne, a do tego skoncentrowane na polskim rynku albo na poszczególnych sektorach, jak na przykład sektor małych i średnich spółek. Potem nastąpił gwałtowny zwrot do bezpiecznych klas aktywów czy wręcz do depozytów bankowych. To – zdaniem Latały – miało pewne uzasadnienie, ale teraz sprawy zaczynają wyglądać inaczej.

 

Zachowanie inwestorów czy oszczędzających w Polsce nie było nieracjonalne. Mieliśmy specyficzną, komfortową sytuację po 2009 roku, że stopy procentowe i oprocentowanie obligacji, które są zdecydowanie bardziej bezpieczne niż instrumenty akcyjne, było dosyć wysokie i wyższe niż w innych krajach. Ciągle mamy z tym do czynienia dzisiaj, ale niestety to się zmienia – mówi Latała.

 

Realne stopy procentowe już w tej chwili są ujemne i prędzej czy później przeciętny oszczędzający zorientuje się, że tak naprawdę nic nie zarabia i będzie zmuszony poszukiwać innych form oszczędzania. A my musimy mu w tym pomóc. Dlatego edukacja ze strony firm zarządzających aktywami i funduszami jest bardzo istotna, żeby powiedzieć oszczędzającym, że to nie są takie czasy jak w 2009 roku. My dzisiaj oferujemy bardziej bezpieczne fundusze, bardziej zdywersyfikowane, z większym udziałem aktywów zagranicznych. Bo to też jest istotne, jeśli chodzi o dywersyfikacje i zarządzanie ryzykiem i rzeczywiście to zarządzanie ryzykiem w tych funduszach wygląda zupełnie inaczej niż 9 lat temu – dodaje.

 

Więcej w materiale wideo


Wywiad przeprowadzony we wnętrzu myhive Crown Tower dzięki uprzejmości IMMOFINANZ, właściciela marki myhive (www.myhive-offices.com).

TAGI:

Grzegorz Latała

zobacz także

↑ na górę